niedziela, 16 marca 2014

Epilog


Są wzloty i upadki...
Powitania i pożegnania...
Ból i cierpienie...
Radość i szczęście...
Chwile, te złe i te dobre...
Przyjaźń, która trwa wiecznie...
Marzenia, które zawsze się spełniają...
Miłość, łącząca dwie bliskie sobie dusze...
Momenty, o które warto walczyć do samego końca...


W życiu nadchodzi taki czas, kiedy wydaje nam się, że mamy już wszystko...

Patrząc z perspektywy Veronicy i Susanne  - dwóch przyjaciółek - rzeczywiście tak było. Obydwie założyły własne, kochające się rodziny. 

Zielonooka wyszła za mąż za Niall'a Horan'a, Irlandczyka z Mullinger, piosenkarza zespołu One Direction. Urodziła też dziewczynkę - Anastazję.

Brązowooka urodziła zdrową kruszynkę - Darcy. Po czym wzięła ślub z przystojnym Brytyjczykiem, członkiem zespołu - Harry'm Styles'em.


Co z pozostałymi członkami One Direction?


Zayn Malik po niecałym roku oświadczył się Dianie Brown, tancerce o piwnych oczach. Kupili oni wspólny dom w centrum Londynu i spodziewają się synka.

Liam Payne poznał na ślubie Styles'ów piękną tancerkę Danielle Peazer, która po miesiącu znajomości została jego dziewczyną. Oboje kupili mieszkanie na obrzeżach miasta. 

Louis Tomlinson po długim czekaniu na tą właściwą osobę, zrozumiał w końcu, że jest zakochany w Viky Horan - kuzynce Niall'a. Jak się okazało z wzajemnością. Oboje mieszkają razem w apartamencie w centrum Londynu. 

Czy to koniec?
Nie...
To dopiero początek...

_____________________________________

Jejku, to już koniec.

Chciałabym podziękować wielu osobą i pewnie gdybym miała wypisywać każdego osobno zajęło by to dużo czasu. Dlatego podziękuję tak grupowo :)
A więc dziękuję wszystkim, którzy byli ze mną od początku i wspierali mnie każdego dnia. 
Dziękuję również tym, którzy dołączyli do tego grona nieco później.
Dziękuję wam kochani, bez was nie byłoby tego opowiadania.

Chcę was poinformować, że niedługo założę nowego bloga z nową historią. A więc nie martwcie się, nie kończę z pisaniem :D
Link do tego bloga pojawi się za jakiś czas na tej stronie :)

To chyba na tyle.
Jeszcze raz wszystkim bardzo DZIĘKUJĘ ;**
Do zobaczenia niebawem :)

środa, 12 marca 2014

Rozdział 26

Pół roku później

Veronica

         Stoję teraz, ubrana w białą suknię, przed drzwiami, prowadzącymi do kościoła. Tak. Za chwilę biorę ślub z Niall'em. Od dzisiaj będę już panią Horan, a niedługo pojawi się mały Horanek. Tak. Jestem w ciąży. Dowiedzieliśmy się o tym całkiem przez przypadek, gdyż byłam na badaniach kontrolnych w szpitalu ( Nic mi nie było. Po prostu taka co roczna rutyna. ) i tak wyszło. Oboje bardzo się ucieszyliśmy na tą wieść.
         Słyszę marsz weselny. To już czas. Momentalnie wrota otworzyły się, a głowy wszystkich skierowały się w moją stronę. Ogarnął mnie strach. Odważyłam się i zerknęłam w stronę ołtarza. Stał tam. Ubrany w garnitur. Nasze spojrzenia spotkały się. Uśmiechnął się szeroko, dodając mi otuchy. Wzięłam głęboki wdech i wydech, po czym ruszyłam do przodu.

4 godziny wcześniej

- Pobudka - krzyknęła Viky na cały głos, gdy weszła do mojej sypialni.
- Ale tu jest tak wygodnie... - jęknęłam i schowałam głowę pod poduszkę.
- Chcesz przespać swój ślub ? - tym razem spytała Sus, siadając ostrożnie na krześle. 
- No dalej wstawaj - krzyknęła Diana. Tak, zaprzyjaźniłyśmy się z nią. Odkąd jest z Zayn'em praktycznie cały czas ze sobą rozmawiamy i wszędzie chodzimy.
- Mamy tyle rzeczy do zrobienia, a tak mało czasu - westchnęły równocześnie.
- No dobra... Już wstaję...
- No to tak: ja zajmę się makijażem, Viky fryzurą, a Sus dobierze ci dodatki - powiedziała Diana, wymieniając wszystko po kolei.
- Idę wziąć prysznic - rzuciłam i ruszyłam w stronę łazienki.
- Łap to - odparła Susanne, rzucając w moją stronę białą, koronkową bieliznę. Była bardzo wyzywająca. Zrobiłam wielkie oczy.
- No co? Przyda się. Uwierz mi - zaśmiała się. Pokręciłam głową i wchodząc do pomieszczenia, zamknęłam za sobą drzwi. Zdjąwszy piżamę, weszłam do kabiny i zasunęłam jej drzwi. Chwilę potem poczułam na sobie orzeźwiające krople wody. 
           Kilkanaście minut później siedziałam na krześle, otoczona z każdej strony dziewczynami. Jedna zajmowała się make-up'em, druga robiła coś innego.
- Skończone - odparła Diana po godzinie pracy.
- Wyglądasz cudownie - powiedziała Sus, wycierając pojedynczą łzę, która zakręciła się w jej oku.
- Mogę już się zobaczyć ? - zapytałam z nadzieją w głosie.
- Nie... - rzekła stanowczo Viky i dodała, wymachując wieszakiem - Najpierw założysz sukienkę.
Na te słowa wszystkie pisnęły z zachwytu. Zaśmiałam się i pokręciłam głową z politowaniem. One to bardziej przeżywają ode mnie.
- To co gotowa? - spytała się niebieskooka.
- Jasne - uśmiechnęłam się i udałam się razem z nią do łazienki, aby ubrać strój. 
           Chwilę później stałam przed lustrem i gładziłam dłońmi materiał. Dziewczyny bardzo się postarały. Wyglądałam cudownie. Nawet nie zauważyłam, kiedy one się przebrały. Diana założyła beżową sukienkę z kołnierzykiem wyszytym koralikami i diamencikami oraz szpilki. Susanne postawiła na wygodę, bo przecież jest w 9 miesiącu ciąży. Założyła turkusową kreację i balerinki. Za to Viky ubrała beżową suknię z czarnymi elementami. Wszystkie wyglądały prześlicznie.
- Wyglądacie ślicznie - usłyszałam czyjś męski głos. Zaskoczone odwróciłyśmy na raz głowy w stronę źródła dźwięku.
- Boże... Nie strasz nas tak - powiedziała Diana, wtulając się w Zayn'a.
- Przepraszam, nie chciałem - zaśmiał się i pocałował ją w czoło. Tak słodko wyglądają razem.
- A teraz już idź - odparła dziewczyna.
- Czemu ?
- Bo tak - odpowiedziała i wytknęła język. - No już.
- No dobra... - rzekł i poszedł.
- To co, chyba wszystko gotowe - stwierdziła Viky.
- No chyba...
- A coś starego i niebieskiego ? - zapytała brunetka, wyciągając kolczyki ze swojej torebki. 
- Mojej babci - dodała i podała mi je.
- Dziękuję - powiedziałam i założyłam biżuterię.
- O kurde... To już 11:31 ?! - krzyknęła niebieskooka.
- Musimy jechać - powiedziałam. Szybko zabrałyśmy najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłyśmy z domu. Na podjeździe czekała na nas już limuzyna z ochroniarzami. Kiedy znalazłyśmy się na zewnątrz ogłuszył mnie pisk fanek. 
- Kurde... - powiedziałam pod nosem. Całe szczęście ochrona pomogła nam bezproblemowo wsiąść do auta.

Teraźniejszość 

- Powtarzajcie za mną - nakazał ksiądz. - Ja Niall Horan biorę ciebie Veronicę Johnson za żonę i ślubuję ci miłość oraz uczciwość małżeńską i że cię nie opuszczę aż do śmierci...
- Ja Niall Horan biorę ciebie Veronicę Johnson za żonę i ślubuję ci miłość oraz uczciwość małżeńską i że cię nie opuszczę aż do śmierci - odparł i założył mi na palec złotą obrączkę. 
- Teraz ty. Ja Veronica Johnson biorę ciebie Niall'a Horan'a za męża i ślubuję ci miłość oraz uczciwość małżeńską i że cię nie opuszczę aż do śmierci...
- Ja Veronica Johnson biorę ciebie Niall'a Horan'a za męża i ślubuję ci miłość oraz uczciwość małżeńską i że cię nie opuszczę aż do śmierci - powtórzyłam i uczyniłam to samo co blondyn.
- Ogłaszam was mężem i żoną. Możecie się pocałować - powiedział uśmiechnięty ksiądz. Szczęśliwi złączyliśmy nasze wargi w czułym pocałunku. W kościele rozbrzmiały brawa. Gdy oderwaliśmy się od siebie, na naszych ustach pojawił się szeroki uśmiech.                                  Kilkanaście minut później byliśmy już pod hotelem, w którym miało odbyć się wesele. Postawiliśmy na rodzinne grono, więc nie powinno być nigdzie paparazzich. Chciałabym, aby chociaż w tym dniu był spokój. Całe szczęście fanki także nie wiedzą w jakim miejscu to wszystko się obędzie.
               Wszyscy czekali już na nas w sali. Siedzieliśmy razem w przyjaciółmi przy jednym stole, a reszta usadzona była obok nas przy innych okrągłych stołach. Wystrój utrzymany był w odcieniach zieleni i beżu. Dekoracje były prześliczne. Brakowało tylko jeszcze dwóch zaproszonych gości, ale mówili, że mogą się trochę spóźnić. Zaczęłam się denerwować. Może źle zrobiłam, nie mówiąc nic przyjaciółce?
- Czas na tort - ktoś powiedział, a na salę wjechała platforma z ciastem. Wszyscy goście zebrali się w około niej. Ja z moim mężem muszę się przyzwyczaić do tego nazewnictwa wzięliśmy do ręki nóż, zaczęliśmy kroić tort na kawałki i rozdawać gościom. Z talerzami w ręku zaczęli siadać na swoje miejsca. Zostaliśmy sami z Susanne i Harry'm. Nerwowo zaczęłam rozglądać się na wszystkie strony. Byłam coraz bardziej zdenerwowana. Nawet Niall to zauważył.
- A co się stało kotku ? - spytał.
- No bo jeszcze nie dotarli rodzice Sus - powiedziałam.
- Zaprosiłaś moich rodziców?! - krzyknęła dziewczyna. Widocznie mnie usłyszała.
- Co w tym złego?
- No, bo ja... no...
- Nie powiedziałaś im o ciąży?! - unieśliśmy się wszyscy.
- No, bo... nie miałam kiedy... - odparła i spuściła wzrok.
- Cześć córcia - usłyszeliśmy znajomy głos. Sus spiorunowała mnie wzrokiem i niespokojnie przełknęła ślinę. Rodzice dziewczyny, gdy ją zobaczyli, stanęli jak słupy soli. Ich buzie otworzyły się szeroko. Już mieli coś powiedzieć, ale nie udało im się. Po prostu ich zatkało. 
- Niespodzianka - odparła brązowooka ze strachem w oczach.
- Czemu nam nic nie powiedziałaś ? - spytała mama Sus.
- No, bo... Przepraszam... - rzuciła przez łzy i pobiegła do łazienki.
- Ja do niej pójdę - powiedziałam i ruszyłam za przyjaciółką.
- Wszystko dobrze ? - zapytałam, gdy dogoniłam ją.
- Już lepiej - powiedziała, pociągając nosem. - Dlaczego ich zaprosiłaś?
- Pomyślałam, że się ucieszysz. Tak dawno ich nie widziałaś... Przepraszam...
- Nie. To ja cię powinnam przeprosić... Psuję ci wesele...
- Przestań tak mówić... Wcale go nie psujesz. Uśmiechnij się i chodź do wszystkich. Oni zrozumieją...
- A jak nie ?
- Zrozumieją. Chodź - odparłam i wyciągnęłam do niej dłoń. Złapała ją. Po czym ruszyłyśmy z powrotem na salę. Susanne postanowiła porozmawiać z rodzicami sam na sam, więc we czwórkę - tak we czwórkę, bo poszedł z nimi jeszcze Harry - udali się na zewnątrz. Ja za to usiadłam koło Niall'a i wtuliłam się w niego mocno.
- Kocham cię - powiedziałam.
- Ja ciebie też - odpowiedział i złożył na moich ustach pocałunek. 

3 godziny później

Susanne


            Spaceruję razem z Harrym po ogrodzie w świetle księżyca. Wesele trwa w najlepsze, a my po prostu postanowiliśmy odetchnąć od tego wszystkiego. Moi rodzice ciężko znieśli informację, że jestem w ciąży i to w dodatku na ostatnich nogach, jak to mówią. W dodatku tata chyba nie lubi Hazzy.
             Nagle poczułam silny ucisk w podbrzuszu. Ugięłam się pod nogami i odruchowo złapałam mocniej rękę chłopaka.
- Co się dzieje? - zapytał zdenerwowany.
- Nic... Ałć... To chyba się zaczyna...
- O boże... Dobra zachowaj spokój... Wdech, wydech, wdech wydech...
- Kurwa, jak mam zachować spokój ?! Ałaaa... - jęknęłam.
- Chodź usiądź na ławce i oddychaj głęboko, a ja dzwonię po karetkę... I rób jak ćwiczyliśmy w szkole rodzenia, okej ?
- Tak... Huhuhu... Huhu.. Ałaaaa... Pośpiesz się...
- Już jadą, kochanie wytrzymasz... Wierzę w ciebie... Wdech, wydech, wdech, wydech...
- Ałł... Huuhuuu... Aaa... Harry...
- Już są - odparł, kiedy pojazd przyjechał. Po czym lekarze zabrali mnie do pojazdu i pojechaliśmy do szpitala. W drodze kazałam chłopakowi powiadomić moich rodziców i przyjaciół.

Kilka godzin później

- Gratuluję ! Poznajcie waszą córkę - powiedział uradowany lekarz, po porodzie i podał mi dziewczynkę. 
- Jest śliczna - odparłam, gdy wzięłam małą na ręce. Uśmiechnęłam się szeroko na jej widok.
- Po mamie - zaśmiał się loczek i dodał szczęśliwy:
- Witaj na świecie Darcy.
- Darcy ? - spytałam. Kiwnął twierdząco głową. Spodobało mi się to imię.
- Piękne imię dla pięknej osóbki - rzekł i najpierw ucałował jej czółko, a później moje.
- Kocham cię - powiedziałam do chłopaka.
- Ja was też - odpowiedział, ukazując te swoje, słodkie dołeczki, które uwielbiałam. 

________________________________

W końcu udało mi się napisać ten rozdział :) 
Mam nadzieję, że się spodoba.
Chciałabym też was bardzo przeprosić, że pojawił się tak późno, ale nie miałam czasu go napisać. Wiecie szkoła...
To tyle :) Do następnego ;*
             







wtorek, 4 marca 2014

Rozdział 25

Ten rozdział chciałabym zadedykować moim przyjaciółkom :D oraz muffinprinces i jej mamie ;* Życzę miłego czytania :)
__________________________________

Harry 

        Kiedy dziewczyny pobiegły za Sus, Niall stwierdził, że pójdzie sprawdzić co się dzieje. Zostałem sam z Lou i Li.
- Słuchaj, nie chcę ci teraz wygłaszać przemowy na temat odpowiedzialności itp., bo i tak zrobisz co uznasz za stosowne, ale masz świadomość co to oznacza, jeżeli to prawda? - powiedział Daddy. Nawet na niego nie spojrzałem, patrzyłem się cały czas w stały punkt, gdzieś tam za oknem. Brunet mówił coś jeszcze, ale go już nie słuchałem. Nadal to do mnie nie docierało. Ale przecież jest szansa, że jednak Susanne nie jest w ciąży? Może to tylko zwykły po imprezowy kac? 
        Po chwili usłyszałem inne głosy. Byli to Niall i Viky.
- Veronica kazała nam tu wrócić, a ona sama postanowiła z nią pogadać, gdyż zamknęła się w łazience i nie chce nikogo wpuścić - oznajmiła kuzynka naszego przyjaciela i usiadła na krześle, biorąc do ręki paczkę żelek.
- I czego żresz te żelki ?! - uniosłem się. Nie wytrzymałem. Zbyt wiele emocji jak na jedną godzinę.
- Nie krzycz na nią ! Co ci takiego do cholery zrobiła?! Nie musisz się na niej wyżywać, za to, że tobie życie się wali - krzyknął Louis. Rzuciliśmy się na siebie. W ostatniej chwili złapał mnie swoimi silnymi ramionami Liam. Próbowałem się wyrwać, ale to nic nie dało. Lou za to był trzymany przez blondyna. Patrzyliśmy na siebie złowieszczo. Zacisnąłem mocno szczękę i już miałem coś powiedzieć, gdy usłyszałem cichy i zapłakany głos.
- Harry...
Coś we mnie pękło. To była ONA. Spojrzałem na nią. Miała całe czerwone oczy od wylanych łez. Cały tusz rozmazał się na jej twarzy. Za dziewczyną stała Veru. Zerknąłem na nią w celu potwierdzenia naszych przypuszczeń, kiwnęła głową. Nie mogłem już dłużej wytrzymać tego wszystkiego, więc wyrwałem się Daddy'iemu i wybiegłem przed dom. Kucnąłem na chodniku i schowałem głowę między kolanami. Bujałem się w tej pozycji w przód i w tył, próbując opanować wszystkie swoje myśli. Nie zwracałem uwagi nawet na przechodniów. W końcu postanowiłem nie zachowywać się jak jakiś dupek i wrócić do niej. Wstałem i wszedłem z powrotem do domu. Zamknąłem drzwi i ruszyłem w stronę schodów. Nagle przede mną stanęła Veronica.
- Har...
- Nie teraz. Gdzie ona jest?
- U siebie - odpowiedziała. Chciała coś dopowiedzieć, ale nie zdążyła, gdyż szybko wbiegłem na górę. Nie pukając wcześniej, od razu wkroczyłem do pokoju Sus. Leżała zwinięta w kulkę na łóżku, płakała. Nawet nie zauważyła, kiedy znalazłem się w tym pomieszczeniu. Nic nie mówiąc, położyłem się obok niej i przytuliłem ją. Wzdrygnęła się na ten ruch, ale nie odrzucała moich rąk. Wtuliła się we mnie jak małe dziecko w mamę. Trwaliśmy tak w długiej ciszy, przerywanej łkaniem dziewczyny. Nie mogłem dłużej pozwolić jej na płacz.
- Nie płacz, wszystko będzie dobrze - powiedziałem i pocałowałem ją w czoło.
- Nic nie będzie dobrze... Myśl, że TO COŚ jest we mnie, jest przerażająca...
- TO COŚ to owoc naszej miłości Sus. TO COŚ to nasze dziecko, które będziemy kochać całym sercem i wychowamy je na dobrego człowieka.
- Ale...
- Żadnego ale. Wszystko się jakoś ułoży.
- A jak nie damy rady...
- Damy. Razem możemy więcej - mówiąc to złączyłem nasze ręce, po czym pocałowałem ją. 
- Kocham cię - powiedziała i uśmiechnęła się.
- I w końcu się uśmiechnęłaś - zaśmiałem się. - Ja ciebie też kocham.
Szczęśliwi zeszliśmy na dół. Nasz śmich rozchodził się po całym domu. Kiedy dotarliśmy do salonu, wszyscy siedzieli z grobowymi minami. Od razu uśmiechy zeszły nam z ust.
- Co się stało? - zapytała Susanne.
- Wyjeżdżam...
- Ale jak to wyjeżdżasz? - spytałem się Viky, nie rozumiejąc tego zbytnio.
- Właśnie dzwonili do mnie ze studiów i okazało się, że dostałam stypendium w USA. Pojutrze mam samolot do Nowego York'u  - powiedziała, uroniwszy pojedynczą łzę. Wszyscy zrobiliśmy jednego, wielkiego misia. Czemu jak coś się naprawi, to znowu coś musi się spierdolić? 

3 miesiące później

Veronica

      Od wyjazdu kuzynki Irlandczyka minęło już kilkanaście tygodni. Prawie co dziennie rozmawiamy wszyscy razem na Skype. Viky opowiada nam jak to jest w Stanach i jak bardzo za nami tęskni. Z resztą my tak samo. Wszystko wtedy działo się tak szybko. Najgorsze było pożegnanie na lotnisku. 


***

     Jesteśmy już w drodze na lotnisko. Tak. Dzisiaj Viky wylatuje do Nowego York'u. 
- A może jednak nie pojadę? - zawahała się, gdy przekroczyliśmy wejście budynku. 
- Przestań tak mówić. No już. Idziemy - powiedział Liam, mimo tego, że tak jak my nie chciał, aby dziewczyna wyjeżdżała. Oczywiście wszędzie roiło się od fanek i paparazzich. Całe szczęście pomyśleliśmy o tym wcześniej i załatwiliśmy kilku ochroniarzy. 
         Kiedy bezpiecznie dotarliśmy do środka, stanęliśmy w jakimś odrębnym miejscu, aby zachować chwilę prywatności.
- To chyba czas się pożegnać... - powiedziała smutno niebieskooka.
- Będziemy tęsknić - powiedział Zayn, przytulając ją do siebie. Kolejno żegnali się Zayn, Liam, Harry, Susanne, Louis, ja i Niall.
- Tylko uważaj mi tam na tych wszystkich facetów - zaśmiał się Niallerek, machając ostrzegawczo palcem.
- Wiesz jest taki jeden, poznałam go w necie i będzie czekał na mnie na lotnisku. Wiesz później jedziemy razem na jakąś kolację może imprezkę, a potem do hotelu i... - tutaj się zatrzymała. Mina Irlandczyka była bezcenna. Ledwo powstrzymywałam już śmiech. - i to taki mały żarcik.
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Prawie wszyscy, bo blondyn nie ogarniał o co chodzi. W końcu i on dołączył do naszego śmiechu. Nagle usłyszeliśmy komunikat :
" Pasażerowie lotu nr 243 z Londynu do Nowego Yorku proszeni są do odprawy ".
- Już czas...
Kiedy uroniła łzę, podszedł do nie Lou i przytulił mocno.
- Nie wyjeżdżaj, proszę... - powiedział cicho.
- Muszę iść Lou...
- Proszę...
Nie odpowiedziała nic. Oderwała się od chłopaka, złapała za rączkę swojej walizki. Po czym ostatni raz spojrzała na nas i ruszyła w stronę odprawy. Kiedy była już za barierkami, odwróciła się do nas ostatni raz. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i zniknęła z naszego pola widzenia.

***

        Z dziewczyną zobaczymy się dopiero za miesiąc. Musimy to jakoś wytrzymać. Osobiście nie mogę się już doczekać jej przyjazdu. Kiedy wyjechała zrobiło się tak jakoś dziwnie pusto.
         Stoję teraz przed lustrem ubrana w czarną sukienkę mini i szpilki.  Niall zaprosił mnie na kolację. 
- Jak myślisz nie wyglądam zbyt wyzywająco ? - spytałam się Susanne. Nie usłyszałam odpowiedzi. Odwróciłam się w jej stronę.
- Sus ?
- A, tak. Coś mówiłaś? - powiedziała z pełną buzią. Ostatnio je za czterech. Nawet Niallerek tyle nie zjada. No, ale w końcu ciąża ma swoje wybryki. - Przepraszam, ale to jest takie pyszne...
Zaśmiałam się tylko i znów spojrzałam w swoje odbicie. Przejechałam tuszem ostatni raz rzęsy i stwierdziłam, że jestem już gotowa. Wzięłam do ręki torebkę i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Po czym razem z przyjaciółką zeszłyśmy na dół do salonu. Nagle pojawił się Harry.
- Co ja ci mówiłem skarbie? Miałaś sama nigdzie się nie ruszać, a tym bardziej schodzić ze schodów. Jeszcze coś by ci się stało i... - zaczął swoje wywody. Jednak dalej go już nie słuchałam. Pokręciłam głową, śmiejąc się. Odkąd okazało się, że dziewczyna jest w ciąży loczek wszędzie za nią chodzi i na nic jej nie pozwala. Czasami to wkurzające, ale widać, że się stara.
       W przedpokoju czekał na mnie już Niall, ubrany w garnitur. 
- Ślicznie wyglądasz - powiedział i czule mnie pocałował.
- Ty też niczego sobie - zaśmialiśmy się.
- To co idziemy? - zapytał.
- Jasne - odparłam. Blondyn pomógł mi założyć płaszcz. Po czym wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do czarnego Range Rovera należącego do chłopaka. Całe szczęście w centrum nie było korków, więc na miejsce dotarliśmy już po jakiś 15 minutach. W restauracji zostaliśmy przyprowadzeni przez właściciela do własnego stolika, który był pięknie przystrojony. Jak na dżentelmena przystało Niall odsunął mi krzesło, abym mogła usiąść. Po czym sam zajął swoje miejsce naprzeciwko. Najpierw kelner przyniósł nam przystawki, a potem danie główne. Całą kolację rozmawialiśmy i śmialiśmy się. 
- A pamiętasz jak Louis zjadł żelki Viky i jak się potem ganiali po całym domu ? - zapytałam przez śmiech.
- Hahaha... I wtedy Lou krzyczał, żebym zabrał od niego tą dzikuskę - zaśmiał się chłopak.
- Hahaha... Już nie mogę się doczekać przyjazdu twojej kuzynki - odparłam.
- Ja też - powiedział i dodał. - Mam nadzieję, że ci smakuje.
- Tak, jest przepyszne - rzekłam i uśmiechnęłam się szeroko. Kiedy zabrali nam nasze talerze nastała cisza. Nagle Niall wstał i uklęknął przede mną. Byłam bardzo zaskoczona.
- Jesteś moim księżycem i słońcem na niebie. Najjaśniejszą gwiazdą, która błyszczy co noc. Jesteś moim tlenem, bez którego nie mogę żyć. Jesteś dla mnie wszystkim. Kochałem cię, kocham cię i kochać cię będę aż do końca moich dni. Veronico Johnson, czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie? - powiedział z błyskiem w oku. Nie mogłam w to uwierzyć. Czy to się dzieje na prawdę? 
- Oczywiście, że tak - odpowiedziałam i rzuciłam się w jego ramiona. Pocałowaliśmy się czule. Gdy oderwaliśmy się od siebie, chłopak włożył mi na palec pierścionek. Po czym przytuliliśmy się i znów złączyliśmy wargi.
- Kocham cię - powiedziałam.
- Ja ciebie bardziej - odparł niebieskooki i ponownie wpił się w moje usta. Byłam teraz chyba najszczęśliwszą kobietą na świecie. 
          Godzinę później byliśmy już pod naszym domem. Trzymając się za ręce weszliśmy do środka. Wszyscy, no prawie wszyscy siedzieli w salonie i oglądali jakieś filmy. Postanowiliśmy im nie przeszkadzać. Weszliśmy schodami na górę. Nagle Niall zaczął składać mokre pocałunki na moim karku oraz szyi. Obróciłam się przodem do niego i złączyłam nasze wargi. Szliśmy tak korytarzem, nie odrywając się od siebie. W końcu doszliśmy do odpowiedniego pokoju. Przy najmniej tak mi się wydawało. Nacisnęłam klamkę. Po czym popchnęłam nogą drzwi. Usłyszałam dziwne odgłosy oraz trzeszczące łóżko, więc oderwałam się od chłopaka w celu sprawdzenia co się dzieje. Jak się okazało wtargnęliśmy nie dość, że nie do swojego pokoju, to jeszcze w nieodpowiedniej sytuacji.
- Yyy... Przepraszamy - powiedział speszony Nialler do Zayn'a i Diany, którzy najwyraźniej zorientowali się, że nie są sami. Dziewczyna zrobiła się cała czerwona i schowała się szczelnie pod kołdrą. Stałam tam zdezorientowana jak słup soli. Momentalnie poczułam czyjąś rękę na moim nadgarstku, a później pociągnięcie. Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się w sypialni chłopaka. 
- Wszystko w porządku ? - zapytał z troskę w głosie.
- Tak - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko. 
- Pójdę pod prysznic - odparłam po chwili. Pocałowałam blondyna i udałam się do łazienki. 
        Odświeżona wróciłam do pokoju. Mój narzeczony Dziwnie brzmi c'nie? leżał w samych bokserkach na łóżku. Położyłam się obok niego, naciągnęłam na siebie kołdrę i wtuliłam się w nagi tors Niall'a. 
- O czym myślisz misiu ? - zapytał.
- O nas i o naszych przyszłych dzieciach, wnukach...
- Nie rozpędzaj się tak - zaśmiał się. - Żyjmy chwilą...
- Wiesz, że cię kocham ? - spytał, po krótkiej ciszy.
- Powtarzałeś już to wiele razy - uśmiechnęłam się szeroko i odparłam. - Ja ciebie także.
Po czym pocałowałam go, odwzajemnił pocałunek.
- Śpij dobrze - powiedział, całując mnie delikatnie w czoło. Lubiłam jak tak robił. Czułam się wtedy taka bezpieczna. 
- Ty też - odpowiedziałam i już po chwili odpłynęłam do odległej krainy Morfeusza.