piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 20

Wow ! To już 20 rozdział. Dziękuję wszystkim, którzy czytają mojego bloga i wspierają mnie przy jego tworzeniu. Ten rozdział dedykuję właśnie tym wszystkim osobą ;* Życzę miłego czytania ;)
_________________________________

Kilka miesięcy później

Veronica

        Od momentu naszej wizyty w Polsce minęło już kilka miesięcy. Razem z Liam'em postanowiliśmy ograniczyć się do przyjaźni. Z tego co wiem to z jego związek z Lily za bardzo nie wypalił. Za to ja ostatnio coraz bardziej dogaduję się z Niall'em. Bardzo dużo spędzamy ze sobą czasu, wychodzimy na różne spacery itp.
        Dzisiaj mamy pierwszy dzień kalendarzowej wiosny. Obudziłam się o dziwo bardzo wyspana. Wstałam z mojego łóżka i podeszłam do okna. Uśmiechnęłam się na widok bezchmurnego nieba i słońca. Taka pogoda w tym okresie zdarza się bardzo rzadko, więc od razu podbiegłam do szafy w celu dobrania odpowiednich ubrań. Po czym udałam się do łazienki, aby wykonać codzienne czynności. Kilkanaście minut później byłam już gotowa. Wyszłam ze swojego pokoju i zeszłam na dół do kuchni. Czy wspomniałam już, że od miesiąca mieszkamy razem z Sus z chłopakami? Chyba nie, więc teraz już wiecie. Siedział tam już Niall, oczywiście coś jadł.
- Hej - odparłam z uśmiechem na twarzy, wchodząc do pomieszczenia.
- O cześć ! - odpowiedział mi z pełną buzią. - Może chcesz jedną kanapkę?
- Dzielisz się jedzeniem? - zaśmiałam się i dodałam już całkiem poważnie. - Kim jesteś i co zrobiłeś z Niall'em ?
Ten tylko wybuchł nie pohamowanym śmiechem i powiedział:
- No co? Już nie mogę być miły? Ale skoro nie chcesz, to nie.
- Ty mój głuptasie. No pewnie, że chcę - odpowiedziałam, czochrając jego włosy i sięgnęłam ręką po jedną z kolorowych kanapek, które leżały na talerzu chłopaka. Usiadłam na krześle obok niego i zaczęłam konsumować jedzenie. Po chwili do kuchni wparowali pozostali. Blondyn widząc zmierzających ku niemu chłopaków, zabrał swój talerz i pędem pobiegł do salonu.
- Ej - powiedzieli z niezadowolenia, a ja się tylko zaśmiałam, kończąc swoją kanapkę. 
- Bozia rączki dała? To zróbcie sobie sami - rzuciłam jeszcze na wychodne i udałam się do mojego pokoju.
           Mamy jeszcze dzisiejszy i jutrzejszy dzień wolny, więc postanowiłam jakoś to wykorzystać, a nie siedzieć w domu przed telewizorem. Wzięłam swoją torebkę i wpakowałam do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Po czym zeszłam na dół. Gdy ubierałam już kurtkę w przedpokoju pojawił się nagle Niall.
- Gdzie się wybierasz? - zapytał.
- Tam gdzie mnie nogi poniosą - odpowiedziałam, śmiejąc się. - Jeśli chcesz, możesz iść ze mną.
- Ok - odpowiedział z uśmiechem i zaczął się ubierać. Kiedy byliśmy gotowi krzyknęliśmy tylko krótkie "Wychodzimy" i wyszliśmy z domu. Udając się w jakimś nieznanym nam kierunku.
         Razem z Niall'em bawiliśmy się świetnie. Cały czas rozmawialiśmy, śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Doszliśmy nawet do jakiegoś nieznanego nam jak dotąd parku. Kiedy mijaliśmy już kolejne alejki zauważyłam pana, który sprzedawał watę cukrową.
- WATA CUKROWA ! - krzyknęłam i rzuciłam się jak jakaś chora psychicznie w stronę budki.
- Dzień dobry, co podać ?  - zapytał się mnie sprzedawca.
- Poproszę jedną, dużą watę cukrową - odpowiedział za mnie blondyn, który najwidoczniej mnie już dogonił.
- Proszę - odparł sprzedawca, podając mi watę. Ja oczywiście od razu zaczęłam ją jeść, a Nialler wybuchł śmiechem.
- No co? To już nie można jeść spokojnie - zapytałam, a ten wybuchł jeszcze większym śmiechem. - Chcesz trochę ?
- No jasne, że tak - odpowiedział. Po chwili z różowego puchu nie pozostało już nic. Popatrzyłam się na blondyn, który był cały różowy i zaczęłam się śmiać jak opętana.
- A tobie co? - zapytał, nie patrząc na mnie, lecz kiedy spojrzał, to od razu dołączył się do mnie.
- Jestem różowa prawda?
- Tak, ja pewnie też ? 
- Tak - i znów ten nie kontrolowany śmiech. Kiedy w końcu się ogarnęliśmy, znalazłam w swojej torebce nawilżane chusteczki, którymi się wytarliśmy. Potem znów ruszyliśmy kolejnymi alejkami. Nagle niebo zaczęło pokrywać się ciemnymi chmurami. Czyli zaraz zacznie padać - pomyślałam, ale nic sobie z tego nie zrobiłam, tak samo jak Niall. 
                   Po chwili z nieba zaczęły spadać pierwsze krople. Wpadłam na pewien pomysł.
- Berek - rzuciłam szybko, dotykając ręką Niall'a, a potem zaczęłam uciekać. 
- Będziesz jeszcze tego żałowała - odparł i zaczął mnie gonić. Biegaliśmy po całym parku w deszczu. Cały czas się przy tym śmialiśmy. Kiedy byłam już zmęczona postanowiłam na chwilę zwolnić tępo. Mogłam sobie na to pozwolić, gdyż nie widziałam nigdzie w pobliżu blondyna. Teraz lało jak z cebra i nic nie było za bardzo widać. Niespodziewanie poczułam, że ktoś łapie mnie w talii i wywraca. Tym kimś okazał się nie kto inny jak Niall.
- Mam cię - powiedział uradowany. 
- Ta i w dodatku leżysz na mnie - zaśmiałam się. Nasze twarze były niebezpiecznie blisko siebie. Kiedy dzieliły nas już dosłownie milimetry trzasnął piorun. Wybuchłam nie pohamowanym śmiechem. Tak samo blondyn. Jednak po chwili wróciliśmy do poprzedniej minuty. Między naszymi twarzami praktycznie nie było już przestrzeni, aż w końcu nasze usta złączyły się w długim pocałunku. Był on taki ... czuły ? Magiczny ? Pełen miłości ? Tak, na pewno. Niestety usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Momentalnie blondyn odsunął się ode mnie i postawił się do pionu, zrobiłam tak samo. Niall odchrząknął, a ja zaczęłam szukać mojego iPhon'a w torebce. W końcu udało mi się i odebrałam połączenie. To co usłyszałam zwaliło mnie z nóg. 
- Sus miała wypadek i jest w stanie ciężkim w szpitalu - oznajmiłam szybko przez łzy, a Nialler przytulił mnie do siebie.
- Nie płacz. Wszystko będzie dobrze. Chodź pójdziemy do niej - powiedział, ja pokiwałam twierdząco głową. Byliśmy cali mokrzy, więc postanowiliśmy jeszcze pojechać przebrać się do domu.
- Niall, możemy na razie nie mówić nic nikomu o tym co się zdarzyło dzisiaj w parku ? - poprosiłam chłopaka, kiedy wchodziliśmy do szpitala. Pokiwał twierdząco głową. 
              Gdy dowiedzieliśmy się już od recepcjonistki, gdzie znajduje się nasza przyjaciółka od razu ruszyliśmy ( czyt. pobiegliśmy ) pod wskazaną przez nią salę. Siedzieli już tam jak na szpilkach Harry, Zayn, Louis i Liam.
- Co z nią ? - zapytał się chłopaków blondyn.
- Na razie nic jeszcze nie wiadomo - odpowiedział z bólem w oczach Hazza.
- Cały czas jest u niej masa lekarzy, co chwilę ktoś tam wchodzi i wychodzi - dopowiedział Zayn. Usiadłam na jednym z krzeseł, które tam były, a obok mnie usiadł Niall. Loczek siedział cały czas z głową w rękach. Był załamany. Tak samo jak ja. Susanne jest mi jedyną tak bliską osobą, która mi została. Oczywiście są jeszcze chłopacy, ale ona jest przy mnie dłużej. 
- Nie chcę jej stracić - powiedziałam cicho do siebie. Przytuliłam się do Harrego, który płakał.
- Boję się - powiedział przez łzy.
- Ja też się boję, ale musimy być cierpliwi i silni. Dla niej - odparłam. Ten lekko się uśmiechnął i znów wrócił do poprzedniej pozycji. Reszta zachowywała się podobnie. Lou stukał niecierpliwie palcami o metalowe nogi od krzesła, Zayn patrzył się nieobecnie w ścianę, tak samo jak Liam. 
              Kiedy lekarze wychodzili z sali Sus nic nie chcieli nam powiedzieć. Ciągle używali tej samej wymówki, że się śpieszą albo nie mogą teraz rozmawiać. Dopiero po około dwóch godzinach podszedł do nas jeden z lekarzy.
- Co z Susanne ? - zapytał się go zmartwiony Louis.
- Jej stan był ciężki i mieliśmy lekkie komplikacje, ale wszystko jest już stabilne. Teraz czekamy tylko aż pacjentka się wybudzi ze śpiączki farmakologicznej - oznajmił z uśmiechem lekarz. Trochę nam ulżyło, bo w końcu wszystko będzie dobrze. Miejmy taką nadzieję.
- Możemy do niej wejść ? - zapytałam się.
- Jasne, tylko nie na długo - odpowiedział i gdzieś poszedł, a my weszliśmy do sali, w której leżała Susanne. Stanęliśmy w okół jej łóżka. Za to Hazza usiadł na jego rogu i złapał brązowooką za rękę, lekko ją głaszcząc. 
- H-Ha-Harr-Harr-Harry - usłyszeliśmy cichy głos naszej przyjaciółki.
- Jestem tutaj przy tobie - odpowiedział Hazza, na co ona zaczęła pomału otwierać oczy.
- Budzi się - odparli szczęśliwi Louis i Niall jednocześnie, kiedy nasza przyjaciółka w końcu otworzyła oczy zaczęła krzyczeć :
- Nic nie widzę ! Dlaczego ja nic nie widzę ?!  






6 komentarzy:

  1. Jejku to już 20 rozdział jak to szybko minęło cieszę się że już go dodałaś i czekam na następny pamiętaj jestem przy tobie i cie wspieram :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, jest mi na prawdę miło, że ktoś to w ogóle czyta :) Dziękuję Ci za to bardzo :*

      Usuń
  2. Jejku gratuluję takiej twórczości :) Zazdroszczę. Czytam to od niedawna, ale już nie moge się doczekać kolejnego rozdziału :) Życzę dalszej weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :* Jest mi bardzo miło, że moje wypociny chociaż się komuś podobają :) Mam nadzieję, że dalsza część opowiadania ci się spodoba :) Jeszcze raz dziękuję :*

      Usuń
  3. Susan już nigdy nie zobaczy pięknej mordy Harrego :)

    OdpowiedzUsuń