poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 21

Harry

Od dnia wypadku minęło już kilka tygodni. Pamiętam jakby to było wczoraj. 

***

- Nic nie widzę ! Dlaczego ja nic nie widzę ?! 
- Misiu, uspokój się. Wszystko będzie dobrze. Zaraz przyjdzie lekarz i powie nam co się dzieje - zwróciłem się spokojnie do zdenerwowanej Susanne i zacząłem ją uspakajać.
- A wy co tak stoicie ?! Ruszcie dupy i idźcie po tego pieprzonego lekarza ! - krzyknąłem na nich, gdyż stali i gapili się na nas i nie wiedzieli co mają zrobić. Jako pierwszy ogarnął się Liam i jak torpeda wybiegł z sali. Dosłownie minutę później był już z powrotem razem z lekarzem prowadzącym dziewczynę i kilkoma pielęgniarkami. Zaczęli nas wyganiać na korytarz. Ja tak bardzo chciałem być przy niej teraz. Błagałem o to, ale niestety nie pozwolono mi. Chodziłem po tym szpitalnym korytarzu w tą i z powrotem, nie wiedząc co ze sobą mam zrobić. Tak cholernie się o nią bałem. Kochałem ją. 
         Dopiero po godzinie z sali wyszedł lekarz oznajmując nam, że to uraz po wypadku, ale nie dawał jej szans na to, że będzie jeszcze kiedyś widzieć. Ale ja nie poddałem się. Razem z chłopakami i Veronicą zaczęliśmy szukać dla niej kliniki, w której mogli by ją zoperować i w końcu udało nam się. Znajdowała się ona aż w Canadzie. Kilka dni później Susanne przeszła operację, która przebiegła pomyślnie. 

***

       Siedzę teraz koło Susanne w salonie i oglądamy jakiś film. Cztery dni temu ściągnęli jej opatrunki z oczu. Chłopacy i Veronica pojechali do studia ogarnąć rzeczy związane z kolejną trasą. Tak, w trasę wyjeżdżamy już za cztery miesiące. Jakiś tydzień temu wyszła nasza nowa płyta i cały czas znajduje się ona na pierwszych miejscach czołówek w wielu krajach. Natomiast za tydzień mamy galę rozdania muzycznych nagród.
      Jeśli chodzi o Sus to ten wypadek nas do siebie zbliżył. Jeżeli sądzicie, że jest moją dziewczyną to się mylicie. Jesteśmy po prostu najlepszymi przyjaciółmi, a ja pomimo tego, że ją kocham, nie chcę zniszczyć tego co jest pomiędzy nami.
- Harry ? Hallo? Słuchasz mnie ? - mówiła brunetka, wymachując mi rękoma przed twarzą.
- Tak, słucham - odpowiedziałem troszkę kłamiąc.
- To co powiedziałam przed chwilą? - zapytała unosząc do góry prawą brew i układając skrzyżnie dłonie na klatce piersiowej.
- No... E... O ten... - zacząłem się jąkać. 
- Tak myślałam - rzuciła i zaczęła udawać obrażoną.
- No, nie obrażaj się na mnie - powiedziałem i zacząłem ją szturchać. Kiedy się do mnie odwróciła zrobiłem minę zbitego szczeniaczka i ciągnąłem dalej. - Proszę, ja tak ładnie proszę.
- No, dobra wygrałeś. Nie umiem się na ciebie długo gniewać - zaśmiała się, po czym zacząłem ją łaskotać. Jej śmiech, który tak bardzo kochałem rozniósł się po całym domu.
- Hahaha - Puść - hahaha - mnie - hahah - pro - haha - proszę - mówiła przez śmiech.
- Nigdy - krzyknąłem i wróciłem do poprzedniej czynności. Teraz siedziałem na niej okrakiem nadal ją łaskotając. Nagle usłyszałem trzaśnięcie drzwi i głośne głosy z przedpokoju. Zapewne wrócili.
- Tym razem ci się upiekło - powiedziałem, jednocześnie wstając.

Tymczasem - Niall

         Kiedy wszyscy razem (oprócz Harry'ego i Sus) skończyliśmy omawiać naszą trasę z menadżerem od razu zmęczeni udaliśmy się do naszego auta. Było ono zaparkowane z tyłu budynku, tak, aby fanki nie mogły nas tu zaskoczyć. Po około 20 minutach jazdy byliśmy już pod naszym domem. 
         Postanowiłem zaryzykować. Gdy pozostali wyszli już z samochodu, w ostatniej chwili złapałem Veronicę za nadgarstek i poprosiłem, aby na chwilę tu ze mną została.
- Muszę ci powiedzieć coś bardzo ważnego - oznajmiłem z lekkim strachem w głosie.
- Tak?
- Chciałem ci to już wyznać dawno temu, ale bałem się, że zniszczę tym tym co było między nami, czyli naszą przyjaźń. Wiem, że to nie jest zbyt odpowiednia sceneria do wyznawania uczuć, ale muszę ci to w końcu powiedzieć - powiedziałem na jednym wdechu i mówiłem dalej. - Jesteś moim słońcem, które codziennie rano wstaje na horyzoncie i moim księżycem, który co noc pojawia się na pięknym, gwieździstym niebie. Twój głos sprawia, że moje serce zaczyna szybciej bić, a na twarzy pojawia mi się szeroki uśmiech. Kocham cię. Bardzo cię kocham.
Kiedy skończyłem swój monolog nastała cisza. 
- Też cię kocham Niall - powiedziała po dłużej chwili Veronica. A ja nie czekając ani chwili dłużej pocałowałem ją. Blondynka odwzajemniła ten pocałunek. Gdy po kilku minutach się od siebie oderwaliśmy spytałem oficjalnie:
- Veronico Johnson, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją dziewczyną?
- Tak - odpowiedziała i pocałowała mnie. Kiedy wyszliśmy już z naszego vana usłyszeliśmy głośne wiwaty na nasz temat, a dokładniej krzyczących i gwiżdżących Louis'a, Liam'a i Zayn'a.
- No, no widzieliśmy, że w końcu to się stanie - powiedział uradowany Lou, po czym wszyscy razem udaliśmy się do środka. W progu salonu przywitał nas Harry.
- A wy co tacy szczęśliwi ? - zapytał. My zamiast odpowiedzieć uśmiechnęliśmy się szeroko i usiedliśmy na kanapie.
- Widzę, że ostro było - rzucił nagle Louis, poruszając znacząco brwiami i spoglądając to Hazzę, to na Sus. Przyznam, że sam na początku tak pomyślałem, bo dziewczyna była cała rozczochrana, nie ogarnięta i miała przyspieszony oddech.
- My wcale nie... - zaczęła brunetka, ale niestety Zayn jej przerwał.
- Nie musicie się tłumaczyć.
Dobra to było trochę dziwne - pomyślałem.
- A wracając do poprzedniego tematu, co wy tacy szczęśliwi? - spytał powtórnie loczek. Spojrzałem się na blondynkę, ta kiwnęła potwierdzająco głową, a ja zacząłem mówić:
- Ja i Veronica jesteśmy oficjalnie parą.
- Wow - powiedział zdziwiony Hazza. Nagle poczułem wibracje w mojej kieszeni. Spojrzałem na ekran telefonu i bardzo się zdziwiłem.
- Przepraszam was, ale muszę to odebrać - rzuciłem i udałem się do kuchni, gdzie było dość cicho.

*rozmowa*

- Hej Niall!
- Hej Viky, dawno nie dzwoniłaś. Co u ciebie?
- Właśnie przyjechałam do Londynu na studia plastyczne. Wiesz, zawsze kochałam malować i coś tam rysować - zaśmiałem się na te słowa.
- O proszę, czyli jednak te twoje bazgroły się na coś dały - teraz ja usłyszałem jej śmiech.
- Ej ! Bo się obrażę - fuknęła i wybuchnęła śmiechem. Tak jak to ona.
- No, dobra. To może skoro jesteś już w Londynie, to może byś tak odwiedziła starego kuzyna ?
- Hmm? Muszę się zastanowić.
- No proszę. Zgódź się. Pooglądamy filmy, powygłupiamy się jak za starych, dawnych czasów. Będziesz miała też zaszczyt poznać moich kumpli z zespołu i... - urwałem.
- I? 
- Nie ważne, przyjdziesz, to się przekonasz. To co?
- Ok. To podaj mi adres i będę tak za godzinkę.
- Ok. Wyślę ci SMS-em.
- To do zobaczyska.
- Na razie.


*koniec rozmowy*


         Po skończonym połączeniu od razu wystukałem na klawiaturze nas adres, po czym wysłałem go do Viky. Potem udałem się z powrotem do salonu. Siadając koło Veronicy oznajmiłem wszystkim, że odwiedzi nas moja kuzynka. Bardzo się ucieszyli z tego powodu, bo kto by nie chciał poznać Horan'ów? Tak, to było pytanie retoryczne.

Godzinę później

       Usłyszałem dzwonek do drzwi, więc postanowiłem otworzyć. Niestety wyprzedził mnie Lou, biegnący w stronę drzwi. Oby Viky nie dała mu popalić na samym wstępie. Wszyscy wstaliśmy z miejsc i także ruszyliśmy do przedpokoju. Usłyszeliśmy otwierające się drzwi, a później głos Lou:
- Cześć jestem Louis, ten najprzystojniejszy, najmądrzejszy, najzabawniejszy, najsłodszy i najinteligentniejszy z całego zespołu. 
- Ta i pewnie najskromniejszy - odpowiedziała, zapewne przewracając przy tym oczami. - Tak a propo to ja jestem Viky i może mógłbyś mnie już wpuścić do domu?
- Jasne - rzucił i już po chwili przed moimi oczami ukazała się moja najcudowniejsza kuzynka. 
- Niall - powiedziała, przytulając mnie.
- Viky, nic się nie zmieniłaś - zaśmiałem się. - No może oprócz nowego stylu.
- Tak, w końcu kiedyś trzeba wprowadzić jakieś małe zmiany - powiedziała, pokazując przy tym rękoma całą siebie od góry do dołu. Przyznam, że te ciuchy pasują do niej.
- Może przedstawisz mnie swoim kolegom ? - zapytała po chwili.
- No tak - zaśmiałem się i zacząłem po kolei wszystkich przestawiać - To jest Zayn, Liam, Harry, Susanne...
- Cześć - powiedzieli chórkiem.
- Hej - odpowiedziała.
- ...i Louis, którego miałaś już zaszczyt poznać.
- Ta - rzuciła i przewróciła oczami.
- A to moja dziewczyna Veronica - odparłem, przytulając do siebie blondynkę.
- Miło mi - powiedziała Veru, wyciągając rękę w stronę mojej kuzynki. Ta uścisnęła ją i szeroko się uśmiechnęła. Potem wszyscy udaliśmy się do salonu, gdzie rozsiedliśmy się na kanapie i fotelach.
- To co robimy? - spytał Zayn.
- Może mały wieczór horrorów? - zaproponował Louis.
- Jasne - wszyscy się zgodziliśmy.
- To ja może pójdę zrobić popcorn i przyniosę coś do picia - odparła moja dziewczyna.
- Pomogę ci - rzuciła Viky.
- Ja też mogę - odparła Sus.
- Jasne. Chodźmy.
       W tym czasie Harry, Zayn oraz Liam dorwali się już do pudełka z filmami i zaczęli szukać czegoś odpowiedniego. Chwilę później do pokoju wróciły dziewczyny z jedzeniem i piciem.
- To co oglądamy - zapytała się Susanne.
- Paranormal Activity - krzyknął uradowany Zayn. Po czym odpalił telewizor i włączył płytę. Film nie był zbyt straszny, ale mimo to trochę budził we mnie niepokój. Poczułem wtulające się we mnie ręce zielonookiej, więc odwzajemniłem ten gest. Nagle usłyszeliśmy krzyk mojej kuzynki:
- Oddawaj! To moje żelki !
Momentalnie wybuchłem śmiechem. Współczuję temu kto śmiał zabrać jej te żelki. To była dla niej świętość.
- Ała, to boli ! - tym razem krzyknął Tommo. - Niall zabierz ode mnie tą dzikuskę.
- Przykro mi. Żelki są święte, a ty naruszyłeś tą świętość, więc sorry stary, ale ci nie pomogę - powiedziałem i wzruszyłem ramionami. Ten spojrzał się na mnie wystraszony, a później przeniósł wzrok na Viky i zaczął uciekać. Ta zaś goniła go po całym domu. Po paru minutach zmęczeni opadli na podłodze.
- Tym razem ci się upiekło - rzuciła złośliwie moja kuzynka i spojrzała się na Lou zabijającym wzrokiem. Po chwili wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Nawet nie wiem kiedy film się skończył.
- To co teraz robimy?
- Może...
- Obejrzyjmy kolejną część ! - krzyknął już szczęśliwy Tommo.
- Ok - powiedzieliśmy chórem i kilka minut później byliśmy wciągnięci w akcję horroru.
___________________________

Mamy kolejny rozdział :) Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierają i czytają moje opowiadanie :)

POJAWILI SIĘ NOWI BOHATEROWIE :) SĄ OPISANI W ZAKŁADCE " POSTACIE" :)


piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 20

Wow ! To już 20 rozdział. Dziękuję wszystkim, którzy czytają mojego bloga i wspierają mnie przy jego tworzeniu. Ten rozdział dedykuję właśnie tym wszystkim osobą ;* Życzę miłego czytania ;)
_________________________________

Kilka miesięcy później

Veronica

        Od momentu naszej wizyty w Polsce minęło już kilka miesięcy. Razem z Liam'em postanowiliśmy ograniczyć się do przyjaźni. Z tego co wiem to z jego związek z Lily za bardzo nie wypalił. Za to ja ostatnio coraz bardziej dogaduję się z Niall'em. Bardzo dużo spędzamy ze sobą czasu, wychodzimy na różne spacery itp.
        Dzisiaj mamy pierwszy dzień kalendarzowej wiosny. Obudziłam się o dziwo bardzo wyspana. Wstałam z mojego łóżka i podeszłam do okna. Uśmiechnęłam się na widok bezchmurnego nieba i słońca. Taka pogoda w tym okresie zdarza się bardzo rzadko, więc od razu podbiegłam do szafy w celu dobrania odpowiednich ubrań. Po czym udałam się do łazienki, aby wykonać codzienne czynności. Kilkanaście minut później byłam już gotowa. Wyszłam ze swojego pokoju i zeszłam na dół do kuchni. Czy wspomniałam już, że od miesiąca mieszkamy razem z Sus z chłopakami? Chyba nie, więc teraz już wiecie. Siedział tam już Niall, oczywiście coś jadł.
- Hej - odparłam z uśmiechem na twarzy, wchodząc do pomieszczenia.
- O cześć ! - odpowiedział mi z pełną buzią. - Może chcesz jedną kanapkę?
- Dzielisz się jedzeniem? - zaśmiałam się i dodałam już całkiem poważnie. - Kim jesteś i co zrobiłeś z Niall'em ?
Ten tylko wybuchł nie pohamowanym śmiechem i powiedział:
- No co? Już nie mogę być miły? Ale skoro nie chcesz, to nie.
- Ty mój głuptasie. No pewnie, że chcę - odpowiedziałam, czochrając jego włosy i sięgnęłam ręką po jedną z kolorowych kanapek, które leżały na talerzu chłopaka. Usiadłam na krześle obok niego i zaczęłam konsumować jedzenie. Po chwili do kuchni wparowali pozostali. Blondyn widząc zmierzających ku niemu chłopaków, zabrał swój talerz i pędem pobiegł do salonu.
- Ej - powiedzieli z niezadowolenia, a ja się tylko zaśmiałam, kończąc swoją kanapkę. 
- Bozia rączki dała? To zróbcie sobie sami - rzuciłam jeszcze na wychodne i udałam się do mojego pokoju.
           Mamy jeszcze dzisiejszy i jutrzejszy dzień wolny, więc postanowiłam jakoś to wykorzystać, a nie siedzieć w domu przed telewizorem. Wzięłam swoją torebkę i wpakowałam do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Po czym zeszłam na dół. Gdy ubierałam już kurtkę w przedpokoju pojawił się nagle Niall.
- Gdzie się wybierasz? - zapytał.
- Tam gdzie mnie nogi poniosą - odpowiedziałam, śmiejąc się. - Jeśli chcesz, możesz iść ze mną.
- Ok - odpowiedział z uśmiechem i zaczął się ubierać. Kiedy byliśmy gotowi krzyknęliśmy tylko krótkie "Wychodzimy" i wyszliśmy z domu. Udając się w jakimś nieznanym nam kierunku.
         Razem z Niall'em bawiliśmy się świetnie. Cały czas rozmawialiśmy, śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Doszliśmy nawet do jakiegoś nieznanego nam jak dotąd parku. Kiedy mijaliśmy już kolejne alejki zauważyłam pana, który sprzedawał watę cukrową.
- WATA CUKROWA ! - krzyknęłam i rzuciłam się jak jakaś chora psychicznie w stronę budki.
- Dzień dobry, co podać ?  - zapytał się mnie sprzedawca.
- Poproszę jedną, dużą watę cukrową - odpowiedział za mnie blondyn, który najwidoczniej mnie już dogonił.
- Proszę - odparł sprzedawca, podając mi watę. Ja oczywiście od razu zaczęłam ją jeść, a Nialler wybuchł śmiechem.
- No co? To już nie można jeść spokojnie - zapytałam, a ten wybuchł jeszcze większym śmiechem. - Chcesz trochę ?
- No jasne, że tak - odpowiedział. Po chwili z różowego puchu nie pozostało już nic. Popatrzyłam się na blondyn, który był cały różowy i zaczęłam się śmiać jak opętana.
- A tobie co? - zapytał, nie patrząc na mnie, lecz kiedy spojrzał, to od razu dołączył się do mnie.
- Jestem różowa prawda?
- Tak, ja pewnie też ? 
- Tak - i znów ten nie kontrolowany śmiech. Kiedy w końcu się ogarnęliśmy, znalazłam w swojej torebce nawilżane chusteczki, którymi się wytarliśmy. Potem znów ruszyliśmy kolejnymi alejkami. Nagle niebo zaczęło pokrywać się ciemnymi chmurami. Czyli zaraz zacznie padać - pomyślałam, ale nic sobie z tego nie zrobiłam, tak samo jak Niall. 
                   Po chwili z nieba zaczęły spadać pierwsze krople. Wpadłam na pewien pomysł.
- Berek - rzuciłam szybko, dotykając ręką Niall'a, a potem zaczęłam uciekać. 
- Będziesz jeszcze tego żałowała - odparł i zaczął mnie gonić. Biegaliśmy po całym parku w deszczu. Cały czas się przy tym śmialiśmy. Kiedy byłam już zmęczona postanowiłam na chwilę zwolnić tępo. Mogłam sobie na to pozwolić, gdyż nie widziałam nigdzie w pobliżu blondyna. Teraz lało jak z cebra i nic nie było za bardzo widać. Niespodziewanie poczułam, że ktoś łapie mnie w talii i wywraca. Tym kimś okazał się nie kto inny jak Niall.
- Mam cię - powiedział uradowany. 
- Ta i w dodatku leżysz na mnie - zaśmiałam się. Nasze twarze były niebezpiecznie blisko siebie. Kiedy dzieliły nas już dosłownie milimetry trzasnął piorun. Wybuchłam nie pohamowanym śmiechem. Tak samo blondyn. Jednak po chwili wróciliśmy do poprzedniej minuty. Między naszymi twarzami praktycznie nie było już przestrzeni, aż w końcu nasze usta złączyły się w długim pocałunku. Był on taki ... czuły ? Magiczny ? Pełen miłości ? Tak, na pewno. Niestety usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Momentalnie blondyn odsunął się ode mnie i postawił się do pionu, zrobiłam tak samo. Niall odchrząknął, a ja zaczęłam szukać mojego iPhon'a w torebce. W końcu udało mi się i odebrałam połączenie. To co usłyszałam zwaliło mnie z nóg. 
- Sus miała wypadek i jest w stanie ciężkim w szpitalu - oznajmiłam szybko przez łzy, a Nialler przytulił mnie do siebie.
- Nie płacz. Wszystko będzie dobrze. Chodź pójdziemy do niej - powiedział, ja pokiwałam twierdząco głową. Byliśmy cali mokrzy, więc postanowiliśmy jeszcze pojechać przebrać się do domu.
- Niall, możemy na razie nie mówić nic nikomu o tym co się zdarzyło dzisiaj w parku ? - poprosiłam chłopaka, kiedy wchodziliśmy do szpitala. Pokiwał twierdząco głową. 
              Gdy dowiedzieliśmy się już od recepcjonistki, gdzie znajduje się nasza przyjaciółka od razu ruszyliśmy ( czyt. pobiegliśmy ) pod wskazaną przez nią salę. Siedzieli już tam jak na szpilkach Harry, Zayn, Louis i Liam.
- Co z nią ? - zapytał się chłopaków blondyn.
- Na razie nic jeszcze nie wiadomo - odpowiedział z bólem w oczach Hazza.
- Cały czas jest u niej masa lekarzy, co chwilę ktoś tam wchodzi i wychodzi - dopowiedział Zayn. Usiadłam na jednym z krzeseł, które tam były, a obok mnie usiadł Niall. Loczek siedział cały czas z głową w rękach. Był załamany. Tak samo jak ja. Susanne jest mi jedyną tak bliską osobą, która mi została. Oczywiście są jeszcze chłopacy, ale ona jest przy mnie dłużej. 
- Nie chcę jej stracić - powiedziałam cicho do siebie. Przytuliłam się do Harrego, który płakał.
- Boję się - powiedział przez łzy.
- Ja też się boję, ale musimy być cierpliwi i silni. Dla niej - odparłam. Ten lekko się uśmiechnął i znów wrócił do poprzedniej pozycji. Reszta zachowywała się podobnie. Lou stukał niecierpliwie palcami o metalowe nogi od krzesła, Zayn patrzył się nieobecnie w ścianę, tak samo jak Liam. 
              Kiedy lekarze wychodzili z sali Sus nic nie chcieli nam powiedzieć. Ciągle używali tej samej wymówki, że się śpieszą albo nie mogą teraz rozmawiać. Dopiero po około dwóch godzinach podszedł do nas jeden z lekarzy.
- Co z Susanne ? - zapytał się go zmartwiony Louis.
- Jej stan był ciężki i mieliśmy lekkie komplikacje, ale wszystko jest już stabilne. Teraz czekamy tylko aż pacjentka się wybudzi ze śpiączki farmakologicznej - oznajmił z uśmiechem lekarz. Trochę nam ulżyło, bo w końcu wszystko będzie dobrze. Miejmy taką nadzieję.
- Możemy do niej wejść ? - zapytałam się.
- Jasne, tylko nie na długo - odpowiedział i gdzieś poszedł, a my weszliśmy do sali, w której leżała Susanne. Stanęliśmy w okół jej łóżka. Za to Hazza usiadł na jego rogu i złapał brązowooką za rękę, lekko ją głaszcząc. 
- H-Ha-Harr-Harr-Harry - usłyszeliśmy cichy głos naszej przyjaciółki.
- Jestem tutaj przy tobie - odpowiedział Hazza, na co ona zaczęła pomału otwierać oczy.
- Budzi się - odparli szczęśliwi Louis i Niall jednocześnie, kiedy nasza przyjaciółka w końcu otworzyła oczy zaczęła krzyczeć :
- Nic nie widzę ! Dlaczego ja nic nie widzę ?!  






poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rozdział 19

Rozdział dedykuję muffinprincess :) Mam nadzieję, że ci się spodoba :) 
__________________________________

Veronica

(...) Cały czas obwiniam siebie za to co się wydarzyło, bo w końcu to ja się z nimi wtedy pokłóciłam i to przeze mnie wyjechali wtedy zdenerwowani samochodem - głos mi się załamywał z każdym kolejnym słowem, a gdy wypowiedziałam ostatnie słowo rozpłakałam się. Tak. Wiem. Jestem wielką beksą, która ryczy bez przerwy, gdy o tym mówi.
- To nie twoja wina - próbował pocieszyć mnie Zayn.
- Oni na pewno nie chcą, abyś się za to co się stało cały czas obwiniała - dopowiedział Niall i mocno mnie przytulił.
- Dziękuję - szepnęłam mu na ucho.
- A teraz wszyscy chcemy zobaczyć twój piękny uśmiech - powiedział Harry, ukazując rząd białych zębów i te jego dołeczki. Zrobiłam to, o co mnie poprosił.
- I tak o wiele lepiej - odparł Louis, na co lekko się zaśmiałam. Dopiero teraz zorientowałam się, że nie ma z nami Liama.
- A gdzie Liam? Przecież jeszcze przed chwilę tu był - zapytałam się ich, a oni popatrzyli tylko po sobie i nic nie powiedzieli.
- Czemu mi nie odpowiadacie? - zapytałam znów, a oni dalej nic.
- Czy ktoś mi w końcu powie gdzie on jest i o co tu chodzi? 
- Wy jej powiecie, czy ja to mam zrobić ? - zapytała się chłopaków Sus.
- Ja jej powiem - powiedział blondyn i podszedł do mnie. - Zadzwonił do niego telefon, no a ja tak niechcący spojrzałem na wyświetlacz. On to zauważył i się troszeczkę wściekł. Po czym poszedł sobie, mówiąc, że idzie odebrać telefon i żeby nikt mu nie przeszkadzał i to tyle.
- Nadal nie rozumiem, po co to ukrywaliście i nie chcieliście mi tego powiedzieć. Przecież to tylko zwykły telefon.
- No właśnie tak jakby nie zwykły - powiedział Harry.
- Do czego zmierzasz? - zapytałam.
- No, bo to dzwoniła Lily - oznajmił Lou.
- Co?! - krzyknęłam i momentalnie z moich oczu zaczęły lecieć nowe łzy, które szybko starłam prawą ręką. Czyli jednak moje podejrzenia się sprawdzają - pomyślałam.
- Idę się położyć spać - rzuciłam i czym prędzej wbiegłam do domu.          Kiedy byłam już na piętrze zauważyłam go. Stał tyłem w swoim tymczasowym pokoju i rozmawiał z nią. Cały czas się śmiał. Nagle usłyszałam słowa, które mocno mnie zabolały, a mianowicie " Kocham cię...Też tęsknię". Po tym zerwałam się z miejsca, w którym stałam i wbiegłam do pokoju Susanne. Gdy zamknęłam drzwi, oparłam się o ścianę, zsunęłam się po niej, schowałam głowę w kolanach i rozpłakałam się. Wszystko mi się wali... Dlaczego to zawsze mi przytrafiają mi się takie rzeczy? Dlaczego nie mogę być szczęśliwa? Dlaczego nie mogę mieć kochających mnie rodziców, którzy są zawsze przy mnie i wspierają mnie? Dlaczego nie mogę mieć kochającego chłopaka? Dlaczego? Co jeszcze się stanie zanim znów stanę się szczęśliwa? Te i inne pytania krążyły teraz po mojej głowie. Oczywiście na żadne nie znam odpowiedzi, ale wiem jedno - jestem bezsilna. 
          Po chwili usłyszałam jak drzwi otwierają się, ale przez moje zapłakane oczy nie mogłam zobaczyć kto wszedł. Poczułam tylko, że ktoś bierze mnie na swoje silne ręce i kładzie na łóżku, więc musi to był jakiś chłopak. Ta osoba szeptała mi także różne pocieszające słówka do ucha. Nie mogłam rozpoznać tego głosu, ale można było wyczuć w nim dużo troski i miłości. Szepnęłam ciche "Dziękuję" i momentalnie odpłynęłam do krainy Morfeusza.

Następnego dnia

      Rano obudził mnie dźwięk kropli deszczu uderzających w parapet. Pogoda wręcz idealna do mojego humoru i samopoczucia. Otworzyłam oczy i przekręcając się na bok zobaczyłam śpiącego obok mnie na łóżku blondyna. Wyglądał tak słodko jak spał. Czy my ? Nie. Momentalnie do mojej głowy wdarły się wspomnienia z wczorajszej nocy. Muszę porozmawiać o tym z Liam'em.
- Nie śpisz już? - usłyszałam głos Niall'a. Najwidoczniej się już obudził.
- Nie. Jak widzę ty też nie. Przepraszam jeśli cię obudziłam.
- Nic się nie stało. Jak się czujesz? - zapytał z troską. No właśnie jak ja się czuję?
- Nijak - odpowiedziałam, a on tylko pokiwał głową, że rozumie i mocno mnie przytulił. Poczułam jego boskie perfumy i zaciągnęłam się nimi. Po chwili odsunął się ode mnie, wstał i ruszył w kierunku drzwi. Jednak zatrzymał się przed nimi i zapytał:
- Idziesz ze mną na śniadanie? 
- Muszę? 
- Tak, przecież nie możesz się zagłodzić na śmierć - powiedział poważnie, a ja zaczęłam się śmiać. Ten tylko o jedzeniu. 
- Widzisz uśmiechnęłaś się. Horan działa cuda - odparł i wypiął dumnie pierś. - A teraz chodź - dodał, podszedł do mnie i pociągnął w stronę kuchni. Nie miałam siły na opieranie się, więc nie protestowałam tylko szłam za nim. W pomieszczeniu byli wszyscy oprócz Liam'a i Zayn'a.
- Cześć - przywitaliśmy się z nimi.
- Hej - odpowiedzieli chórem.
- Siadajcie moja mama zrobiła nam naleśniki zanim wyszła do pracy - powiedziała z uśmiechem Susanne. Oczywiście blondyn od razu usiadł jak torpeda na krześle i zajadał się nimi. Usiadłam między nim a Louisem.
- A ty nie jesz ? - zapytał się mnie loczek.
- Nie jestem głodna - odpowiedziałam, ten tylko pokręcił na to głową.
- Masz to zjeść, bo się obrażę - powiedział Niall, podając mi talerz z naleśnikiem.
- No ok - rzuciłam i zaczęłam niechętnie gryźć moją porcję. Nagle do kuchni wkroczyli chłopacy. Wstałam i podeszłam do bruneta.
- Liam musimy pogadać - powiedziałam, a on kiwnął twierdząco głową. Pewnie wiedział o co mi chodzi. Po czym ruszył w stronę ogrodu, a ja za nim. Bałam się tej rozmowy, bo po niej nie będzie tak jak dawniej. No, ale cóż lepiej teraz, niż później. Kiedy byliśmy już na zewnątrz usiedliśmy na hamaku. Zapadła cisza.
- Jak długo to trwa ? - zapytałam w końcu.
- Ale...
- Odpowiedź na moje pytanie. Jak długo to trwa?
- Od czasu koncertu w Warszawie - odpowiedział i znów nastała cisza.
- Wiesz co to oznacza ? - zapytałam znów po chwili, ten znowu pokiwał głową.
- Byłeś świetnym chłopakiem i mam nadzieję, że ci się z nią ułoży - rzuciłam i przytuliłam go. Potem wstałam i weszłam do domu. Gdy przekroczyłam próg pobiegłam do swojego tymczasowego pokoju i rzuciłam się na łóżko. 
Koniec rozdziału pt. "Liam"  
Czy czuję się z tym dobrze? - Tego nie wiem.

________________________________________

Hej ! 
Mamy nowy rozdzialik :) 
Pisałam go tak trochę na szybko, gdyż w weekend nie miałam za bardzo czasu i weny, więc moim zdaniem wyszedł taki nijaki :(
Mam nadzieję, że chociaż wam się spodobał :)
Chciałabym abyście zostawili mi swoją opinię w komentarzu :)
To tyle. Buziaczki ;*