niedziela, 16 marca 2014

Epilog


Są wzloty i upadki...
Powitania i pożegnania...
Ból i cierpienie...
Radość i szczęście...
Chwile, te złe i te dobre...
Przyjaźń, która trwa wiecznie...
Marzenia, które zawsze się spełniają...
Miłość, łącząca dwie bliskie sobie dusze...
Momenty, o które warto walczyć do samego końca...


W życiu nadchodzi taki czas, kiedy wydaje nam się, że mamy już wszystko...

Patrząc z perspektywy Veronicy i Susanne  - dwóch przyjaciółek - rzeczywiście tak było. Obydwie założyły własne, kochające się rodziny. 

Zielonooka wyszła za mąż za Niall'a Horan'a, Irlandczyka z Mullinger, piosenkarza zespołu One Direction. Urodziła też dziewczynkę - Anastazję.

Brązowooka urodziła zdrową kruszynkę - Darcy. Po czym wzięła ślub z przystojnym Brytyjczykiem, członkiem zespołu - Harry'm Styles'em.


Co z pozostałymi członkami One Direction?


Zayn Malik po niecałym roku oświadczył się Dianie Brown, tancerce o piwnych oczach. Kupili oni wspólny dom w centrum Londynu i spodziewają się synka.

Liam Payne poznał na ślubie Styles'ów piękną tancerkę Danielle Peazer, która po miesiącu znajomości została jego dziewczyną. Oboje kupili mieszkanie na obrzeżach miasta. 

Louis Tomlinson po długim czekaniu na tą właściwą osobę, zrozumiał w końcu, że jest zakochany w Viky Horan - kuzynce Niall'a. Jak się okazało z wzajemnością. Oboje mieszkają razem w apartamencie w centrum Londynu. 

Czy to koniec?
Nie...
To dopiero początek...

_____________________________________

Jejku, to już koniec.

Chciałabym podziękować wielu osobą i pewnie gdybym miała wypisywać każdego osobno zajęło by to dużo czasu. Dlatego podziękuję tak grupowo :)
A więc dziękuję wszystkim, którzy byli ze mną od początku i wspierali mnie każdego dnia. 
Dziękuję również tym, którzy dołączyli do tego grona nieco później.
Dziękuję wam kochani, bez was nie byłoby tego opowiadania.

Chcę was poinformować, że niedługo założę nowego bloga z nową historią. A więc nie martwcie się, nie kończę z pisaniem :D
Link do tego bloga pojawi się za jakiś czas na tej stronie :)

To chyba na tyle.
Jeszcze raz wszystkim bardzo DZIĘKUJĘ ;**
Do zobaczenia niebawem :)

środa, 12 marca 2014

Rozdział 26

Pół roku później

Veronica

         Stoję teraz, ubrana w białą suknię, przed drzwiami, prowadzącymi do kościoła. Tak. Za chwilę biorę ślub z Niall'em. Od dzisiaj będę już panią Horan, a niedługo pojawi się mały Horanek. Tak. Jestem w ciąży. Dowiedzieliśmy się o tym całkiem przez przypadek, gdyż byłam na badaniach kontrolnych w szpitalu ( Nic mi nie było. Po prostu taka co roczna rutyna. ) i tak wyszło. Oboje bardzo się ucieszyliśmy na tą wieść.
         Słyszę marsz weselny. To już czas. Momentalnie wrota otworzyły się, a głowy wszystkich skierowały się w moją stronę. Ogarnął mnie strach. Odważyłam się i zerknęłam w stronę ołtarza. Stał tam. Ubrany w garnitur. Nasze spojrzenia spotkały się. Uśmiechnął się szeroko, dodając mi otuchy. Wzięłam głęboki wdech i wydech, po czym ruszyłam do przodu.

4 godziny wcześniej

- Pobudka - krzyknęła Viky na cały głos, gdy weszła do mojej sypialni.
- Ale tu jest tak wygodnie... - jęknęłam i schowałam głowę pod poduszkę.
- Chcesz przespać swój ślub ? - tym razem spytała Sus, siadając ostrożnie na krześle. 
- No dalej wstawaj - krzyknęła Diana. Tak, zaprzyjaźniłyśmy się z nią. Odkąd jest z Zayn'em praktycznie cały czas ze sobą rozmawiamy i wszędzie chodzimy.
- Mamy tyle rzeczy do zrobienia, a tak mało czasu - westchnęły równocześnie.
- No dobra... Już wstaję...
- No to tak: ja zajmę się makijażem, Viky fryzurą, a Sus dobierze ci dodatki - powiedziała Diana, wymieniając wszystko po kolei.
- Idę wziąć prysznic - rzuciłam i ruszyłam w stronę łazienki.
- Łap to - odparła Susanne, rzucając w moją stronę białą, koronkową bieliznę. Była bardzo wyzywająca. Zrobiłam wielkie oczy.
- No co? Przyda się. Uwierz mi - zaśmiała się. Pokręciłam głową i wchodząc do pomieszczenia, zamknęłam za sobą drzwi. Zdjąwszy piżamę, weszłam do kabiny i zasunęłam jej drzwi. Chwilę potem poczułam na sobie orzeźwiające krople wody. 
           Kilkanaście minut później siedziałam na krześle, otoczona z każdej strony dziewczynami. Jedna zajmowała się make-up'em, druga robiła coś innego.
- Skończone - odparła Diana po godzinie pracy.
- Wyglądasz cudownie - powiedziała Sus, wycierając pojedynczą łzę, która zakręciła się w jej oku.
- Mogę już się zobaczyć ? - zapytałam z nadzieją w głosie.
- Nie... - rzekła stanowczo Viky i dodała, wymachując wieszakiem - Najpierw założysz sukienkę.
Na te słowa wszystkie pisnęły z zachwytu. Zaśmiałam się i pokręciłam głową z politowaniem. One to bardziej przeżywają ode mnie.
- To co gotowa? - spytała się niebieskooka.
- Jasne - uśmiechnęłam się i udałam się razem z nią do łazienki, aby ubrać strój. 
           Chwilę później stałam przed lustrem i gładziłam dłońmi materiał. Dziewczyny bardzo się postarały. Wyglądałam cudownie. Nawet nie zauważyłam, kiedy one się przebrały. Diana założyła beżową sukienkę z kołnierzykiem wyszytym koralikami i diamencikami oraz szpilki. Susanne postawiła na wygodę, bo przecież jest w 9 miesiącu ciąży. Założyła turkusową kreację i balerinki. Za to Viky ubrała beżową suknię z czarnymi elementami. Wszystkie wyglądały prześlicznie.
- Wyglądacie ślicznie - usłyszałam czyjś męski głos. Zaskoczone odwróciłyśmy na raz głowy w stronę źródła dźwięku.
- Boże... Nie strasz nas tak - powiedziała Diana, wtulając się w Zayn'a.
- Przepraszam, nie chciałem - zaśmiał się i pocałował ją w czoło. Tak słodko wyglądają razem.
- A teraz już idź - odparła dziewczyna.
- Czemu ?
- Bo tak - odpowiedziała i wytknęła język. - No już.
- No dobra... - rzekł i poszedł.
- To co, chyba wszystko gotowe - stwierdziła Viky.
- No chyba...
- A coś starego i niebieskiego ? - zapytała brunetka, wyciągając kolczyki ze swojej torebki. 
- Mojej babci - dodała i podała mi je.
- Dziękuję - powiedziałam i założyłam biżuterię.
- O kurde... To już 11:31 ?! - krzyknęła niebieskooka.
- Musimy jechać - powiedziałam. Szybko zabrałyśmy najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłyśmy z domu. Na podjeździe czekała na nas już limuzyna z ochroniarzami. Kiedy znalazłyśmy się na zewnątrz ogłuszył mnie pisk fanek. 
- Kurde... - powiedziałam pod nosem. Całe szczęście ochrona pomogła nam bezproblemowo wsiąść do auta.

Teraźniejszość 

- Powtarzajcie za mną - nakazał ksiądz. - Ja Niall Horan biorę ciebie Veronicę Johnson za żonę i ślubuję ci miłość oraz uczciwość małżeńską i że cię nie opuszczę aż do śmierci...
- Ja Niall Horan biorę ciebie Veronicę Johnson za żonę i ślubuję ci miłość oraz uczciwość małżeńską i że cię nie opuszczę aż do śmierci - odparł i założył mi na palec złotą obrączkę. 
- Teraz ty. Ja Veronica Johnson biorę ciebie Niall'a Horan'a za męża i ślubuję ci miłość oraz uczciwość małżeńską i że cię nie opuszczę aż do śmierci...
- Ja Veronica Johnson biorę ciebie Niall'a Horan'a za męża i ślubuję ci miłość oraz uczciwość małżeńską i że cię nie opuszczę aż do śmierci - powtórzyłam i uczyniłam to samo co blondyn.
- Ogłaszam was mężem i żoną. Możecie się pocałować - powiedział uśmiechnięty ksiądz. Szczęśliwi złączyliśmy nasze wargi w czułym pocałunku. W kościele rozbrzmiały brawa. Gdy oderwaliśmy się od siebie, na naszych ustach pojawił się szeroki uśmiech.                                  Kilkanaście minut później byliśmy już pod hotelem, w którym miało odbyć się wesele. Postawiliśmy na rodzinne grono, więc nie powinno być nigdzie paparazzich. Chciałabym, aby chociaż w tym dniu był spokój. Całe szczęście fanki także nie wiedzą w jakim miejscu to wszystko się obędzie.
               Wszyscy czekali już na nas w sali. Siedzieliśmy razem w przyjaciółmi przy jednym stole, a reszta usadzona była obok nas przy innych okrągłych stołach. Wystrój utrzymany był w odcieniach zieleni i beżu. Dekoracje były prześliczne. Brakowało tylko jeszcze dwóch zaproszonych gości, ale mówili, że mogą się trochę spóźnić. Zaczęłam się denerwować. Może źle zrobiłam, nie mówiąc nic przyjaciółce?
- Czas na tort - ktoś powiedział, a na salę wjechała platforma z ciastem. Wszyscy goście zebrali się w około niej. Ja z moim mężem muszę się przyzwyczaić do tego nazewnictwa wzięliśmy do ręki nóż, zaczęliśmy kroić tort na kawałki i rozdawać gościom. Z talerzami w ręku zaczęli siadać na swoje miejsca. Zostaliśmy sami z Susanne i Harry'm. Nerwowo zaczęłam rozglądać się na wszystkie strony. Byłam coraz bardziej zdenerwowana. Nawet Niall to zauważył.
- A co się stało kotku ? - spytał.
- No bo jeszcze nie dotarli rodzice Sus - powiedziałam.
- Zaprosiłaś moich rodziców?! - krzyknęła dziewczyna. Widocznie mnie usłyszała.
- Co w tym złego?
- No, bo ja... no...
- Nie powiedziałaś im o ciąży?! - unieśliśmy się wszyscy.
- No, bo... nie miałam kiedy... - odparła i spuściła wzrok.
- Cześć córcia - usłyszeliśmy znajomy głos. Sus spiorunowała mnie wzrokiem i niespokojnie przełknęła ślinę. Rodzice dziewczyny, gdy ją zobaczyli, stanęli jak słupy soli. Ich buzie otworzyły się szeroko. Już mieli coś powiedzieć, ale nie udało im się. Po prostu ich zatkało. 
- Niespodzianka - odparła brązowooka ze strachem w oczach.
- Czemu nam nic nie powiedziałaś ? - spytała mama Sus.
- No, bo... Przepraszam... - rzuciła przez łzy i pobiegła do łazienki.
- Ja do niej pójdę - powiedziałam i ruszyłam za przyjaciółką.
- Wszystko dobrze ? - zapytałam, gdy dogoniłam ją.
- Już lepiej - powiedziała, pociągając nosem. - Dlaczego ich zaprosiłaś?
- Pomyślałam, że się ucieszysz. Tak dawno ich nie widziałaś... Przepraszam...
- Nie. To ja cię powinnam przeprosić... Psuję ci wesele...
- Przestań tak mówić... Wcale go nie psujesz. Uśmiechnij się i chodź do wszystkich. Oni zrozumieją...
- A jak nie ?
- Zrozumieją. Chodź - odparłam i wyciągnęłam do niej dłoń. Złapała ją. Po czym ruszyłyśmy z powrotem na salę. Susanne postanowiła porozmawiać z rodzicami sam na sam, więc we czwórkę - tak we czwórkę, bo poszedł z nimi jeszcze Harry - udali się na zewnątrz. Ja za to usiadłam koło Niall'a i wtuliłam się w niego mocno.
- Kocham cię - powiedziałam.
- Ja ciebie też - odpowiedział i złożył na moich ustach pocałunek. 

3 godziny później

Susanne


            Spaceruję razem z Harrym po ogrodzie w świetle księżyca. Wesele trwa w najlepsze, a my po prostu postanowiliśmy odetchnąć od tego wszystkiego. Moi rodzice ciężko znieśli informację, że jestem w ciąży i to w dodatku na ostatnich nogach, jak to mówią. W dodatku tata chyba nie lubi Hazzy.
             Nagle poczułam silny ucisk w podbrzuszu. Ugięłam się pod nogami i odruchowo złapałam mocniej rękę chłopaka.
- Co się dzieje? - zapytał zdenerwowany.
- Nic... Ałć... To chyba się zaczyna...
- O boże... Dobra zachowaj spokój... Wdech, wydech, wdech wydech...
- Kurwa, jak mam zachować spokój ?! Ałaaa... - jęknęłam.
- Chodź usiądź na ławce i oddychaj głęboko, a ja dzwonię po karetkę... I rób jak ćwiczyliśmy w szkole rodzenia, okej ?
- Tak... Huhuhu... Huhu.. Ałaaaa... Pośpiesz się...
- Już jadą, kochanie wytrzymasz... Wierzę w ciebie... Wdech, wydech, wdech, wydech...
- Ałł... Huuhuuu... Aaa... Harry...
- Już są - odparł, kiedy pojazd przyjechał. Po czym lekarze zabrali mnie do pojazdu i pojechaliśmy do szpitala. W drodze kazałam chłopakowi powiadomić moich rodziców i przyjaciół.

Kilka godzin później

- Gratuluję ! Poznajcie waszą córkę - powiedział uradowany lekarz, po porodzie i podał mi dziewczynkę. 
- Jest śliczna - odparłam, gdy wzięłam małą na ręce. Uśmiechnęłam się szeroko na jej widok.
- Po mamie - zaśmiał się loczek i dodał szczęśliwy:
- Witaj na świecie Darcy.
- Darcy ? - spytałam. Kiwnął twierdząco głową. Spodobało mi się to imię.
- Piękne imię dla pięknej osóbki - rzekł i najpierw ucałował jej czółko, a później moje.
- Kocham cię - powiedziałam do chłopaka.
- Ja was też - odpowiedział, ukazując te swoje, słodkie dołeczki, które uwielbiałam. 

________________________________

W końcu udało mi się napisać ten rozdział :) 
Mam nadzieję, że się spodoba.
Chciałabym też was bardzo przeprosić, że pojawił się tak późno, ale nie miałam czasu go napisać. Wiecie szkoła...
To tyle :) Do następnego ;*
             







wtorek, 4 marca 2014

Rozdział 25

Ten rozdział chciałabym zadedykować moim przyjaciółkom :D oraz muffinprinces i jej mamie ;* Życzę miłego czytania :)
__________________________________

Harry 

        Kiedy dziewczyny pobiegły za Sus, Niall stwierdził, że pójdzie sprawdzić co się dzieje. Zostałem sam z Lou i Li.
- Słuchaj, nie chcę ci teraz wygłaszać przemowy na temat odpowiedzialności itp., bo i tak zrobisz co uznasz za stosowne, ale masz świadomość co to oznacza, jeżeli to prawda? - powiedział Daddy. Nawet na niego nie spojrzałem, patrzyłem się cały czas w stały punkt, gdzieś tam za oknem. Brunet mówił coś jeszcze, ale go już nie słuchałem. Nadal to do mnie nie docierało. Ale przecież jest szansa, że jednak Susanne nie jest w ciąży? Może to tylko zwykły po imprezowy kac? 
        Po chwili usłyszałem inne głosy. Byli to Niall i Viky.
- Veronica kazała nam tu wrócić, a ona sama postanowiła z nią pogadać, gdyż zamknęła się w łazience i nie chce nikogo wpuścić - oznajmiła kuzynka naszego przyjaciela i usiadła na krześle, biorąc do ręki paczkę żelek.
- I czego żresz te żelki ?! - uniosłem się. Nie wytrzymałem. Zbyt wiele emocji jak na jedną godzinę.
- Nie krzycz na nią ! Co ci takiego do cholery zrobiła?! Nie musisz się na niej wyżywać, za to, że tobie życie się wali - krzyknął Louis. Rzuciliśmy się na siebie. W ostatniej chwili złapał mnie swoimi silnymi ramionami Liam. Próbowałem się wyrwać, ale to nic nie dało. Lou za to był trzymany przez blondyna. Patrzyliśmy na siebie złowieszczo. Zacisnąłem mocno szczękę i już miałem coś powiedzieć, gdy usłyszałem cichy i zapłakany głos.
- Harry...
Coś we mnie pękło. To była ONA. Spojrzałem na nią. Miała całe czerwone oczy od wylanych łez. Cały tusz rozmazał się na jej twarzy. Za dziewczyną stała Veru. Zerknąłem na nią w celu potwierdzenia naszych przypuszczeń, kiwnęła głową. Nie mogłem już dłużej wytrzymać tego wszystkiego, więc wyrwałem się Daddy'iemu i wybiegłem przed dom. Kucnąłem na chodniku i schowałem głowę między kolanami. Bujałem się w tej pozycji w przód i w tył, próbując opanować wszystkie swoje myśli. Nie zwracałem uwagi nawet na przechodniów. W końcu postanowiłem nie zachowywać się jak jakiś dupek i wrócić do niej. Wstałem i wszedłem z powrotem do domu. Zamknąłem drzwi i ruszyłem w stronę schodów. Nagle przede mną stanęła Veronica.
- Har...
- Nie teraz. Gdzie ona jest?
- U siebie - odpowiedziała. Chciała coś dopowiedzieć, ale nie zdążyła, gdyż szybko wbiegłem na górę. Nie pukając wcześniej, od razu wkroczyłem do pokoju Sus. Leżała zwinięta w kulkę na łóżku, płakała. Nawet nie zauważyła, kiedy znalazłem się w tym pomieszczeniu. Nic nie mówiąc, położyłem się obok niej i przytuliłem ją. Wzdrygnęła się na ten ruch, ale nie odrzucała moich rąk. Wtuliła się we mnie jak małe dziecko w mamę. Trwaliśmy tak w długiej ciszy, przerywanej łkaniem dziewczyny. Nie mogłem dłużej pozwolić jej na płacz.
- Nie płacz, wszystko będzie dobrze - powiedziałem i pocałowałem ją w czoło.
- Nic nie będzie dobrze... Myśl, że TO COŚ jest we mnie, jest przerażająca...
- TO COŚ to owoc naszej miłości Sus. TO COŚ to nasze dziecko, które będziemy kochać całym sercem i wychowamy je na dobrego człowieka.
- Ale...
- Żadnego ale. Wszystko się jakoś ułoży.
- A jak nie damy rady...
- Damy. Razem możemy więcej - mówiąc to złączyłem nasze ręce, po czym pocałowałem ją. 
- Kocham cię - powiedziała i uśmiechnęła się.
- I w końcu się uśmiechnęłaś - zaśmiałem się. - Ja ciebie też kocham.
Szczęśliwi zeszliśmy na dół. Nasz śmich rozchodził się po całym domu. Kiedy dotarliśmy do salonu, wszyscy siedzieli z grobowymi minami. Od razu uśmiechy zeszły nam z ust.
- Co się stało? - zapytała Susanne.
- Wyjeżdżam...
- Ale jak to wyjeżdżasz? - spytałem się Viky, nie rozumiejąc tego zbytnio.
- Właśnie dzwonili do mnie ze studiów i okazało się, że dostałam stypendium w USA. Pojutrze mam samolot do Nowego York'u  - powiedziała, uroniwszy pojedynczą łzę. Wszyscy zrobiliśmy jednego, wielkiego misia. Czemu jak coś się naprawi, to znowu coś musi się spierdolić? 

3 miesiące później

Veronica

      Od wyjazdu kuzynki Irlandczyka minęło już kilkanaście tygodni. Prawie co dziennie rozmawiamy wszyscy razem na Skype. Viky opowiada nam jak to jest w Stanach i jak bardzo za nami tęskni. Z resztą my tak samo. Wszystko wtedy działo się tak szybko. Najgorsze było pożegnanie na lotnisku. 


***

     Jesteśmy już w drodze na lotnisko. Tak. Dzisiaj Viky wylatuje do Nowego York'u. 
- A może jednak nie pojadę? - zawahała się, gdy przekroczyliśmy wejście budynku. 
- Przestań tak mówić. No już. Idziemy - powiedział Liam, mimo tego, że tak jak my nie chciał, aby dziewczyna wyjeżdżała. Oczywiście wszędzie roiło się od fanek i paparazzich. Całe szczęście pomyśleliśmy o tym wcześniej i załatwiliśmy kilku ochroniarzy. 
         Kiedy bezpiecznie dotarliśmy do środka, stanęliśmy w jakimś odrębnym miejscu, aby zachować chwilę prywatności.
- To chyba czas się pożegnać... - powiedziała smutno niebieskooka.
- Będziemy tęsknić - powiedział Zayn, przytulając ją do siebie. Kolejno żegnali się Zayn, Liam, Harry, Susanne, Louis, ja i Niall.
- Tylko uważaj mi tam na tych wszystkich facetów - zaśmiał się Niallerek, machając ostrzegawczo palcem.
- Wiesz jest taki jeden, poznałam go w necie i będzie czekał na mnie na lotnisku. Wiesz później jedziemy razem na jakąś kolację może imprezkę, a potem do hotelu i... - tutaj się zatrzymała. Mina Irlandczyka była bezcenna. Ledwo powstrzymywałam już śmiech. - i to taki mały żarcik.
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Prawie wszyscy, bo blondyn nie ogarniał o co chodzi. W końcu i on dołączył do naszego śmiechu. Nagle usłyszeliśmy komunikat :
" Pasażerowie lotu nr 243 z Londynu do Nowego Yorku proszeni są do odprawy ".
- Już czas...
Kiedy uroniła łzę, podszedł do nie Lou i przytulił mocno.
- Nie wyjeżdżaj, proszę... - powiedział cicho.
- Muszę iść Lou...
- Proszę...
Nie odpowiedziała nic. Oderwała się od chłopaka, złapała za rączkę swojej walizki. Po czym ostatni raz spojrzała na nas i ruszyła w stronę odprawy. Kiedy była już za barierkami, odwróciła się do nas ostatni raz. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i zniknęła z naszego pola widzenia.

***

        Z dziewczyną zobaczymy się dopiero za miesiąc. Musimy to jakoś wytrzymać. Osobiście nie mogę się już doczekać jej przyjazdu. Kiedy wyjechała zrobiło się tak jakoś dziwnie pusto.
         Stoję teraz przed lustrem ubrana w czarną sukienkę mini i szpilki.  Niall zaprosił mnie na kolację. 
- Jak myślisz nie wyglądam zbyt wyzywająco ? - spytałam się Susanne. Nie usłyszałam odpowiedzi. Odwróciłam się w jej stronę.
- Sus ?
- A, tak. Coś mówiłaś? - powiedziała z pełną buzią. Ostatnio je za czterech. Nawet Niallerek tyle nie zjada. No, ale w końcu ciąża ma swoje wybryki. - Przepraszam, ale to jest takie pyszne...
Zaśmiałam się tylko i znów spojrzałam w swoje odbicie. Przejechałam tuszem ostatni raz rzęsy i stwierdziłam, że jestem już gotowa. Wzięłam do ręki torebkę i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Po czym razem z przyjaciółką zeszłyśmy na dół do salonu. Nagle pojawił się Harry.
- Co ja ci mówiłem skarbie? Miałaś sama nigdzie się nie ruszać, a tym bardziej schodzić ze schodów. Jeszcze coś by ci się stało i... - zaczął swoje wywody. Jednak dalej go już nie słuchałam. Pokręciłam głową, śmiejąc się. Odkąd okazało się, że dziewczyna jest w ciąży loczek wszędzie za nią chodzi i na nic jej nie pozwala. Czasami to wkurzające, ale widać, że się stara.
       W przedpokoju czekał na mnie już Niall, ubrany w garnitur. 
- Ślicznie wyglądasz - powiedział i czule mnie pocałował.
- Ty też niczego sobie - zaśmialiśmy się.
- To co idziemy? - zapytał.
- Jasne - odparłam. Blondyn pomógł mi założyć płaszcz. Po czym wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do czarnego Range Rovera należącego do chłopaka. Całe szczęście w centrum nie było korków, więc na miejsce dotarliśmy już po jakiś 15 minutach. W restauracji zostaliśmy przyprowadzeni przez właściciela do własnego stolika, który był pięknie przystrojony. Jak na dżentelmena przystało Niall odsunął mi krzesło, abym mogła usiąść. Po czym sam zajął swoje miejsce naprzeciwko. Najpierw kelner przyniósł nam przystawki, a potem danie główne. Całą kolację rozmawialiśmy i śmialiśmy się. 
- A pamiętasz jak Louis zjadł żelki Viky i jak się potem ganiali po całym domu ? - zapytałam przez śmiech.
- Hahaha... I wtedy Lou krzyczał, żebym zabrał od niego tą dzikuskę - zaśmiał się chłopak.
- Hahaha... Już nie mogę się doczekać przyjazdu twojej kuzynki - odparłam.
- Ja też - powiedział i dodał. - Mam nadzieję, że ci smakuje.
- Tak, jest przepyszne - rzekłam i uśmiechnęłam się szeroko. Kiedy zabrali nam nasze talerze nastała cisza. Nagle Niall wstał i uklęknął przede mną. Byłam bardzo zaskoczona.
- Jesteś moim księżycem i słońcem na niebie. Najjaśniejszą gwiazdą, która błyszczy co noc. Jesteś moim tlenem, bez którego nie mogę żyć. Jesteś dla mnie wszystkim. Kochałem cię, kocham cię i kochać cię będę aż do końca moich dni. Veronico Johnson, czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie? - powiedział z błyskiem w oku. Nie mogłam w to uwierzyć. Czy to się dzieje na prawdę? 
- Oczywiście, że tak - odpowiedziałam i rzuciłam się w jego ramiona. Pocałowaliśmy się czule. Gdy oderwaliśmy się od siebie, chłopak włożył mi na palec pierścionek. Po czym przytuliliśmy się i znów złączyliśmy wargi.
- Kocham cię - powiedziałam.
- Ja ciebie bardziej - odparł niebieskooki i ponownie wpił się w moje usta. Byłam teraz chyba najszczęśliwszą kobietą na świecie. 
          Godzinę później byliśmy już pod naszym domem. Trzymając się za ręce weszliśmy do środka. Wszyscy, no prawie wszyscy siedzieli w salonie i oglądali jakieś filmy. Postanowiliśmy im nie przeszkadzać. Weszliśmy schodami na górę. Nagle Niall zaczął składać mokre pocałunki na moim karku oraz szyi. Obróciłam się przodem do niego i złączyłam nasze wargi. Szliśmy tak korytarzem, nie odrywając się od siebie. W końcu doszliśmy do odpowiedniego pokoju. Przy najmniej tak mi się wydawało. Nacisnęłam klamkę. Po czym popchnęłam nogą drzwi. Usłyszałam dziwne odgłosy oraz trzeszczące łóżko, więc oderwałam się od chłopaka w celu sprawdzenia co się dzieje. Jak się okazało wtargnęliśmy nie dość, że nie do swojego pokoju, to jeszcze w nieodpowiedniej sytuacji.
- Yyy... Przepraszamy - powiedział speszony Nialler do Zayn'a i Diany, którzy najwyraźniej zorientowali się, że nie są sami. Dziewczyna zrobiła się cała czerwona i schowała się szczelnie pod kołdrą. Stałam tam zdezorientowana jak słup soli. Momentalnie poczułam czyjąś rękę na moim nadgarstku, a później pociągnięcie. Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się w sypialni chłopaka. 
- Wszystko w porządku ? - zapytał z troskę w głosie.
- Tak - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko. 
- Pójdę pod prysznic - odparłam po chwili. Pocałowałam blondyna i udałam się do łazienki. 
        Odświeżona wróciłam do pokoju. Mój narzeczony Dziwnie brzmi c'nie? leżał w samych bokserkach na łóżku. Położyłam się obok niego, naciągnęłam na siebie kołdrę i wtuliłam się w nagi tors Niall'a. 
- O czym myślisz misiu ? - zapytał.
- O nas i o naszych przyszłych dzieciach, wnukach...
- Nie rozpędzaj się tak - zaśmiał się. - Żyjmy chwilą...
- Wiesz, że cię kocham ? - spytał, po krótkiej ciszy.
- Powtarzałeś już to wiele razy - uśmiechnęłam się szeroko i odparłam. - Ja ciebie także.
Po czym pocałowałam go, odwzajemnił pocałunek.
- Śpij dobrze - powiedział, całując mnie delikatnie w czoło. Lubiłam jak tak robił. Czułam się wtedy taka bezpieczna. 
- Ty też - odpowiedziałam i już po chwili odpłynęłam do odległej krainy Morfeusza.

sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 24

Zayn

       Diana jest naprawdę świetną dziewczyną. Nie dość, że inteligentna, to jeszcze śliczna. Ma słodki amerykański akcent, gdyż od urodzenia mieszkała w USA. Dopiero dwa lata temu postanowiła spełnić swoje marzenia i wyprowadziła się do Anglii. Z rodzicami nadal utrzymuje dobry kontakt. 
       Odwozimy teraz Dianę do jej domu, gdyż mieszka niedaleko nas. Kilka minut później byliśmy już na miejscu. Wysiadłem razem z nią, a reszcie kazałem już jechać. Chwilę upierali się, że zaczekają na mnie, ale w końcu udało mi się ich przekonać. Powiedziałem im, że jak się przejdę to trochę wytrzeźwieję. Chociaż nie byłem bardzo pijany, tak jak na przykład Hazza. Krótko mówiąc chłopak zalał się w trzy dupy. Ja za to wypiłem może 2-3 drinki.
       Odprowadziłem dziewczynę Dianę do drzwi, które chwilę później otworzyła kluczami, znalezionymi w torebce.
- To... - powiedzieliśmy równocześnie. 
- To może ja już pójdę - odparła dziewczyna, lekko zarumieniona.
- To cześć - powiedziałem, całując ją w policzek. Po czym odwróciłem się i już miałem ruszyć w stronę swojego domu, kiedy usłyszałem jej głos:
- Zayn?
- Tak ? - zapytałem, odwracając się w jej stronę.
- Dziękuję za wieczór - odparła i złączyła nasze wargi w krótkim pocałunku. Zaskoczyła mnie. Gdy oderwała się ode mnie, spojrzała na mnie, rumieniąc się i zniknęła za drzwiami.
- Ja też dziękuję - powiedziałem sam do siebie, uśmiechając się i dotykając palcem wskazującym swoich ust. Chwilę tam tak stałem. Po czym ruszyłem w stronę naszego domu.

Następnego dnia

Veronica

     Siedzę teraz z Liam'em, Viky i Niall'em w kuchni i ledwo żyję, po wczorajszym after party. Całe szczęście, że Louis umie zrobić ten cudowny napój na kaca. Niestety muszę sobie jeszcze chwilę na niego poczekać, gdyż brunet aktualnie bierze prysznic.
- Czy on nie może się pospieszyć? - zapytałam, łapiąc się jednocześnie za skronie i zamykając oczy. Każdy dźwięk powodował, że coraz bardziej bolała mnie głowa. Nigdy więcej tyle nie wypiję - przyrzekłam sobie w myślach.
- Pić mi się chce - odparła po chwili Viky i wstała z krzesła, podchodząc do szafki, na której stały butelki z napojami.
- Jak byś mogła to przynieś mi też - wykrztusiłam z siebie.
- I mi - dodał blondyn.
- Czy ja wyglądam jak ktoś, kto biega po boisku wypełnionym spoconymi gośćmi i roznosi wodę ? - zapytała sarkastycznie dziewczyna.
- Proszę - poprosiłam. Ta przewróciła teatralnie oczami i podała mi butelkę. Po czym usiadła na swoim wcześniejszym miejscu.
- A mi? - zapytał smutny Niallerek.
- Ty kuzynku musisz sobie zasłużyć - odrzekła, na co ten zrobił smutną minę.
- Nie martw się podzielę się z tobą - powiedziałam do chłopaka i wypiłam dużego łyka. Po czym podałam wodę Niall'owi i wróciłam do poprzedniej pozycji.
       Minuty dłużyły się niemiłosiernie, a bruneta nadal nie było.
- Wiecie co, to może ja po niego pójdę? - spytała po chwili Viky.
- Jakbyś mogła - powiedział Liam. Ja pokiwałam twierdząco głową i postanowiłam sama pójść się odświeżyć pod prysznicem. Może wtedy choć trochę poczuję się lepiej. Obie ruszyłyśmy w kierunku schodów, z których właśnie próbowała zejść Sus. Na nosie miała przeciwsłoneczne okulary, co świadczyło, że jej także przeszkadza światło. Nie ma to jak kac gigant - zaśmiałam się w myślach. Kiedy dziewczyna była już na ostatnim schodku, lekko się zachwiała. Już miała się przewrócić, gdy w ostatniej chwili pojawił się Hazza i złapał ją. 
- Dzięki - powiedziała niezbyt wyraźnie.
- Zawsze do usług - odparł Harry, dumnie wypinając pierś do góry.
- No już tak się nie podniecaj, bo jeszcze ci się włosy wyprostują - rzuciła niebieskooka. Wybuchłam śmiechem, ale nie był to zbyt dobry pomysł, gdyż ogromny ból przeszył moją głowę. 
- Widzę kacyk - rzucił Zayn, schodząc ze schodów i zaśmiał się. 
- Boże nie wytrzymam - powiedziałam i z palcami przyłożonymi do skroni, wbiegłam na górę. Weszłam do swojego pokoju, wzięłam czyste ubrania z szafy i udałam się do łazienki.
       
Tymczasem

Viky
    

        Kiedy Veronica pobiegała na górę, ominęłam przyjaciół i sama udałam się na piętro. Po czym odnalazłam odpowiednie drzwi i zapukałam. Nie słysząc odpowiedzi, weszłam do środka. W pokoju panował istny bałagan. Wszędzie walały się jakieś rzeczy. Na łóżku leżało pełno zgniecionych koszulek, za to na podłodze można było znaleźć przeróżne papierki, butelki i ciuchy. Usłyszałam wodę tryskającą spod prysznica, co oznacza, że Lou nadal jest w łazience. Dosłownie sekundę później ktoś wyłączył natrysk. Drzwi otworzyły się, a w nich stanął ociekający wodą brunet w samym ręczniku, owiniętym w pasie. Kiedy mnie zobaczył zrobił wielkie oczy, ale po chwili uśmiechnął się szyderczo.
- Co, stęskniłaś się już za taką zajebistą osobą, jak ja? - zaśmiał się. Wykorzystałam chwilę jego nie uwagi i rzuciłam w niego poduszką, która leżała pod moimi nogami.
- Mógłbyś w końcu się ogarnąć i ruszyć swoje cztery litery na dół? - wydarłam się na niego i wściekła wyszłam z pokoju, trzaskając drzwiami. Nie wiem co mnie tak zdenerwowało, ale czułam oprócz tego coś jeszcze. Takie dziwne uczucie ciepła na sercu. Czy to może być? Nie. Absolutnie nie. Potrząsnęłam głową, aby pozbyć się tych wszystkich myśli i wróciłam do kuchni, gdzie siedzieli już prawie wszyscy. Nie było tylko Zayn'a i "pana zajebistego".
       Już miałam wejść do środka, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Krzyknęłam " Ja otworzę" i ruszyłam w stronę wejścia. Zdziwiła mnie jej wizyta.
- Hej - przywitałam się.
- Cześć - odpowiedziała i zapytała Diana. - Jest może Zayn?
- Tak. Tylko nie wiem, czy już wstał, gdyż nie zszedł jeszcze na dół. Jeśli chcesz to możesz wejść i pójść sprawdzić - powiedziałam i uśmiechnęłam się ciepło. Dziewczyna wydaje się sympatyczna.
- Jasne - odparła. Przesunęłam się tak, aby mogła wkroczyć do środka, a sama zamknęłam drzwi. Brązowooka zdjęła swój płaszcz i powiesiła go na wieszaku. Obie udałyśmy się w stronę schodów.
- A więc tańczysz? - spytałam po drodze.
- Tak. Tańczę odkąd pamiętam. Moja mama była kiedyś zawodową tancerką, ale musiała przerwać swoją karierę, gdyż pojawiłam się ja. Czułam, że jestem jej coś winna, więc postanowiła brnąć jak najdalej i przy okazji spełniać swoje marzenia. Początkowo tańczyłam w różnych musicalach, później udało mi się dostać na staż i znalazłam się tutaj w Anglii. Teraz pracuję z różnymi gwiazdami i jeżdżę z nimi w trasy. Mówią, że Londyn to miasto spełniania marzeń i rzeczywiście jest to prawdą.
- Jej - tylko tyle mogłam z siebie wydusić. - Ty na prawdę kochasz tańczyć.
- Tak, taniec to moje życie - zaśmiała się.
         Kiedy dotarłyśmy już pod odpowiednie drzwi, pożegnałam się z dziewczyną i wróciłam na dół do reszty. Całe szczęście Lou w końcu raczył się pojawić i zajął się robieniem tego słynnego "magicznego" napoju na kaca.  
- Chcesz też ? - spytał się mnie brunet, gdy weszłam do pomieszczenia.
- Nie, dzięki. Jakoś się trzymam - odparłam i usiadłam koło Sus, która sączyła wodę z butelki. Momentalnie zrobiła się cała blada.
- Niedobrze mi - powiedziała i trzymając rękę na ustach, pobiegła do łazienki.
- Coś ty jej zrobił ? - wrzasnęłam na Lou.
- Ja nic. Spytaj się lepiej Hazzy - odpowiedział, wzruszając ramionami. Zrobiłam wielkie oczy i na dosłownie sekundę spojrzałam się na niego. Po czym pobiegłam razem z Veronicą za naszą przyjaciółką.
- Sus, otwórz drzwi, proszę - poprosiła Veru.
- Idźcie sobie ! 
- Sus, prosimy - nalegałam.
- Chcę być sama...
- Co się stało ? - zapytał Niall z troską.
- Właśnie nie wiem, nie chce nas wpuścić do środka - powiedziała zielonooka.
- Susanne, tutaj Niall, co się stało ?
- Ile mam powtarzać, że chcę zostać sama ! - krzyknęła przez łzy.
- Idźcie do reszty, ja z nią porozmawiam - odparła Veronica.
- Rzeczywiście, chyba tylko ty tutaj coś zdziałasz - poparłam ją, blondyn pokiwał twierdząco głową. Po czym poszliśmy z powrotem do kuchni.

Veronica

- Sus, otwórz mi, proszę. Jestem tu sama - błagałam przyjaciółkę. Chwilę później usłyszałam przekręcany zamek. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka, zamykając je. Brunetka siedziała skulona z głową między nogami na podłodze koło wanny, płakała.
- Co się stało ? - spytałam z troską, przytulając ją do siebie.
- Ja... - urwała, krztusząc się płaczem. Zauważyłam test ciążowy, leżący obok niej.
- Ciii, już dobrze. Nie płacz. Wszystko będzie dobrze - szeptałam jej do ucha pocieszające słówka, pocierając rękoma plecy dziewczyny.
- Nic nie będzie dobrze...
- Damy sobie radę, przecież masz jeszcze mnie, Viky, Niall'a i innych. Poza tym nic jeszcze nie jest pewne.
- Ale ja nie chcę mieć dziecka ! - krzyknęła. - Przynajmniej nie teraz...
- Cii... Uspokój się. Musisz być silna. 
- Łatwo ci mówić... - powiedziała, pociągając nosem i wycierając ręką łzy.
- No już, wstawaj - powiedziałam i pomogłam jej stanąć na nogi. - A teraz uśmiechnij się.
Dziewczyna podniosła lekko kąciki swoich ust.
- No i to mi się podoba. A teraz trzeba cię przywrócić do porządku.
Przemyłam jej twarz wodą, gdyż tusz rozmazał się jej na całej twarzy i pomalowałam rzęsy na nowo. Po czym złapałam ją za ręce i kazałam popatrzeć na siebie.
- Będzie dobrze, rozumiesz?
- Tak...

_____________________________________

Mamy rozdział 24 :) 
Trochę krótki, ale cóż. 
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać, ale nie miałam czasu, aby go napisać. Wiecie szkoła i te sprawy. 
Kolejny rozdział nie wiem kiedy :)



środa, 12 lutego 2014

Rozdział 23

Susanne

    Weszliśmy do domu, całując się. Między pocałunkami Harry starał się znaleźć klucze w swojej kurtce. Kiedy mu się w końcu udało, nadal nie przerywając otworzył zamek. Po czym rzucił je gdzieś w kąt i zatrzasnął nogą drzwi. Nie odklejając się ode mnie, najpierw ściągnął swoje, a później moje nakrycie. Po czym ruszyliśmy w kierunku salonu. Tak na mnie naparł, że upadłam na kanapę. Położył się na mnie i jednym, zwinnym ruchem pozbył się mojej koszuli. Nasze pocałunki były coraz bardziej zachłanniejsze. Wyglądaliśmy pewnie jak zwierzęta, które chcę się siebie pożreć nawzajem. 
    Parę sekund później koszula Hazzy również wylądowała na podłodze. Przewróciłam go tak, że teraz to ja siedziałam na nim okrakiem. Ocierałam się o nabrzmiałą męskość loczka, a z jego ust wydobywały się jęki zadowolenia. Już miałam dobierać się do spodni Harry'ego, gdy nagle drzwi wejściowe otworzyły się gwałtownie. Dosłownie sekundę później, rozmawiający jeszcze przed chwilą nasi przyjaciele, stanęli w salonie jak wryci. Momentalnie zamarłam. Zerkałam to na nich, to na Hazze, nie wiedząc co mam teraz zrobić. Jednak szybko zeszłam z bruneta, gdyż zorientowałam się, że jestem pół naga. Chwyciłam swoją koszulę, starając się nią zakryć.
- To nie tak jak myślicie - zaczął się tłumaczyć Harry.
- My tylko...
- Szukaliśmy pilota - dokończył za mnie.
- Tak, właśnie. My tylko szukaliśmy pilota - szybko powtórzyłam jego słowa, nie myśląc co mówię. Kiedy dotarło do mnie znaczenie wypowiedzi spojrzałam na loczka wielkimi oczami, a ten tylko wzruszył ramionami. Przyjaciele próbowali coś powiedzieć, ale im to nie wchodziło. Otwierali usta, po czym je zamykali. Speszona całą tą sytuacją rzuciłam coś, że idę już do siebie i czym prędzej pobiegłam do pokoju. Zatrzasnęłam drzwi i zsunęłam się po nich, chowając twarz w dłoniach. Kiedy przypomniałam sobie całe to zdarzenie wybuchłam śmiechem.


5 dni później

Veronica

       Dzisiaj gala rozdania nagród muzycznych. Razem z Sus i Viky siedzimy teraz w moim pokoju i pomagamy sobie w stylizacjach. Oczywiście ja zajmuję się make-up'em oraz fryzurami, a dziewczyny resztą. 
- Jak myślisz założyć lepiej tą czarną czy niebieską sukienkę? - spytała się Susanne, wymachując nam ubraniami przed twarzą.
- Zdecydowanie tą czarną - powiedziałyśmy równocześnie z Viky. Na co się zaśmiałyśmy.
- Będziesz wyglądać w niej seksi - dodała niebieskooka, przegryzając żelkę. Ona jest już uzależniona - pomyślałam.
- Ona dobrze mówi - przytaknęłam i dopowiedziałam, poruszając przy tym znacząco brwiami. - Jak cię zobaczy, to cię przeleci na środku sali.
Razem z Viky wybuchnęłyśmy śmiechem, a ja dostałam od brązowookiej poduszką.
- Ała ! No co? Przecież mówię prawdę - tym razem wszystkie się śmiałyśmy. 
        Godzinę później byłyśmy już wyszykowane. Susanne posłuchała się naszej rady i ubrała się w czarną sukienkę z koronką. Do tego czarne szpilki oraz kolczyki. Ja za to założyłam czerwoną sukienkę mini, z czarną koronką na dekolcie, szpilki i dobrałam do tego dodatki. Viky postawiła na swój styl, więc miała na sobie elegancką koszulę, czarne rurki i lity z ćwiekami. 
        Zeszłyśmy na dół. Chłopcy byli już gotowi i czekali na dole. Kiedy schodziłyśmy ze schodów, oderwali się od rozmowy i spojrzeli na nas. Wszyscy uśmiechnęli się szeroko na nasz widok. Stanęłam obok Niall'a, a on złapał mnie w talii.
- Ślicznie wyglądasz - powiedział mi na ucho i wpił się w moje usta. Oddałam pocałunek. Po czym odrzekłam ciche " Dziękuję ".
- To co jedziemy ? - spytał Liam.
- Jasne - odpowiedzieliśmy chórem i ruszyliśmy do przedpokoju. Narzuciliśmy na siebie płaszcze i wyszliśmy z domu. Na podjeździe czekała już limuzyna. Wsiedliśmy do niej. Około pół godziny później byliśmy na miejscu.                        Zauważyłam, że Viky zaczęła się denerwować. Kiedyś też już to przerabiałam, ale teraz wiem, że to nic strasznego.
- Będzie dobrze - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej. Ta uczyniła to samo. Wszyscy po kolei wychodziliśmy z auta. Kiedy stanęliśmy na czerwonym dywanie rozbłysły się światła fleszy i pełno krzyków. Wszędzie roiło się od paparazzich i dziennikarzy, którzy próbowali wycisnąć z siebie ostatnie poty, aby zrobić jak najlepsze ujęcie, czy też zadać choć jedno pytanie. Było też tam pełno fanek proszący o autografy i zdjęcia. Oczywiście chłopcy starali się nie omijać nikogo, więc trochę nam zajęło dojście do wejścia. Gdy znaleźliśmy się już w środku przywitaliśmy się z paroma osobami. Po czym ruszyliśmy w stronę auli, aby zająć swoje miejsca. Na środku była ogromna scena, na której będą rozdawane nagrody oraz odbędą się przeróżne występy. Usiedliśmy na wyznaczonych nam siedzeniach. Około 10 minut później sala wypełniła się już po brzegi różnymi sławami i foto reporterami. 
          Całą galę rozpoczął występ Katy Perry z piosenką "Dark Horse". Towarzyszył jej Juicy J. Przyznam, że dziewczyna ma świetny głos. Uwielbiam jej piosenki. Są naprawdę świetne. Zauważyłam, że Zayn cały czas jest wpatrzony w jedną osobę - blondynkę tańczącą wraz z innymi na scenie do utworu piosenkarki. W oczach mulata można było dostrzec skaczące iskierki. Widać wpadła mu w oko. Może w końcu i on znajdzie swoją miłość? Potem wszystko minęło szybko. Chłopacy zostali nagrodzeni w trzech kategoriach : "Zespół roku", "Najlepszy występ na żywo" oraz "Najlepszy teledysk". Wszyscy byliśmy bardzo szczęśliwi, gdyż zasłużyli na to długą i ciężką pracą. 
         Po gali odbyło się after party w jakimś prestiżowym klubie, więc musieliśmy dojechać tam naszą limuzyną. Droga zajęła niecałe dziesięć minut, a już pięć minut później byliśmy w środku.
- To może wy poszukajcie jakiegoś wolnego stolika, a my z Zayn'em i Louis'em pójdziemy po coś mocniejszego? - zaproponował Liam.
- Jasne - odpowiedziałam równocześnie z blondynkiem i loczkiem. Po czym rozeszliśmy się w dwie inne strony. Kiedy znaleźliśmy wolny boks, usiedliśmy i rozpoczęliśmy rozmowę o wszystkim i o niczym. Już po chwili wrócili chłopcy z naszymi drinkami. Postanowiłam wznieść toast.
- Chciałabym wznieść toast za ten cały rok pełen wzlotów i upadków. Za naszą przyjaźń - tu uśmiechnęłam się szeroko. - Za miłość - tu spojrzałam na Liam'a i Niall'a. - Za te chwile złe i dobre. Za to, że możemy dziś tu być wszyscy razem. Za nas - uniosłam swoją szklankę do góry.
- Za nas - powtórzyli wszyscy, po czym napiliśmy się trunków.
- To co wbijamy na parkiet ? - spytał po chwili Louis, zerkając ukradkiem na Viky.
- Chodźmy, pokażesz co potrafisz czubku - odparła niebieskooka i poklepała bruneta po ramieniu. Zaśmialiśmy się wszyscy. Po czym zaczęliśmy wstawać z naszych miejsc. - A ty nie idziesz ? - spytałam się Susanne.
- No nie wiem - odpowiedziała niepewnie. Zauważyłam, że wszyscy już zniknęli, gdzieś na sali.
- No, nie daj się prosić. Chodź - nalegałam.
- No dobra, ale tylko na chwilę - odparła, po czym obie ruszyłyśmy w poszukiwaniu naszych przyjaciół. Nie było to takie trudne, gdyż tańczyli na środku parkietu. Momentalnie poczułam czyjeś dłonie na mojej talii, a potem usta ssające skórę mojej szyi.
- Jak się bawisz kotku ? - zamruczał mi do ucha Niall.
- Świetnie - powiedziałam i złączyłam nasze usta, jednocześnie odwracając się przodem do niego. Kiedy się od siebie oderwaliśmy zaczęliśmy tańczyć z resztą. Nie mogłam wyrobić ze śmiech jak zobaczyłam Lou i Viky rywalizujących ze sobą w tańcu. Jeżeli dziwne wymachiwanie rękoma i nogami można było nazwać tańcem. W dodatku te ich bojowe miny.
- Hahaha, czy oni nie są słodcy ? - zapytałam się Sus, która tańczyła obok mnie.
- Hahaha. Może troszeczkę. Hahaha.
- Z czego się tak śmiejecie ? - spytał się Harry.
- No popatrz na nich, to będziesz wiedział - powiedziała brązowooka i wskazała palcem na parę. Chłopak od razu wybuchł śmiechem.
- Nie no. Trzeba to uwiecznić - odparł, wyciągając telefon z kieszenie. Pstryknął kilka fotek i nakręcił krótki filmik.
- Będziesz mu to wypominać do końca życia, prawda ? - spytał się Liam.
- Jak ty mnie dobrze znasz - odrzekł Hazza i poklepał przyjaciela po ramieniu. Potem przetańczyliśmy jeszcze trochę piosenek i stwierdziliśmy, że pójdziemy się czegoś napić. Kiedy znaleźliśmy się już w naszym boksie zauważyłam, że Zayn'a nie ma z nami, ale w końcu jest już dużym chłopcem i sobie poradzi.

Tymczasem 

Zayn

      Tańczyłem z przyjaciółmi, gdy zobaczyłem ją. Piękną dziewczynę z niebieskim ombre. Ubrana była w śliczną jasnoróżową sukienkę oraz sandałki na koturnach. Postanowiłem do niej podejść.
- Hej ! To ty dzisiaj tańczyłaś na występie Katy Perry?
- O hej ! Tak, między innymi ja - powiedziała i się uśmiechnęła. Miała duże brązowe oczy oraz usta o malinowym kolorze.
- Nazywam się Zayn Malik. A ty jak masz na imię ?
- Diana - odparła. - Diana Brown.
- Piękne imię dla pięknej dziewczyny - zaśmiałem się, a jej policzki momentalnie się zaczerwieniły.
- Nie jestem piękna - zaczęła się ze mną droczyć.
- Jesteś.
- Nie.
- Jesteś i koniec kropka.
- No dobra wygrałeś - zaśmiała się.
- Może zatańczymy ? - spytałem.
- Jasne - odrzekła, po czym ruszyliśmy na parkiet. Podczas tańca rozmawialiśmy dosłownie o wszystkim. Tematy same nam się nasuwały na język. W pewnym momencie nasze twarze znalazły się bardzo blisko siebie. Nie wahałem się chwili dłużej i wpiłem się w jej delikatne usta. Odwzajemniła pocałunek.

Trzy godziny później


Susanne

      Impreza się już rozkręciła. Wszyscy jesteśmy dość wstawieni, ale bawimy się świetnie. Poznaliśmy Dianę - dziewczynę, która spodoba się Zayn'owi. Przyznam, że wyglądają jakby się znali od lat. Siedzimy teraz wszyscy razem przy naszym stoliku i wspominamy dawne czasy. Piłam swojego, chyba już z 5 drinka, kiedy usłyszałam mój ulubiony kawałek. Nic nie myśląc, weszłam na stół i zaczęłam uwodzicielsko tańczyć. Zamknęłam oczy i oddałam się w rytm muzyki. Nagle poczułam czyjeś wielkie dłonie na mojej talii i te boskie perfumy.

- Dawaj kicia - zamruczał mi do ucha Hazza, przygryzając jego płatek. Zarzuciłam swoje ręce do tyłu, jednocześnie oplatując jego szyję. 
- Pokaż co potrafisz - powiedział i powtórzył wcześniejszą czynność. - W dół kotku.
Zaczęłam ruszać tyłkiem w różny możliwy i podniecający sposób. Tańczyłam twerk'a, nie zważając na to, że wokoło nas jest pełno ludzi. Liczył się teraz tylko Harry, wydający z siebie jęki zadowolenia. Niestety piosenka się skończyła, więc z pomocą Hazzy zeszłam ze stołu. Jednak potknęłam się i spadłam na niego. Wybuchliśmy śmiechem. Chwilę później zachłannie wpiłam się w jego usta. Nasze języki walczyły o dominację. Tym razem ja wygrałam. Gładziłam jego podniebienie. Nagle usłyszeliśmy chrząknięcie nad sobą. 

- Sorry, że wam przeszkadzamy te namiętności, ale impreza dobiega już końca i musimy wracać do domu - powiedział Daddy. Niechętnie wstałam z loczka. Trochę mi to zajęło, gdyż od wielkiej ilości alkoholu straciłam koordynację ruchową. Kiedy mi się to już udało z pomocą Liam'a ruszyliśmy w stronę wyjścia. Zauważyłam, że Niall i Veronica też się ledwo trzymają. Widać nie tylko ja za dużo wypiłam. Za to pozostali szli o dziwo normalnie. 
             Kilka minut później siedzieliśmy już w naszej limuzynie. Moje powieki stawały się coraz cięższe i cięższe. W końcu zasnęłam. 






poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział 22

Rozdział zawiera sceny nieodpowiednie dla osób poniżej 18 roku życia. Czytasz na własną odpowiedzialność !
______________________________________

Susanne

       Przez resztę wieczoru oglądaliśmy różne horrory. Przyznam, że trochę się bałam, ale jakoś tego za bardzo nie ukazywałam. Bardzo polubiłam też kuzynkę Niall'a - Viky. Ona jest naprawdę sympatyczna i śmieszna. 
- Jestem zmęczona. Idę się położyć spać - powiedziałam po chwili i wstałam z kanapy. Moje powieki stały się na prawdę ciężkie, a ja nie miałam siły z nimi walczyć. Kiedy znalazłam się już w swoim pokoju, zabrałam z szafy swoją koszulę nocną i poszłam do łazienki, aby wziąć ciepły prysznic. Tego mi właśnie było trzeba. Po powrocie od razu położyłam się na łóżku i przykryłam się szczelnie kołdrą. Próbowałam zasnąć, ale bezskutecznie, ponieważ cały czas wydawało mi się, że ktoś jest w pokoju i mnie bacznie obserwuje. To przez te horrory - pomyślałam. Postanowiłam zapalić lampkę, stojącą na szafce nocnej. Światło świeciło dosłownie sekundę, po czym z lekkim trzaskiem zgasło.
- Super, po prostu świetnie - powiedziałam z sarkazmem do siebie. - Teraz to ja już na pewno nie zasnę. 
          Popatrzyłam na zegarek, który wskazywał 1 w nocy. Znowu miałam odczucie, że ktoś mnie bacznie obserwuje. Zrobiło mi się strasznie duszno, więc bez zastanowienia się, wstałam z łóżka i w samej koszuli nocnej wyszłam z mojego pokoju. Usłyszałam dźwięki z salonu, które oznaczały, że nie którzy jeszcze nie śpią. Nie wiem czemu, ale zamiast pójść właśnie tam, udałam się w stronę pokoju Harry'ego.  Zapukałam niepewnie do drzwi i już po chwili stanął w nich loczek w samych bokserkach. Na jego nagim torsie można było zauważyć pojedyncze kropelki wody, co oznaczało, że przed chwilą brał prysznic. Ach, te tatuaże. Każdy z nich jest niesamowity na swój sposób, ale moim ulubionym jest motyl.
- Coś się stało ? - spytał chłopak, jednocześnie wyrywając mnie z transu.
- Nie, nic... Tylko ja nie mogę zasnąć i no wiesz.... to chyba przez te horrory - zaczęłam się jąkać, na co ten zaśmiał się uroczo, ukazując przy tym swoje cudowne dołeczki.
- Może wejdziesz do środka ? 
- Jasne - odpowiedziałam. Po czym chłopak przepuścił mnie w drzwiach. Weszłam do środka i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Na szafkach stały ramki ze zdjęciami. Podeszłam bliżej, aby się im dokładnie przyjrzeć. Jedno z nich szczególnie przykuło moją uwagę. Znajdował się na nim Harry wraz z jakąś dziewczyną. Byli uśmiechnięci od ucha do ucha. Dzięki czemu można było ujrzeć dołeczki, które oboje posiadali. Wyglądali na bardzo szczęśliwych. Widziałam między nimi kilka podobieństw. 
- Kto to jest ? - zapytałam.
- Gemma. Moja siostra - gdy to wypowiadał poczułam jego oddech na mojej szyi. Przeszły mnie przyjemne dreszcze. Stał blisko mnie. Zbyt blisko. 
- Jest śliczna - powiedziałam, a jego ręce momentalnie znalazły się na moich biodrach.
- Ale nie aż tak jak ty - zamruczał do mojego ucha, przygryzając jego płatek, a ja zarumieniłam się na te słowa.
- Nie jestem śliczna, jestem brzydka - odparłam, obracając się do niego twarzą w twarz.
- Dla mnie jesteś najpiękniejsza na świecie - nasze twarze dzieliły w tym momencie już tylko milimetry. Nie mogąc się doczekać pocałunku, zachłannie wpiłam się w jego usta. Nasze języki wirowały w erotycznym tańcu. Walczyłam o przewagę, ale loczek nie dawał za wygraną. Już po chwili chłopak przeniósł swoje pocałunki na moją szyję. W kilku miejscach ssał i przygryzał moją skórę, pozostawiając po sobie ślady oznaczające, że jestem jego. Kiedy znów wrócił do moich ust otoczyłam jego pas nogami. Nie przerywając pocałunków Harry udał się w stronę łóżka, na którym chwilę później mnie położył. Swoją ręką zaczął jeździć po moim lewym udzie. Po czym zaczął dobierać się do mojej koszuli nocnej, lekko podwijając ją do góry, a potem pozywając się jej. Swoimi ustami składał mokre pocałunki na skórze mojego brzucha, kierując się coraz wyżej. Kiedy dotarł już do ust, złączył je w namiętnym pocałunku, a jego ręce powędrowały pod moje plecy, borykając się z zapięciem stanika. Już po chwili wylądował on na podłodze, a Hazza pieścił moje piersi dłońmi i ustami. Przygryzał moje sutki, co wywoływało u mnie jęki zadowolenia. Widząc, że mi się to podoba, zszedł z pocałunkami niżej, aż do linii moich koronkowych majtek. Uchwycił je zębami i szczerząc się zdjął je ze mnie. Postanowiłam nie być mu dłużna, więc szybkim ruchem ściągnęłam jego bokserki.
- Jesteś pewna ? - zapytał między pocałunkami.
- Tak - zajęczałam, odchylając głowę do tyłu, gdy przygryzł mojego sutka. Po czym wrócił z powrotem do mych ust. Wszedł we mnie bardzo powoli i delikatnie. W oczach chłopaka dostrzegłam tańczące iskierki.
- Szybciej... - wyszeptałam i położyłam swoje ręce na plecach chłopaka. Kiedy przyspieszył, odruchowo wbiłam swoje paznokcie w plecy loczka. Zasyczał, ale poruszał się coraz szybciej.
- Harry - krzyczałam, gdy wchodził i wychodził ze mnie, nie zmieniając tępa. Byłam już u szczytu, z resztą on tez. Już po chwili z moich ust wydobył się gardłowy jęk. Poczułam w sobie ciepłą ciecz, która wypełniała mnie od środka. Oboje doszliśmy w tym samym czasie.
- Kocham cię - powiedziałam. Tak. Zrozumiałam w końcu, że go kocham
- Ja ciebie też  - powiedział i pocałował mnie w czoło. Po czym wyszedł ze mnie i opadł zmęczony obok mnie. Wtuliłam się w jego tors i odpłynęłam do krainy Morfeusza.

Następnego dnia

      Rano obudziłam się bardzo szczęśliwa. Otworzyłam oczy i ujrzałam jego. Spał. Był uśmiechnięty. Zaczęłam palcem jeździć po jego nagim torsie.
- Dzień Dobry kotku - powiedział z chrypką i mnie pocałował.
- Dzień Dobry tygrysku - zaśmiałam się i odwzajemniłam pocałunek, który stawał się coraz bardziej namiętny. Nagle drzwi od sypialni Harry'ego otworzyły się, a przez nie wbiegł Louis.
- Dzień Dobry gołąbeczki - zaczął się drzeć i skakać po naszym loczka łóżku. Ja odruchowo chwyciłam kołdrę i zaczęłam się nią starannie okrywać.
- Spierdalaj Lou - krzyknęłam i rzuciłam w niego poduszką.
- Co ty taka agresywna? Teraz już wiem, dlaczego podobasz się Harry'emu - odparł i zaczął poruszać znacząco brwiami, a Hazza spojrzał na niego wzrokiem zabójcy. Ten uniósł ręce w geście obrony. - Dobra już wychodzę - powiedział, ale po chwili dodał:
 - A tak a pro po to przez was nie zmrużyłem w nocy oka - i wyszedł. Nie wiem czemu, ale ja i Harry wybuchliśmy nie pohamowanym śmiechem. 
         Kiedy się już ogarnęliśmy postanowiłam pójść do siebie. Owinęłam się kołdrą i wstałam. Po czym udałam się w stronę swojego pokoju, zbierając po drodze swoje ubrania. Gdy tam dotarłam i upewniłam się, że drzwi są zamknięte zsunęłam się po ścianie. Na wspomnienie wczorajszej nocy, przygryzłam dolną wargę i uśmiechnęłam się szeroko. Następnie podeszłam do szafy, wzięłam ubrania i poszłam do łazienki się odświeżyć.
          Gotowa ruszyłam do kuchni. W całym domu roznosił się piękny zapach. Gdy znalazłam się już w pomieszczeniu przywitałam się ze wszystkimi i usiadłam na wolnym miejscu koło Harre'go. Na wprost mnie siedziała Veronica, a obok niej Niall i Zayn. Za to Liam szykował śniadanie. Resztę gdzieś wyparowało.
- A gdzie Viky ? - zapytałam.
- Musiała wyjść wcześniej. Wiesz studia i te sprawy - wyjaśnił Niall.
- Siemka - nagle w kuchni znalazł się Louis.
- Nie było wam wczoraj za GORĄCO? Bo mi bardzo - zapytał, a wszyscy wybuchli śmiechem. Wszyscy oprócz mnie i loczka, który zrobił wielkie oczy. Ja za to poczułam, że się strasznie czerwienię, ale nie dałam się tak łatwo.
- Tak. Było strasznie gorąco. Coś mi się wydaje, że klima się popsuła - odparłam i wytknęłam mu języki. Ten co chwilę otwierał buzię, po czym ją zamykał, nie wiedząc co powiedzieć. Tak, 1:0 dla mnie.
         Po śniadaniu musieliśmy wszyscy pojechać do menadżera chłopców obgadać sprawy związane z najbliższą galą rozdania nagród, więc poszłam się przebrać. Ubrałam na siebie to, aby chociaż trochę zakryć malinki na mojej skórze. Spryskałam się jeszcze swoimi ulubionymi perfumami, włosy zostawiłam rozpuszczone i zrobiłam lekki make-up. Kiedy byłam już gotowa wzięłam swoją torebkę i zeszłam na dół, gdzie stali już wszyscy.
- To skoro wszyscy już są wychodzimy - zarządził Liam.
- Ślicznie wyglądasz - zamruczał mi do ucha Harry, gdy siedzieliśmy już w samochodzie.
- Dziękuję - powiedziałam cicho, rumieniąc się przy tym.
- Pięknie się rumienisz - odparł, a ja poczułam, że robię się bardziej czerwona. Czemu on na mnie tak działa?
         Na miejscu byliśmy już 20 minut później. Przed wejściem do budynku stało kilkanaście fanek. Chłopacy na ich prośbę rozdali kilka autografów i zrobili sobie z nimi zdjęcia. Kiedy skończyli weszliśmy do środka. Przywitaliśmy się z Rosalie ( sekretarka ) i udaliśmy w stronę windy na 9 piętro. Gdy byliśmy już na górze, zapukaliśmy do odpowiednich drzwi. Słysząc " proszę " weszliśmy i zajęliśmy miejsca na kanapach. Przez kolejne cztery godziny słuchaliśmy o tym, kto tam będzie, w jakich kategoriach jest nominowane One Direction, przeróżnych wywiadach na czerwonym dywanie, co mamy robić, a czego nie itp. Zaraz tu umrę z nudów - pomyślałam.
- To chyba tyle. Możecie już iść - w końcu usłyszałam słowa menadżera. Byłam mu wdzięczna, że wreszcie skończył. Pożegnaliśmy się i pojechaliśmy do domu, po drodze zabierając jeszcze ze szkoły Viky. Niestety w czasie drogi chłopacy uparli się, żeby pojechać do galerii handlowej na "małe" zakupy. Niestety nie miałam zbyt dużej szansy, aby obalić ich wymysł, więc musiałam się zgodzić. 
       Chodzimy już po sklepach od dwóch godzin, a moje nogi robią wysiadkę. 
- Długo jeszcze będziemy się tu włóczyć? - spytałam się.
- Ja chcę iść jeszcze do sklepu Nike - powiedział Zayn.
- Ja też - odparli równocześnie Niall i Liam.
- Pójdziemy z wami - oznajmiły Viky i Veru.
- No, okej - przeciągnęłam ostatnie słowo i niechętnie poszłam za nimi. 
- Jeśli chcesz możemy się stąd ulotnić - wyszeptał mi do ucha Harry.
- Było by cudownie - odrzekłam.
- To chodź - powiedział Hazza, złapał mnie za rękę i pociągnął w przeciwną stronę. O dziwo nikt nie zauważył, że się oddalamy. 
- Harry, gdzie my biegniemy ?
- Zobaczysz - powiedział i uśmiechnął się uwodzicielsko. Nagle zatrzymał się przed...
- Serio? Schowek na miotły? - zaśmiałam się. Ten nic nie powiedział, tylko wciągnął mnie tam, zakluczył drzwi od środka i wpił się w moje usta. Nie protestowałam i oddałam mu pocałunek. Tak samo jak kolejne, które były coraz bardziej namiętne. Zaczęłam rozpinać jego koszulę i kiedy miałam mu już ją zerwać ktoś zaczął dobijać się do drzwi. Nie przerywaliśmy sobie dopóty, dopóki uderzenia nie stały się mocniejsze. Wyszliśmy, więc z tego pomieszczenia. Na nasze nieszczęście stał przed nim ochroniarz i zła sprzątaczka. Nie myśląc chwili dłużej zaczęliśmy uciekać. Starannie omijaliśmy wszystkich, którzy stawali nam na drodze. W końcu udało nam się wybiec z galerii, ale mimo to dalej biegliśmy. Zatrzymaliśmy się dopiero pod naszym domem i wybuchliśmy ogromnym śmiechem. 
- A widziałeś minę tej babci ? 
- Haha, nie lepszy był ten facet z wąsami, który zaczął na nas wymachiwać laską.
- O Boże hahahaha.
- Teraz powinnaś mi podziękować za to, że nie musiałaś dłużej chodzić z nimi po sklepach - odparł dumnie Harry i pokazał palcem na swój policzek.
- Oj dobra - rzuciłam, po czym zbliżyłam się do chłopaka. Już miałam musnąć jego policzek, ale loczek w ostatniej chwili obrócił głowę tak, że pocałowałam go w usta. Uśmiechnęłam się tylko i nie przerwałam pocałunku.


poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 21

Harry

Od dnia wypadku minęło już kilka tygodni. Pamiętam jakby to było wczoraj. 

***

- Nic nie widzę ! Dlaczego ja nic nie widzę ?! 
- Misiu, uspokój się. Wszystko będzie dobrze. Zaraz przyjdzie lekarz i powie nam co się dzieje - zwróciłem się spokojnie do zdenerwowanej Susanne i zacząłem ją uspakajać.
- A wy co tak stoicie ?! Ruszcie dupy i idźcie po tego pieprzonego lekarza ! - krzyknąłem na nich, gdyż stali i gapili się na nas i nie wiedzieli co mają zrobić. Jako pierwszy ogarnął się Liam i jak torpeda wybiegł z sali. Dosłownie minutę później był już z powrotem razem z lekarzem prowadzącym dziewczynę i kilkoma pielęgniarkami. Zaczęli nas wyganiać na korytarz. Ja tak bardzo chciałem być przy niej teraz. Błagałem o to, ale niestety nie pozwolono mi. Chodziłem po tym szpitalnym korytarzu w tą i z powrotem, nie wiedząc co ze sobą mam zrobić. Tak cholernie się o nią bałem. Kochałem ją. 
         Dopiero po godzinie z sali wyszedł lekarz oznajmując nam, że to uraz po wypadku, ale nie dawał jej szans na to, że będzie jeszcze kiedyś widzieć. Ale ja nie poddałem się. Razem z chłopakami i Veronicą zaczęliśmy szukać dla niej kliniki, w której mogli by ją zoperować i w końcu udało nam się. Znajdowała się ona aż w Canadzie. Kilka dni później Susanne przeszła operację, która przebiegła pomyślnie. 

***

       Siedzę teraz koło Susanne w salonie i oglądamy jakiś film. Cztery dni temu ściągnęli jej opatrunki z oczu. Chłopacy i Veronica pojechali do studia ogarnąć rzeczy związane z kolejną trasą. Tak, w trasę wyjeżdżamy już za cztery miesiące. Jakiś tydzień temu wyszła nasza nowa płyta i cały czas znajduje się ona na pierwszych miejscach czołówek w wielu krajach. Natomiast za tydzień mamy galę rozdania muzycznych nagród.
      Jeśli chodzi o Sus to ten wypadek nas do siebie zbliżył. Jeżeli sądzicie, że jest moją dziewczyną to się mylicie. Jesteśmy po prostu najlepszymi przyjaciółmi, a ja pomimo tego, że ją kocham, nie chcę zniszczyć tego co jest pomiędzy nami.
- Harry ? Hallo? Słuchasz mnie ? - mówiła brunetka, wymachując mi rękoma przed twarzą.
- Tak, słucham - odpowiedziałem troszkę kłamiąc.
- To co powiedziałam przed chwilą? - zapytała unosząc do góry prawą brew i układając skrzyżnie dłonie na klatce piersiowej.
- No... E... O ten... - zacząłem się jąkać. 
- Tak myślałam - rzuciła i zaczęła udawać obrażoną.
- No, nie obrażaj się na mnie - powiedziałem i zacząłem ją szturchać. Kiedy się do mnie odwróciła zrobiłem minę zbitego szczeniaczka i ciągnąłem dalej. - Proszę, ja tak ładnie proszę.
- No, dobra wygrałeś. Nie umiem się na ciebie długo gniewać - zaśmiała się, po czym zacząłem ją łaskotać. Jej śmiech, który tak bardzo kochałem rozniósł się po całym domu.
- Hahaha - Puść - hahaha - mnie - hahah - pro - haha - proszę - mówiła przez śmiech.
- Nigdy - krzyknąłem i wróciłem do poprzedniej czynności. Teraz siedziałem na niej okrakiem nadal ją łaskotając. Nagle usłyszałem trzaśnięcie drzwi i głośne głosy z przedpokoju. Zapewne wrócili.
- Tym razem ci się upiekło - powiedziałem, jednocześnie wstając.

Tymczasem - Niall

         Kiedy wszyscy razem (oprócz Harry'ego i Sus) skończyliśmy omawiać naszą trasę z menadżerem od razu zmęczeni udaliśmy się do naszego auta. Było ono zaparkowane z tyłu budynku, tak, aby fanki nie mogły nas tu zaskoczyć. Po około 20 minutach jazdy byliśmy już pod naszym domem. 
         Postanowiłem zaryzykować. Gdy pozostali wyszli już z samochodu, w ostatniej chwili złapałem Veronicę za nadgarstek i poprosiłem, aby na chwilę tu ze mną została.
- Muszę ci powiedzieć coś bardzo ważnego - oznajmiłem z lekkim strachem w głosie.
- Tak?
- Chciałem ci to już wyznać dawno temu, ale bałem się, że zniszczę tym tym co było między nami, czyli naszą przyjaźń. Wiem, że to nie jest zbyt odpowiednia sceneria do wyznawania uczuć, ale muszę ci to w końcu powiedzieć - powiedziałem na jednym wdechu i mówiłem dalej. - Jesteś moim słońcem, które codziennie rano wstaje na horyzoncie i moim księżycem, który co noc pojawia się na pięknym, gwieździstym niebie. Twój głos sprawia, że moje serce zaczyna szybciej bić, a na twarzy pojawia mi się szeroki uśmiech. Kocham cię. Bardzo cię kocham.
Kiedy skończyłem swój monolog nastała cisza. 
- Też cię kocham Niall - powiedziała po dłużej chwili Veronica. A ja nie czekając ani chwili dłużej pocałowałem ją. Blondynka odwzajemniła ten pocałunek. Gdy po kilku minutach się od siebie oderwaliśmy spytałem oficjalnie:
- Veronico Johnson, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją dziewczyną?
- Tak - odpowiedziała i pocałowała mnie. Kiedy wyszliśmy już z naszego vana usłyszeliśmy głośne wiwaty na nasz temat, a dokładniej krzyczących i gwiżdżących Louis'a, Liam'a i Zayn'a.
- No, no widzieliśmy, że w końcu to się stanie - powiedział uradowany Lou, po czym wszyscy razem udaliśmy się do środka. W progu salonu przywitał nas Harry.
- A wy co tacy szczęśliwi ? - zapytał. My zamiast odpowiedzieć uśmiechnęliśmy się szeroko i usiedliśmy na kanapie.
- Widzę, że ostro było - rzucił nagle Louis, poruszając znacząco brwiami i spoglądając to Hazzę, to na Sus. Przyznam, że sam na początku tak pomyślałem, bo dziewczyna była cała rozczochrana, nie ogarnięta i miała przyspieszony oddech.
- My wcale nie... - zaczęła brunetka, ale niestety Zayn jej przerwał.
- Nie musicie się tłumaczyć.
Dobra to było trochę dziwne - pomyślałem.
- A wracając do poprzedniego tematu, co wy tacy szczęśliwi? - spytał powtórnie loczek. Spojrzałem się na blondynkę, ta kiwnęła potwierdzająco głową, a ja zacząłem mówić:
- Ja i Veronica jesteśmy oficjalnie parą.
- Wow - powiedział zdziwiony Hazza. Nagle poczułem wibracje w mojej kieszeni. Spojrzałem na ekran telefonu i bardzo się zdziwiłem.
- Przepraszam was, ale muszę to odebrać - rzuciłem i udałem się do kuchni, gdzie było dość cicho.

*rozmowa*

- Hej Niall!
- Hej Viky, dawno nie dzwoniłaś. Co u ciebie?
- Właśnie przyjechałam do Londynu na studia plastyczne. Wiesz, zawsze kochałam malować i coś tam rysować - zaśmiałem się na te słowa.
- O proszę, czyli jednak te twoje bazgroły się na coś dały - teraz ja usłyszałem jej śmiech.
- Ej ! Bo się obrażę - fuknęła i wybuchnęła śmiechem. Tak jak to ona.
- No, dobra. To może skoro jesteś już w Londynie, to może byś tak odwiedziła starego kuzyna ?
- Hmm? Muszę się zastanowić.
- No proszę. Zgódź się. Pooglądamy filmy, powygłupiamy się jak za starych, dawnych czasów. Będziesz miała też zaszczyt poznać moich kumpli z zespołu i... - urwałem.
- I? 
- Nie ważne, przyjdziesz, to się przekonasz. To co?
- Ok. To podaj mi adres i będę tak za godzinkę.
- Ok. Wyślę ci SMS-em.
- To do zobaczyska.
- Na razie.


*koniec rozmowy*


         Po skończonym połączeniu od razu wystukałem na klawiaturze nas adres, po czym wysłałem go do Viky. Potem udałem się z powrotem do salonu. Siadając koło Veronicy oznajmiłem wszystkim, że odwiedzi nas moja kuzynka. Bardzo się ucieszyli z tego powodu, bo kto by nie chciał poznać Horan'ów? Tak, to było pytanie retoryczne.

Godzinę później

       Usłyszałem dzwonek do drzwi, więc postanowiłem otworzyć. Niestety wyprzedził mnie Lou, biegnący w stronę drzwi. Oby Viky nie dała mu popalić na samym wstępie. Wszyscy wstaliśmy z miejsc i także ruszyliśmy do przedpokoju. Usłyszeliśmy otwierające się drzwi, a później głos Lou:
- Cześć jestem Louis, ten najprzystojniejszy, najmądrzejszy, najzabawniejszy, najsłodszy i najinteligentniejszy z całego zespołu. 
- Ta i pewnie najskromniejszy - odpowiedziała, zapewne przewracając przy tym oczami. - Tak a propo to ja jestem Viky i może mógłbyś mnie już wpuścić do domu?
- Jasne - rzucił i już po chwili przed moimi oczami ukazała się moja najcudowniejsza kuzynka. 
- Niall - powiedziała, przytulając mnie.
- Viky, nic się nie zmieniłaś - zaśmiałem się. - No może oprócz nowego stylu.
- Tak, w końcu kiedyś trzeba wprowadzić jakieś małe zmiany - powiedziała, pokazując przy tym rękoma całą siebie od góry do dołu. Przyznam, że te ciuchy pasują do niej.
- Może przedstawisz mnie swoim kolegom ? - zapytała po chwili.
- No tak - zaśmiałem się i zacząłem po kolei wszystkich przestawiać - To jest Zayn, Liam, Harry, Susanne...
- Cześć - powiedzieli chórkiem.
- Hej - odpowiedziała.
- ...i Louis, którego miałaś już zaszczyt poznać.
- Ta - rzuciła i przewróciła oczami.
- A to moja dziewczyna Veronica - odparłem, przytulając do siebie blondynkę.
- Miło mi - powiedziała Veru, wyciągając rękę w stronę mojej kuzynki. Ta uścisnęła ją i szeroko się uśmiechnęła. Potem wszyscy udaliśmy się do salonu, gdzie rozsiedliśmy się na kanapie i fotelach.
- To co robimy? - spytał Zayn.
- Może mały wieczór horrorów? - zaproponował Louis.
- Jasne - wszyscy się zgodziliśmy.
- To ja może pójdę zrobić popcorn i przyniosę coś do picia - odparła moja dziewczyna.
- Pomogę ci - rzuciła Viky.
- Ja też mogę - odparła Sus.
- Jasne. Chodźmy.
       W tym czasie Harry, Zayn oraz Liam dorwali się już do pudełka z filmami i zaczęli szukać czegoś odpowiedniego. Chwilę później do pokoju wróciły dziewczyny z jedzeniem i piciem.
- To co oglądamy - zapytała się Susanne.
- Paranormal Activity - krzyknął uradowany Zayn. Po czym odpalił telewizor i włączył płytę. Film nie był zbyt straszny, ale mimo to trochę budził we mnie niepokój. Poczułem wtulające się we mnie ręce zielonookiej, więc odwzajemniłem ten gest. Nagle usłyszeliśmy krzyk mojej kuzynki:
- Oddawaj! To moje żelki !
Momentalnie wybuchłem śmiechem. Współczuję temu kto śmiał zabrać jej te żelki. To była dla niej świętość.
- Ała, to boli ! - tym razem krzyknął Tommo. - Niall zabierz ode mnie tą dzikuskę.
- Przykro mi. Żelki są święte, a ty naruszyłeś tą świętość, więc sorry stary, ale ci nie pomogę - powiedziałem i wzruszyłem ramionami. Ten spojrzał się na mnie wystraszony, a później przeniósł wzrok na Viky i zaczął uciekać. Ta zaś goniła go po całym domu. Po paru minutach zmęczeni opadli na podłodze.
- Tym razem ci się upiekło - rzuciła złośliwie moja kuzynka i spojrzała się na Lou zabijającym wzrokiem. Po chwili wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Nawet nie wiem kiedy film się skończył.
- To co teraz robimy?
- Może...
- Obejrzyjmy kolejną część ! - krzyknął już szczęśliwy Tommo.
- Ok - powiedzieliśmy chórem i kilka minut później byliśmy wciągnięci w akcję horroru.
___________________________

Mamy kolejny rozdział :) Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierają i czytają moje opowiadanie :)

POJAWILI SIĘ NOWI BOHATEROWIE :) SĄ OPISANI W ZAKŁADCE " POSTACIE" :)