poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 18

Niall

     Po obiedzie w restauracji razem z rodzicami Susanne udaliśmy się do jej starego domu. Przyznam, że świetnie się z nimi dogadywaliśmy. Tylko martwiła mnie trochę Veronica. Cały czas była taka jakaś nie obecna, jakby zmartwiona. Mam nadzieję, że nic się nie stało.
     Gdy dotarliśmy już na miejsce wysiedliśmy razem z chłopakami i Veru z naszego vana, a Sus razem ze swoimi rodzicami z ich samochodu. Dom był dość duży, w kolorze bieli połączonej z ciemnymi dachówkami, które nadawały całości kontrastu. Obok domu znajdował się ogród z grządką kwiatów, hamakiem, trampoliną i wymurowanym grillem. Kiedy weszliśmy do środka budynku znaleźliśmy się w holu, który prowadził do salonu. Pokój naszej przyjaciółki znajdował się na piętrze, tak samo jak pokoje gościnne, więc się tam udaliśmy. 
- No, więc tak pokoje gościnne są dwa, więc podzielcie się jakoś między sobą. Od razu mówię, że Veronica śpi u mnie, a wy róbcie co chcecie - oznajmiła Susanne, po czym zniknęła za drzwiami swojego pokoju razem z Veronicą.
- To może tak: Ja i Niall w jednym, a Harry, Zayn i Lou w drugim - zaproponował Liam.
- Mi to pasi - odpowiedział Zayn i Lou.
- Mi też - tym razem ja z Harrym.
- No to skoro wszyscy szczęśliwi to załatwione.
Weszliśmy do "naszego" pokoju i zostawiliśmy tam swoje rzeczy.

Kilka godzin później - Veronica

        Jest już około 20, więc jest już ciemno. Jak zwykle o tej porze roku w Polsce. Siedzimy teraz wszyscy w ogrodzie przy ognisku. Niall gra na gitarze, a my śpiewamy, śmiejemy się i wygłupiamy. Wspominamy też dawne czasy. Chłopcy opowiadają nam o X-factorze i drodze, którą musieli przejść, żeby zajść tak daleko. Rozmarzyłam się o tym. A gdyby to mi się by wydarzyło? Gdybym to ja stała się sławna? Czy woda sodowa uderzyłaby mi do głowy cze może nie? Czy dałabym sobie radę z tym wszystkim? Nie umiem odpowiedzieć sobie na te pytania. Chłopacy pozostali tymi samymi nastolatkami co kiedyś. Nadal świetnie się bawią i kochają to co robią. Jest to dla nich czystą przyjemnością. Nagle z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos Louisa.
- Może zagramy w butelkę ? - zaproponował z pełnym entuzjazmem.
- Ok - odpowiedzieli wszyscy chórem, oprócz mnie.
- A ty Veru, grasz z nami? - zapytał się mnie Zayn.
- Jasne - powiedziałam po chwili.
- To ja idę po jakąś butelkę - oznajmiła Sus i chwilę później zniknęła za drzwiami domu. 
         Zrobiło mi się trochę zimno, bo w końcu jest październik, więc postanowiłam wtulić się w Liam'a. Ten nawet na to nie zareagował, tylko tępo wpatrywał się w ekran swojego telefonu. Odsunęłam się więc od niego. Ostatnio między nami coś się stało, a ja nawet nie wiem o co mu chodzi. Znowu się zamyśliłam. Tym razem wyrwał mnie z transu czuły głos Niall'a:
- Coś się stało ? 
- Nie, nic. Wszystko jest ok - skłamałam. Nie chciałam tego robić, ale musiałam. Sama nie wiedziałam, co się stało. Bo przecież Liam się tak nigdy nie zachowywał. Już nie jest tak jak dawniej. Oddaliliśmy się ostatnio od siebie i to bardzo. Muszę z nim o tym pogadać, ale nie teraz i nie w tym miejscu. 
          Sekundę później wróciła już Sus z butelką w ręku.
- To ja kręcę pierwszy, bo jestem najstarszy - krzyknął uradowany Lou. Po czym zakręcił. Wypadło na Harry'ego.
- Wyzwanie - powiedział loczek, na co brunet uśmiechnął się szyderczo. Czy mówiłam już kiedyś, że boję się tego jego uśmieszku? Nie. To teraz już wicie.
- Pocałuj Susanne w usta i to nie ma być jakiś tam zwykły pocałunek, tylko FRANCUSKI pocałunek - za akcentował przed ostatnie słowo.
- Co?! Nie!!! Ja się nie zgadzam!!! - wręcz krzyknęła na pół miasta brązowooka, jednocześnie podnosząc się ze swojego miejsca.
- Kochanie, to nie boli. Chodź tu do mnie - powiedział loczek, wyciągając ręce przed siebie, w celu złapania dziewczyny.
- Po moim trupie - rzuciła Sus i zaczęła uciekać. Hazza gonił ją po całym ogrodzie, co wyglądało przezabawnie. Wszyscy się z nich śmialiśmy. Kiedy loczek złapał w końcu Sus, przewrócili się oboje ( Harry leżał na brązowookiej ), a on wpił się w jej usta z zachłannością. Dziewczyna odwzajemniła pocałunek, co bardzo mnie zdziwiło. Gdy się od siebie oderwali krzyknęliśmy razem wielkie "Uuu ! ". 

Susanne

       Kiedy Harry wpił się w moje usta poczułam się jakbym co najmniej wygrała milion w lotto. Wiem. Dziwnie to brzmi, ale właśnie się tak czułam. Byłabym idiotkę, gdybym tego nie odwzajemniła, więc zrobiłam to i cholernie mi się to podobało. Kiedy się od siebie odsunęliśmy usłyszałam głośne "uuu!". Od razu pojawił się na mojej twarzy szeroki uśmiech i rumieniec. Nie świadomie przygryzłam też dolną wargę.
- Może byś tak ze mnie zszedł ? - zapytałam.
- Co sobie życzysz tygrysku - odpowiedział z uśmiechem i już po chwili siedziałam na swoim wcześniejszym miejscu. Nie powiem to jak mnie nazywał podniecało mnie podobało mi się.
        Teraz butelką kręcił Hazza. Wypadło na Zayn'a. Gdy on kręcił wypadło na Liam'a, a później kolejno na Veru, Niall'a, Lou i (nie)stety mnie. Już się boję tego co on wymyśli. Przełknęłam głośno ślinę i powiedziałam:
- Wyzwanie.
- Wyzwanie powiadasz? Hmm... - zamyślił się i po chwili oznajmił. - Pocałuj wszystkie cztery sutki Harry'ego teraz.
- Co ?!
- No to, a jeśli ci się nie podoba to możesz ściągnąć swoją koszulkę i siedzieć w samym staniku.
- No ok - odpowiedziałam lekko zdenerwowana, ale w końcu nie ma się czego bać. To tylko cztery pocałunki.
- A i zapomniałem o najważniejszym musisz je przez 5 sekund ssać.
- Co ?! 
Teraz to już mam się czego bać - pomyślałam i znowu głośno przełknęłam ślinę. 
- No chodź misiu do mnie - powiedział Harry, ściągając koszulkę. Znów przełknęłam głośno ślinę i klęknęłam przed nim, po czym zaczęłam wykonywać swoje zadanie. Podczas niego z ust Harry'ego wydobywały się przeróżne jęki. Czy ja właśnie doprowadzam go do orgazmu ? Kiedy skończyłam jak najszybciej wróciłam na swoje miejsce i skierowałam wzrok w ziemię.
          Później graliśmy jeszcze jakieś pół godziny. Kiedy zabawa nam się już znudziła postanowiliśmy posiedzieć jeszcze trochę przy ognisku.

Veronica

- Veru, a dlaczego nie pojedziemy odwiedzić twoich rodziców? - palnął nagle Lou, a wszyscy zwrócili wzrok na mnie, nawet Liam. We mnie coś pękło. Momentalnie moje oczy przeszkliły się łzami. Na samą myśl o tych wydarzeniach miałam ochotę się rozpłakać jak małe dziecko, które nie dostało lizaka. Susanne widząc mnie w tym stanie podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła. Byłam jej bardzo wdzięczna za to. Chłopacy kompletnie nie wiedzieli jak mają się teraz zachować. Parę chwil później wszyscy robiliśmy jednego wielkiego misia. Kiedy się ode mnie oderwali Lou powiedział ciche "Przepraszam".
- Nie, nie przepraszaj. Nie wiedziałeś, wy wszyscy nie wiecie - powiedziałam przez łzy, które zlatywały po mojej twarzy teraz ciurkiem. Moja przyjaciółka nadal mnie przytulała.
- Jeżeli nie chcesz teraz o tym opowiadać, to nie musisz - odparł Zayn.
- Nie. Chcę wam wszystko powiedzieć teraz. Nie chcę was oszukiwać ani odkładać tego na później - powiedziałam szybko, a oni pokiwali głowami.
- To było prawie rok temu. Był dokładnie 21 grudnia - trzy dni do Wigilii. Akurat w tym roku mieliśmy jechać na święta do cioci. Pamiętam, że wtedy strasznie się pokłóciłam z rodzicami i wybiegłam z domu, trzaskając drzwiami. Po czym pobiegłam do domu Sus, gdyż zawsze po różnych kłótniach to właśnie ona umiała mnie pocieszyć - tutaj zrobiłam pauzę i uśmiechnęłam się lekko do mojej przyjaciółki. - Rodzice znali mnie na wylot, więc wiedzieli, gdzie mnie szukać. Przypuszczam, że od razu zadzwonili do mamy Susanne, a gdy ta powiedziała im, że jestem u przyjaciółki wsiedli w samochód i pojechali po mnie. - Tutaj znowu stanęłam i wzięłam głęboki oddech. - I wtedy mój telefon zaczął dzwonić. Nie pewnie odebrałam. Jakaś kobieta mi się przedstawiła i zapytała się mnie, czy to ja jestem Veronica. Potem usłyszałam te słowa " Twoi rodzice mieli wypadek samochodowy. Zginęli na miejscu ". Kiedy to powiedziała telefon wypadł mi z ręki, a ja załamałam się i przez kolejne miesiące popadłam w depresję. Nie wychodziłam z domu, nie spotykałam się z nikim. Cały czas obwiniałam siebie za to co się wydarzyło, bo w końcu to ja się z nimi pokłóciłam i to prze ze mnie wyjechali wtedy samochodem - głos mi się załamywał, a gdy wypowiedziałam ostatnie słowo 

sobota, 28 grudnia 2013

Sprostowanie :)

Przepraszam was za to zamieszanie, ale nie dam razy dodać rozdziału w ten weekend. Powodem jest brak czasu. Przepraszam, ale za to rozdział pojawi się na pewno w Sylwestra 31.12.13r. Jeżeli chcecie być na bieżąco z datami pojawienia się kolejnych rozdziałów to na pasku gadżetów macie wszystko dokładnie napisane :) To tyle :) Buziaczki :**

czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział 17

Rozdział wyjątkowo dzisiaj :) To taki mały prezent ode mnie dla was na święta :) Ale nie martwcie się kolejny rozdział pojawi się już w sobotę lub niedzielę :) Miłego czytania ;*
________________________________________

Susanne

        Obudziłam się dość wcześnie rano, a dokładnie o 6:52. W całym apartamencie hotelowym było cicho. Widać tylko ja nie mogę już spać. Wczorajsze wydarzenia dały mi dużo do myślenia w nocy, więc praktycznie nie zmrużyłam oka. No, ale cóż mówi się trudno. 
        Jeszcze dzisiaj jedziemy wszyscy razem odwiedzić moich rodziców. Tak bardzo się za nimi stęskniłam. Już nie mogę się doczekać, aż ich w końcu zobaczę. Ostatnio widzieliśmy się jakiś rok temu, bo wtedy wyjechałyśmy z Veronicą do Londynu. Powodów wyjazdu było kilka. Pierwszym było to, że chciałyśmy coś osiągnąć w życiu, być kimś ważnym. To nam się udało. Przy najmniej tak mi się wydaje. Drugim powodem było to, żeby Veru oderwała się od prawdziwej rzeczywistości i zapomniała o wydarzeniach z przeszłości. 
      Postanowiłam wstać z łóżka i uszykować się na to spotkanie. Otworzyłam swoją walizkę i zaczęłam poszukiwać odpowiedniego stroju. Jak to w Polsce w październiku jest w miarę ciepło, ale nie aż tak, żeby chodzić w krótkim rękawku i sandałach. Po dłuższym poszukiwaniu zdecydowałam się na sukienkę. Dobrałam do tego kilka dodatków. Myślę, że będę wyglądać w tym przyzwoicie. Przyszykowane ubrania ułożyłam na jednym z foteli, znajdujących się w moim pokoju. Spojrzałam na zegarek była już 7:49. Udałam się więc do kuchni. Miałam wielką nadzieję, żeby go tam nie spotkać. Całe szczęście nikogo tam nie było. Otworzyłam lodówkę, napiłam się soku pomarańczowego i zrobiłam sobie tosty. Kiedy skończyłam jeść wszyscy jeszcze spali. Widać musieli pójść wczoraj późno spać. Tym lepiej dla mnie. Poszłam do swojego pokoju, wzięłam rzeczy z fotela i weszłam do łazienki. Tam wzięłam relaksującą kąpiel, po czym ubrałam się, uczesałam i zrobiłam lekki make up.  
       Było słychać już głosy chłopaków z salonu, co oznaczało, że już nie śpią. Mam tylko nadzieję, że nikt nie wie co wczoraj zaszło między mną a Harrym, ale znając życie ktoś nas pewnie podglądał. (Nie)stety takie uroki mieszkania z piątką chłopaków. Ale przecież nie mogę tutaj przesiedzieć całego dnia. Mam dwa wyjścia albo przemknę się jakoś do pokoju Veronicy albo będę udawać, że nic się nie stało. Dobra, wybieram tą pierwszą opcję. Napisałam jeszcze do niej sms z pytaniem, czy jest u siebie, po czym dyskretnie przemknęłam się przez korytarz i już sekundę później byłam w pokoju mojej przyjaciółki. Siedziała przy toaletce i malowała usta błyszczykiem. Kiedy mnie zobaczyła od razu oderwała się od ostatniej czynności. Przyznam, że wyglądała zjawiskowo w tej sukience. 
- To mów, czemu wymknęłaś się ze swojego pokoju - zaśmiała się.
- Serio chcesz wiedzieć ? - zapytałam z nutką nadziei.
- Nie, na niby. No jasne, że chcę. Gadaj.
- No ok. Więc tak... - zaczęłam opowiadać jej wczorajszą sytuację z Harrym. - ... i ja zwiałam stamtąd.
- Co dlaczego?!
- No bo....
- Przestań! Mogli byście być ładną parą, gdybyś mu się oddała!
- A może tego nie chcę! 
- Chcesz, ja to widzę ! - powiedziała z tym swoim uśmieszkiem.
- NIE! 
- TAK!
- NIE ! - krzyknęłam na cały głos i w tej właśnie chwili otworzyły się drzwi, a w nich stanął Louis.
- Co nie ? - zapytał się machając zabawnie brwiami.
- No... E... - zaczęłam się jąkać.
- Ona po prostu nie chce się przespać z Harrym - powiedziała prosto z mostu Veru, a ja skarciłam ją zabójczym wzrokiem. Szkoda, że nie można tak zabijać ludzi. Pewnie już dawno by nie żyła.
- Pomóc ? 
Nie, proszę nie kiwaj głową. Nieeee... Kiwnęła. Teraz to ona na serio już nie żyje.
- Harry, Harry chodź na chwilę - krzyczał Lou. Nieee, nie przychodź tu.
- Już idę - usłyszałam JEGO głos.
- Ja spadam - rzuciłam szybko. Niestety Veru była szybsza i chwyciła mnie za nadgarstek.
- Nidzie nie idziesz - rozkazała, a ja tylko wywróciłam oczami i szybko zaczęłam się zastanawiać co zrobić. Wiem. Postanowiłam schować się pod łóżko. Wykorzystując chwilę nie uwagi mojej przyjaciółki, która podeszła właśnie do drzwi, rzuciłam się na podłogę i wturlałam pod łóżko.
- To, gdzie ona jest - usłyszałam głos Hazzy. Oby mnie nie znaleźli, oby mnie nie znaleźli. Ktoś coś szeptał. Niestety nie usłyszałam co mówił i kto. Chwilę potem poczułam JEGO perfumy gdzieś blisko. Spojrzałam w bok. Było widać czyjeś buty, chyba Lou. Postanowiłam po cichu przesunąć się trochę w przeciwną stronę. Nagle wpadłam na coś. Momentalnie obróciłam się w tą stronę. Nie wpadłam na coś, lecz na KOGOŚ. 
- Tęskniłaś ? - zapytał Harry, a ja szybko wygramoliłam się spod łóżka. Pośpiesznie wstałam i już miałam wybiec z pokoju, ale (nie)stety złapał mnie z nadgarstek.
- Gdzie uciekasz ? - powiedział z tą swoją seksowną chrypką, przyciągając mnie do siebie. Teraz nasze twarze dzieliły dosłownie milimetry. Czułam jego oddech na moich wargach.
- E... Ja nie uciekam - odpowiedziałam.
- Skoro już nie uciekasz, to może dokończymy to z wczoraj ? - zapytał, a ja od razu zarumieniłam się.
- Mówiłem ci już, że pięknie się rumienisz ? - usłyszałam jego głos w okolicach mojego prawego ucha. Ja na to zrobiłam się bardziej czerwona i przygryzłam delikatnie dolną wargę. Dlaczego on tak na mnie działa?
- Yyy... Nie? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. - A teraz mógłbyś mnie puścić ? 
Wspomniałam, że trzymał mnie w swoim żelaznym uścisku.Nie ? To teraz już wiecie.
- Niech pomyślę... Nie - odpowiedział stanowczo i przywarł mnie do ściany. - Co by tu z tobą teraz zrobić? Hmm...
- Może mnie puścić?
- Ta opcja odpada - odpowiedział z uśmieszkiem, po czym wpił się mocno w moje usta. Początkowo byłam bardzo zaskoczona, ale z każdą kolejną minutą było to bardziej przyjemne uczucie. Postanowiłam odwzajemnić pocałunek, który był za razem namiętny, ostry i delikatny. Nasze języki walczyły teraz o dominację. Poczułam też dużą, męską dłoń jeżdżącą po moim lewym udzie i pnącą się ku górze coraz wyżej. Odruchowo podniosłam lewą nogę, jednocześnie oplatając ją wokół jego biodra. Hazza bardziej przycisnął mnie do siebie, powodując to, że teraz obie moje nogi oplatały go. Pocałunki stawały się coraz to bardziej namiętne. Jeszcze nigdy nie całowałam się z nikim z taką zachłannością jak teraz. Kilka sekund później znaleźliśmy się na łóżku nie przerywając poprzedniej czynności. Po chwili ręce Hazzy zaczęły borykać się z zamkiem mojej sukienki. Kiedy w końcu mu się udało ją zemnie ściągnąć rzucił ją gdzieś w kąt i zaczął całować mój dekolt. Ja za to oplotłam go nogami i włożyłam ręce w jego bujne loki. W momencie kiedy wydobył się jęk z moich ust drzwi od pokoju otworzyły się i stanął w nich Niall z paczką żelek w ręce. Zupełnie się nie przejął, tylko zaczął mówić.
- Sorry, ze wam przerywam, ale Liam kazał wam powiedzieć, że za jakieś 5 minut pod hotel podjedzie nasz kierowca vanem, bo mamy jechać do rodziców Sus. To chyba tyle - oznajmił i wyszedł.
- Nie no w takim momencie. Serio ? 
Czy ja to powiedziałam na głos? Upss...
- Aż tak ci się podobało ? - zaśmiał się Harry, ja nic nie odpowiedziałam, tylko się zaczerwieniłam.
- Nie martw się, dokończymy to później - dodał, po czym zszedł ze mnie i wyszedł. Kurwa, co to miało być ? Czy ja właśnie przed chwilą prawie się z nim przespałam? Tak I w dodatku to mi się bardzo podobała. Nie. Co ja gadam. Nie. To mi się nie może podobać. Nie może ! Kiedy w końcu ogarnęłam swoje myśli wstałam, znalazłam moją sukienkę i ubrałam ją z powrotem na siebie. Przejrzałam się w lustrze i trochę poprawiłam włosy. Po czym wyszłam z pokoju mojej przyjaciółki. Wszyscy stali już w salonie i czekali na mnie. Rzuciłam szybkie " Już idę, tylko wezmę jeszcze swoją torebkę" i weszłam do swojego pokoju, zabrałam swoje rzeczy i ponownie wróciłam do salonu.
- Wszyscy wszystko mają? - spytał się Daddy.
- Tak - odpowiedzieliśmy chórem, na co ten kiwnął głową na znak, ze mamy już wychodzić. Przed drzwiami od naszego apartamentu stało trzech ochroniarzy. No tak, przecież przed hotelem będzie pewnie masa fotoreporterów i fanek. Całą drogę na dół starałam się omijać kontakt wzrokowy ze Styles'em. Niestety na marne, gdyż ten cały czas się na mnie gapił. To się robi trochę wkurzające. Przed hotelem chłopacy oczywiście rozdali kilka autografów i zrobili sobie kilka zdjęć z fankami. Kilkanaście minut później znaleźliśmy się już w końcu w samochodzie. (Nie)stety musiałam usiąść obok Hazzy. W dodatku byliśmy bardzo ściśnięci. Coś czuję, że ta podróż będzie bardzo, bardzo, bardzo długa.

Kilkanaście godzin później 

       Podczas podróży Hazza cały czas pożerał mnie wzrokiem. Kilkakrotnie kładł też swoją dłoń na moje lewe udo. Ja oczywiście od razu je zwalałam. Nie miałam już siły na tą jego grę, a szczególnie teraz, kiedy jesteśmy już na miejscu. Teraz liczyli się tylko dla mnie moi rodzice i Veronica.

Veronica

     Znowu tu jestem. Tyle wspomnień. I tych dobrych i tych złych. Chłopacy nic nie wiedzą. Ale pewnie będą chcieli wyjaśnień, a ja się tego boję. Nie chcę wracać do przeszłości.
    Kiedy van zaparkował na parkingu restauracji, w której umówiliśmy się z rodzicami Sus wszyscy pośpiesznie z niego wysiedliśmy. Przyjaciółka od razu podeszła do mnie, przytuliła i tak ruszyłyśmy w stronę wejścia. Gestem ręki wskazaliśmy chłopakom, aby szli za nami. Gdy weszliśmy do środka oddaliśmy swoje kurtki i płaszcze do szatni, po czym udaliśmy się do stolika, przy którym już na nas czekała dwójka dorosłych. Kiedy nas zauważyli wstali i przytulili nas.
- Zuzia, jak ty urosłaś - mówiła jej mama.
- Chodź tu szkrabie - powiedział żartobliwie jej tata. Oczywiście chłopacy nic nie rozumieli, więc tłumaczyłam im wszystko. Potem przyszła kolej na wyściskanie mnie. 
- To jest Harry, Louis, Liam, Zayn i Niall - przedstawiłam ich kolejno. Oni uśmiechnęli się szeroko.
- To jest Anna - moja mama, a to jest Julian - mój tata - powiedziała do nich Sus po angielsku. 
- Good morning - powiedzieli jednocześnie. To tak słodko zabrzmiało w ich wykonaniu, w takiej sytuacji. Po przedstawieniu się usiedliśmy wszyscy razem do stolika. Rozmawialiśmy już całą kolację po angielsku, a przy najmniej rodzice mojej przyjaciółki się starali.

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 16

Susanne

     Czemu tyle wypiłam? Ja się pytam czemu. Głowa mi pęka, nie mówiąc już o tym jak okropnie się czuję. Po prostu umieram. Nawet nie pamiętam jak znalazłam się w swoim pokoju, ale to mniej ważna rzecz. Tylko proszę bądź ubrana, bądź ubrana - powtarzałam w głowie i z wielkim bólem zajrzałam pod kołdrę w celu sprawdzenia, czy mam coś na sobie. Całe szczęście miałam moją czarną, koronkową bieliznę. Nie zbyt wiele, ale zawsze coś. Przy najmniej nie obudziłam się w jednym łóżku z Harrym i w dodatku cała naga.
     Nagle usłyszałam otwierające się drzwi od mojego pokoju. Pod wpływem hałasu, który wywoływały skrzywiłam się. Sekundę później stanął przede mną Styles.
- To dla ciebie na polepszenie - powiedział, wskazując na szklankę z czymś, którą trzymał w ręce. - Pij do dna.
- Skoro ma mi pomóc - rzuciłam i wzięłam to od niego, po czym za jednym tchem wypiłam całą zawartość. W smaku było dosyć znośne. Dałam z powrotem szklankę chłopakowi i wstałam z łóżka, udając się w stronę łazienki, aby wziąć orzeźwiający prysznic. On nadal stał w tym samym miejscu i gapił się na mnie.
- O co ci chodzi? - rzuciłam, a ten tak jakby wyszedł z transu pokręcił głową.
- Zamyśliłem się.
- Ta, a ja jestem królową Anglii. Mów o co ci chodzi-odparłam. Ten nadal nic nie mówił. Tylko gapił się na mnie i pożerał wzrokiem. Dopiero po chwili zorientowałam się, że jestem w samej bieliźnie. Kurwa, nie no Sus ty zawsze musisz być taką idiotką? -pomyślałam i szybko rzuciłam się na łóżko, przykrywając szybko kołdrą swoje ciało. Nie był to zbyt dobry pomysł, gdyż od razu zakręciło mi się strasznie w głowie i zrobiło nie dobrze. Owinęłam się pościelą i pobiegłam czym prędzej do łazienki. Zwracając ostatnie resztki z mojego żołądka poczułam jak ktoś łapie moje włosy i przytrzymuje je, aby nie wpadały mi do buzi. To był ON. Poznałabym jego boskie perfumy wszędzie. Kiedy zrobiło mi się już lepiej spuściłam wodę, a Harry puścił moje włosy swobodnie. Podeszłam do zlewu w celu umycia i wypłukania buzi. Oparłam się rękoma o umywalkę i wciągnęłam pomału powietrze nosem.
- Jak się czujesz ? - zapytał troskliwie chłopak.
- Już lepiej - odpowiedziałam i odkręciłam kurek, po czym przemyłam usta. Nagle poczułam czyjeś wargi, które składały pojedyncze pocałunki na mojej szyi. Nie powiem było to przyjemne uczucie. Obróciłam się przodem do niego i odchyliłam głowę w bok dając mu dzięki temu większą powierzchnię do popisu. Harry szeroko się uśmiechnął i wrócił do poprzedniej czynności, ale tym razem schodził swoim językiem niżej. Zatrzymał się na wysokości pępka i malował kółka dookoła niego. Styles widząc, że mi się to podoba zszedł niżej i teraz znajdował się na moim lewym udzie pieszcząc je w środkowej części. Poczułam przyjemne kłucie tam na dole. Co ty wyprawiasz ? - odezwał się nagle głos w mojej głowie. Nie myśląc odepchnęłam go i szybko uciekłam do pokoju, zamykając się tam szczelnie na klucz. Po czym zsunęłam się po drzwiach i zakryłam twarz w dłoniach. 

Harry

    Kiedy brązowooka wybiegła z tej łazienki tysiąc myśli przychodziło mi do głowy. Czemu ona musi być taka uparta?! Czemu ?! Dobra Styles ogarnij się! Postanowiłem pobiec za nią. Gdy dotarłem drzwi były zamknięte. Zacząłem walić i prosić, żeby mi otworzyła. Niestety zero reakcji. Zrezygnowany wróciłem do przyjaciół, którzy grali na X-boxie w salonie. Kiedy usiadłem na fotelu wszystkie oczy zwróciły się na mnie i zaczęli się chichrać.
- O co wam chodzi ? - warknąłem, lecz po chwili i ja wybuchłem śmiechem. 
- No, no Harry nie wiedziałem, że wy już zaszliście tak daleko - powiedział Lou przez śmiech.
- O co ci chodzi? I w ogóle skąd o tym wiecie?
- No, bo tak jakoś długo cię nie było i poszliśmy sprawdzić, czy jeszcze żyjesz. Jak widać jest z tobą świetnie - tym razem mówił Niall.
- Czyli mnie nas tak zwyczajnie podglądaliście?
- Nom, ale widzę, że jednak urok pana Styles'a już nie działa, bo Sus ci uciekła - rzucił Zayn i zaczął tarzać się po podłodze ze śmiechu.
- Dobra, przestańcie się z niego nabijać - wtrącił Daddy. - Chociaż w sumie to chyba pierwsza, która ci uciekła.
- Z wami nie da się mieszkać. Idę do swojego pokoju - rzuciłem i ruszyłem w stronę wcześniej wskazanego przeze mnie pomieszczenia. Była już 20:42, więc postanowiłem położyć się już spać. 
       Z tego co pamiętam jutro jedziemy odwiedzić rodzinę Susanne. Będzie ciężko, ale dam jakoś radę. Rozmyślałem jeszcze trochę o wszystkim co się dzisiaj zdarzyło i patrząc się w biały sufit zasnąłem.

Niall

- Jak myślicie Harry i Susanne będą razem ? - nagle zapytał się nas Lou.
- A co zazdrosny ? - zaśmiał się Liam
- Nie, tylko tak pytam, co o tym sądzicie.
- Mi się wydaje, że coś może z tego wyjść - powiedziałem.
- A ja sądzę, że nie - rzucił Zayn.
- To może mały zakładzik - wtrącił uradowany Lou.
- Ok. Ja stawiam, że w ciągu najbliższych dwóch tygodni Harry przeleci Sus - odparłem z uśmiechem na ustach.
 - A ja, że nie, bo ona się tak łatwo nie da - powiedział mulat, po czym podaliśmy sobie ręce.
- Zakład przyjęty. Ten kto przegra stawia temu drugiemu pizzę XXL - powiedziałem.
- Niech ci będzie.
- Będą z tego jeszcze kłopoty, zobaczycie - wtrącił się Daddy. 
- Przesadzasz - odparłem, machając na niego ręką. Już czuję słodki smak zwycięstwa - pomyślałem.
       Potem wróciliśmy do wcześniejszej czynności, czyli grania na konsoli. Położyliśmy się spać dość wcześnie, bo jak to ujął Liam " Jutro nie będziemy mogli wstać, a przecież jedziemy do rodziny Susanne i musimy jak najlepiej przed nimi wypaść ". Ten to zawsze taki obowiązkowy i opiekuńczy, ale to w nim lubię. Każdy z nas ma coś w sobie, wyróżniającego go z pozostałej czwórki. Właśnie przez to jesteśmy bardzo zżyci ze sobą tak jak bracia.


      

czwartek, 12 grudnia 2013

Rozdział 15

Ważna notka pod rozdziałem :)
________________________________

Zayn

- Czy-czy ty chciałabyś być ze mną ? - powiedziałem niepewnie.
- Ja...
- Zayn ! Zayn ! Obudź się - ktoś krzyczał nad moją głową. Kiedy otworzyłem oczy zobaczyłem Niall'a i Louis'a. Byliśmy w jakiejś limuzynie.
- Co się dzieje ? - zapytałem.
- Podjechaliśmy właśnie pod hotel.
- A gdzie reszta i czemu nie jesteśmy już w klubie i gdzie jest Lily?
- Liam, Veronica, Susanne i Harry zostali jeszcze w klubie, Lily musiała wrócić już do domu, a my postanowiliśmy zabrać cię do hotelu, gdyż przysypiałeś nam przy stoliku.
- Aha - westchnąłem i zrezygnowany wysiadłem z auta. Czyli to był tylko sen? Czy może jednak nie ? Te pytania błądziły mi teraz w głowie. Kiedy znalazłem się już w swoim pokoju hotelowym, rzuciłem się na łóżko i patrząc w biały sufit odpłynąłem.

Veronica

      Jest już 2 nad ranem, a my nadal świetnie się bawimy. Co prawda już w mniejszym gronie, ale jest super. Odkąd Lily opuściła lokal Liam się bardziej rozluźnił. Harry cały czas tańczy z Susanne, która za pewne już nie kontaktuje za bardzo, więc przestała się opierać. 
- To co może wzniesiemy toast ? - spytałam się. Pokiwali ochoczo głowami, po czym podeszliśmy do baru i wzięliśmy drinki.
- To za wspaniałą trasę - powiedziałam i uniosłam swoją szklankę do góry.
- I za nas - dodał Harry.
- Za miłość - tym razem Liam.
- I przyjaźń - skończyła Sus, po czym zrobiliśmy tzn. stuknięcie szklankami i wypiliśmy spory łyk trunku. Potem znów udaliśmy się na parkiet. Puścili wolną piosenkę. Od razu Liam przyciągnął mnie do siebie, po czym czule i namiętnie pocałował. Kocham te jego pocałunki są, to znaczy były pełne miłości i troski, gdyż ten był taki, no po prostu pusty. Nic tym razem nie czułam. Tak jakby cała nasza miłość wyparowała, a może mi się tylko tak wydaje? Tak, na pewno mi się wydaje. To pewnie przez tak dużą ilość alkoholu - pomyślałam, po czym mocniej wtuliłam się w mojego chłopaka, jakbym bała się, że gdzieś mi zaraz ucieknie. Tańczyliśmy jeszcze trochę i dobrze się bawiliśmy aż do rana.
    
Następnego / Tego samego dnia

        Obudziły mnie jasne promienie słoneczne próbujące wtargnąć do mojego pokoju hotelowego przez odsłonięte okno. Normalnie była by to przyjemna pobudka, ale nie dzisiaj, nie po takiej imprezie. Wręcz przeciwnie. Słońce straszliwie mnie raziło i nawet nie otwierałam oczu, tylko schowałam twarz pod poduszką. W uszach strasznie mi szumiało, nie mówiąc już o głowie, która bolała niemiłosiernie. Każdy mój ruch powodował jęk wydobywający się z moich ust. W końcu jednak musiałam wstać. Lekko podniosłam się do pozycji siedzącej i otworzyłam oczy. Jasność poraziła mnie, przez co odruchowo ścisnęłam mocno powieki. Kiedy w końcu przyzwyczaiłam się do światła, kilkakrotnie mrugając spojrzałam na zegarek stojący na szafce nocnej obok łóżka. Była 16:42. Trochę pospałam - pomyślałam. Dopiero, gdy postawiłam nogi na podłodze zorientowałam się, że jestem nadal w mojej sukience. Całe szczęście ktoś wczoraj się pofatygował i ściągnął mi buty. Wielkie dzięki temu komuś. 
        Kiedy stanęłam na nogach, momentalnie zakręciło mi się w głowie i tracąc równowagę upadłam na łóżko. Dobra zabawa = mega kac - podsumowałam w głowie i lekko się zaśmiałam. Nie miałam siły, aby wznowić kolejną próbę wstania, więc wtargałam się pod kołdrę i postanowiłam zostać w łóżku jeszcze trochę. Nagle zrobiło mi się strasznie nie dobrze. Nie zważając już na to, że nie mogę złapać równowagi pobiegłam (czyt.poczołgałam) się do łazienki. Jeszcze nigdy nie miałam takiego kaca. Zwykle bolała mnie tylko głowa i nic więcej. To może przez to, że nigdy nie mieszałam tylu alkoholi na raz. Gdy zwróciłam już wszystko co mogłam, spuściłam wodę, po czym powoli wstałam i oparłam się rękami o umywalkę. Spojrzałam się w lustro. Wyglądałam jak jakiś potwór. Postanowiłam wziąć długą, gorącą kąpiel. Odkręciłam kurki, po czym odpięłam suwak swojej sukienki, co było nie lada wyzwaniem, zdjęłam rajstopy oraz bieliznę i weszłam do wanny. Wcześniej dolałam jeszcze do wody trochę pachnącego płynu do kąpieli i dodałam kilkanaście płatków róż. W końcu mogłam się odprężyć. Gdy moje ciało całe już się zanurzyło poczułam ogromną ulgę i orzeźwienie. 
          Po chwili usłyszałam jak ktoś wchodzi do mojego pokoju. 
- Veronica, jesteś tam ? - usłyszałam zaspany głos Harry'ego.
- Yyy... Właśnie jestem w łazience, już wychodzę - odkrzyknęłam, po czym szybko wyskoczyłam z wanny i uświadamiając sobie, że nie wzięłam ze sobą nawet szlafroka, owinęłam się najszczelniej w ręcznik.
- Harry, co chciałeś ?- wypowiedziałam te słowa, wychodząc z pomieszczenia. Dopiero kilkanaście sekund później spojrzałam na Styles'a, który był NAGO. Oczy normalnie wyleciały mi z orbit, nie mówiąc już o ustach otwartych szeroko.
- Coś nie tak ? - zapytał. Nic nie odpowiedziałam tylko stałam nieruchomo. Nagle drzwi od mojego pokoju otworzyły się i stanął w nich Niall w ciemnych okularach. Widać nie tylko mnie drażniło światło. Chłopak momentalnie wybuchł śmiechem. Kiedy w końcu się uspokoił powiedział:
- Veru, nie przejmuj się nim. On już tak ma, że chodzi nago wszędzie, gdzie popadnie. To dziwne, że nie widziałaś go wcześniej. Widzę, że ty też lubisz się obnażać.
- Ja wcale nie... Po prostu nie wzięłam ze sobą ubrań do łazienki i musiałam się w coś owinąć - zaczęłam się tłumaczyć.
- Niech ci będzie. A i Harry Lou cię woła. Nie wiem co chce - to ostatnie powiedział do Harry'ego, który w mgnieniu oka wybiegł z mojego pokoju, a zaraz za nim Niall. 
- Dobra, to było dziwne - powiedziałam do siebie. Po kąpieli czułam się już trochę lepiej, ale głowa nadal mnie bolała. Postanowiłam ubrać się w coś wygodnego i pójść do kuchni coś zjeść. Szłam co chwilę zahaczając o coś nogami. Gdy w końcu dotarłam do kuchni usiadłam szybko przy wysepce na wysokim krześle i włożyłam głowę w ręce.
- Widzę, że ktoś tu ma kaca - zaśmiał się Lou, który wszedł właśnie do kuchni razem z Harrym. Obydwoje byli dziwnie zdrowi. Zero problemów z bólem głowy itp.
- Niestety - odparłam i wróciłam do poprzedniej pozycji. Po chwili do pomieszczenia, w którym byliśmy wkroczył Liam oznajmując, że Zayn i Niall poszli do jakiegoś sklepu. Widać było, że jemu też doskwiera kac.
- Może zrobić wam mój magiczny napój na kaca ? - wtrącił się Lou.
- Jeżeli pomoże to na co czekasz? - powiedziałam, a on tylko się uśmiechnął i zaczął coś wyciągać z lodówki. Kilka minut później postawił mi kubek z czymś i kazał wypić. Początkowo zawahałam się, ale kiedy zobaczyłam, że Liam też to zaczął pić od razu wzięłam ogromnego łyka. Było okropne w smaku, ale mimo tego wypiłam wszystko do dna. Chwilę później czułam się już zdecydowanie lepiej. Zastanawiałam się tylko, gdzie jest Susanne.
- A gdzie Sus? - zapytał w końcu.
- Umiera w łóżku - zaśmiał się Niall, który właśnie najwidoczniej wrócił już z zakupów.
- Pójdę zanieść jej ten magiczny eliksir - oznajmił Harry z uśmiechem, po czym ruszył w stronę pokoju mojej przyjaciółki. Ja także ruszyłam do swojego pokoju, aby jeszcze trochę odpocząć.
          Za trzy dni wyjeżdżamy z Polski i jedziemy do Londynu. W tym czasie planowaliśmy razem z Sus pokazać chłopakom kilka pięknych zakątków. Mieliśmy odwiedzić też jej rodzinę. Niestety znów powrócą wspomnienia. I te złe i te dobre...


_____________________________________

Hej ! 
No, więc tak postanowiłam, ze rozdziały będą pojawiać się raz w tygodniu w soboty. Ale to nic pewnego, ponieważ jeżeli wcześniej uda mi się coś napisać pojawi się on wtedy wcześniej. Wszystko zależy od czasu i weny. Mam nadzieję, że rozumiecie :)
Dziękuję też za to, że czytacie moje opowiadanko ;* Proszę was też, abyście zostawiali swoje opinie w komentarzach, gdyż wtedy mam więcej chęci do pisania i jest mi po prostu miło.
To do następnego ! ;*
Goodbye !



poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział 14 [EDIT]

Przepraszam, ale musiałam zrobić kilka zmian w tym rozdziale, gdyż w tamtej wersji wszystko działo się zbyt szybko. Więc zapraszam do ponownego czytania rozdziału 14 :) Na prawdę jeszcze raz przepraszam za zamieszanie :)
_______________________________

Susanne

Odkąd zauważyłam te malinki na moim ciele i od tego zajścia z Harrym zaczęłam go unikać.  Jakoś nie potrafię z nim teraz normalnie rozmawiać. Jest to trochę trudne, gdyż praktycznie mieszkamy ze sobą i codziennie się widzimy. No cóż taka praca. Muszę dać sobie jakoś radę. Póki co jesteśmy z chłopakami za kulisami i czekamy na ich ostatni koncert, a później idziemy razem z wszystkimi, którzy pomagali w trasie na imprezę. Każdy musi mieć też na niej maskę, więc myślę, że będzie super. Przed tym będzie jeszcze trochę czasu, żeby móc się przebrać.

Zayn

Za pięć minut będziemy już na scenie. Razem z chłopakami nie możemy się doczekać, aż zobaczymy polskie fanki.
- To co gotowi na ostatni koncert waszej trasy, panowie? – zapytał się nas nasz menadżer.
- Zawsze i wszędzie – odpowiedzieliśmy równocześnie, po czym zrobiliśmy to co zawsze przed każdym koncertem i już chwilę później znaleźliśmy się na scenie. Na widowni było pełno biało-czerwonych flag i plakatów z przeróżnymi napisami. Przykładowo „ Polska kocha 1D”, „Wyjdź za mnie Zayn”, „Kocham cię Harry”, „Jesteście najlepsi” itp. Bardzo byliśmy tym zaskoczeni, gdyż w żadnym innym kraju, aż tyle tego nie było. Gdy śpiewaliśmy piosenki inni śpiewali z nami. To było naprawdę cudowne. Żałuję, że nie przyjechaliśmy tu wcześniej na koncert. Po ostatniej piosence ukłoniliśmy się naszym fanom i obiecaliśmy, że jeszcze tu wrócimy, bo na pewno tak się stanie. Teraz czeka nas tylko M&G. Gdy wszystkie fanki już się zjawiły,  jedna z nich przykuła moją uwagę. Miała kasztanowe włosy, cudowne niebieskie oczy, piegi oraz rumieńce. Całość idealnie się komponowała razem z jej świetną figurą. Po prostu wyglądała prześlicznie. Razem z chłopakami rozmawialiśmy po angielsku z dziewczynami, zrobiliśmy sobie z nimi kilka zdjęć i rozdaliśmy autografy. Kiedy podeszła do mnie ta brunetka i poprosiła o zdjęcie od razu zgodziłem się. 


- Jak masz na imię jeśli mogę wiedzieć? - zapytałem się dziewczyny.
- Liliana, ale przyjaciele i znajomi mówią mi Lily.
- Śliczne imię.
- Dziękuję - odparła i od razu się zarumieniła.
- I pięknie się rumienisz - powiedziałem, na co ta zrobiła się bardziej czerwona i cicho się zaśmiała. Potem jeszcze chwilę rozmawialiśmy. Gadało nam się świetnie, gdyż znała bardzo dobrze angielski, ponieważ jej mama pochodzi z UK. W końcu postanowiłem zaryzykować.
- Lily, a może chciałabyś się ze mną umówić ? – zapytałem.
- Hmm… Zgoda.
- To świetnie. Podaj mi swój numer to do ciebie zadzwonię.
- Ok – opowiedziała i podyktowała mi dziewięć cyfr, po czym pożegnaliśmy się, gdyż czas nam się skończył. Kiedy wszystkie fanki opuściły pomieszczenie chłopacy od razu do mnie podeszli.
- No, no Zayn. Widzę, że ktoś nam się tu zakochał – powiedział Lou.
- Ja się wcale nie zakochałem – rzuciłem od razu.
- Naprawdę ? – zapytał nie dowierzając mi Niall.
- No może... troszeczkę – odparłem i schyliłem nieśmiało głowę.

- Stary to super – powiedział Liam, klepiąc mnie po ramieniu. 
- A może zaprosisz ją na bal maskowy z okazji zakończenia trasy ? - wtrąciła nagle Veronica, która najwidoczniej wszystko słyszała.
- Że też ja na to wcześniej nie wpadłem - powiedziałem i od razu wybrałem do niej numer. Odebrała po pięciu sygnałach. Oczywiście się zgodziła. Bardzo mnie to cieszyło, gdyż będę mógł ją bliżej poznać.

2 godziny później


Liam


         Cieszę się, że Malik w końcu się zakochał, a tak swoją drogą to ta Lily jest śliczna. Te jej piękne włosy, niebieskie jak morze oczy... Nie ! Liam ! Ty masz dziewczynę ! Skarciłem się w myślach. Nie mogę przecież tak myśleć. Dobra Liam weź się w garść. 

         Czekam właśnie na Veronicę, która przebiera się w łazience w jej pokoju hotelowym. Kiedy w końcu wyszła ubrana w to otworzyłem szeroko oczy.
- I jak? - zapytała nieśmiało.
- Wyglądasz bosko - rzekłem, gdy się już opanowałem, po czym podszedłem do niej, złapałem w talii i pocałowałem namiętnie. Niestety ktoś musiał nam przerwać, gdyż drzwi jej pokoju otworzyły się, a w nich stanął Niall.
- Yyy... Już idę. Tylko miałem powiedzieć wam, że za 5 min. limuzyna podjedzie pod hotel - oznajmił zmieszany i wyszedł.
- Zawsze ktoś musi nam przerwać - powiedziałem wściekły.
- Dokończymy to później - powiedziała Veronica mi do ucha, po czym złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła w kierunku wyjścia. Ja tylko się zaśmiałem. Chwilę później byliśmy już przed hotelem. Oczywiście było pełno paparazzich. Kiedy bezpiecznie dzięki pomocy naszych ochroniarzy razem z wszystkimi ( Harry'm, Zayn'em, Niall'em, Louis'em i Susanne ) wsiedliśmy do limuzyny Zayn oznajmił, że Lily będzie czekać na miejscu. Gdy byliśmy już prawie na miejscu założyliśmy swoje maski. Właśnie na tym to polegała cała zabawa. Nikt nikogo nie mógł rozpoznać. 

Harry


            To już dziś odbył się ostatni koncert naszej trasy i to już dziś mamy z tej okazji bal maskowy. Od czasu ostatniego incydentu z Sus nie odzywamy się do siebie. Bardzo mnie to boli. W dodatku jak ją dzisiaj zobaczyłem w tym pięknym stroju normalnie nogi zrobiły mi się jak z waty. Przez całą drogę do klubu próbowałem jakoś skomentować jej wygląd, ale niestety nie odważyłem się na to. W dodatku kiedy chciałem już to zrobić dojechaliśmy na miejsce. Nie no ja to mam szczęście. Pomyślałem sarkastycznie. 

            Przed klubem czekała już na nas Lily z uśmiechem na twarzy. Malik od razu do niej podszedł i zagadał. Widać, że mają się ku sobie. Zauważyłem też, że Liam pożera ją wzrokiem, a może mi się tylko wydaje. Przecież ona jest z Veronicą. No nic chyba mam jakieś przywidzenia. Kiedy znaleźliśmy się w środku było pełno ludzi w maskach. Oczywiście była to cała nasza ekipa, która towarzyszyła nam lub pomagała w trasie. Impreza pomału zaczęła się rozkręcać.

Kilka godzin później


Jesteśmy już porządnie wstawieni, a zabawa jest po prostu świetna. Siedzimy wszyscy razem przy stoliku i dobrze się bawimy. Co chwilę wybuchamy śmiechem, ponad to Lily jest na prawdę super dziewczyną. Dowiedzieliśmy się o niej kilka ciekawych rzeczy, np. tego, że jej pasją jest malarstwo i fotografia. Obiecała też, że kiedyś pokaże nam swoje prace. Mam nadzieję, ze dotrzyma słowa. Zayn chyba rzeczywiście się zakochał i to porządnie, bo ani na chwilę nie odrywa od niej wzroku. Zaraz, zaraz czy oni się właśnie całują ?
- Ej, Zayn nie przy ludziach, proszę - rzucił Lou, na co my wybuchliśmy śmiechem, a Bad Boy wytknął tylko język.
- Nie wiem jak wy, ale ja idę potańczyć - stwierdziła Veronica.
- Pójdę z tobą - odpowiedział Liam.
- Ja też - tym razem Niall.
- I ja - rzekła Susanne i Louis.
- Ja także - powiedziałem, po czym wszyscy, no prawie wszyscy, ruszyliśmy na parkiet, zostawiając zakochanych samych.

Tymczasem - Zayn

Kiedy zostawili mnie sam na sam z Lily postanowiłem zaryzykować i zapytać się jej o coś na prawdę ważnego. Przy najmniej będę wtedy wiedział na czym stoję.
- Lily, mogę zadać ci jedno pytanie?
- Jasne, pytaj śmiało - odpowiedziała z uśmiechem na ustach.
- Czy-czy ty chciałabyś być ze mną? - powiedziałem niepewnie.
- Ja...