__________________________________
Harry
Kiedy dziewczyny pobiegły za Sus, Niall stwierdził, że pójdzie sprawdzić co się dzieje. Zostałem sam z Lou i Li.
- Słuchaj, nie chcę ci teraz wygłaszać przemowy na temat odpowiedzialności itp., bo i tak zrobisz co uznasz za stosowne, ale masz świadomość co to oznacza, jeżeli to prawda? - powiedział Daddy. Nawet na niego nie spojrzałem, patrzyłem się cały czas w stały punkt, gdzieś tam za oknem. Brunet mówił coś jeszcze, ale go już nie słuchałem. Nadal to do mnie nie docierało. Ale przecież jest szansa, że jednak Susanne nie jest w ciąży? Może to tylko zwykły po imprezowy kac?
Po chwili usłyszałem inne głosy. Byli to Niall i Viky.
- Veronica kazała nam tu wrócić, a ona sama postanowiła z nią pogadać, gdyż zamknęła się w łazience i nie chce nikogo wpuścić - oznajmiła kuzynka naszego przyjaciela i usiadła na krześle, biorąc do ręki paczkę żelek.
- I czego żresz te żelki ?! - uniosłem się. Nie wytrzymałem. Zbyt wiele emocji jak na jedną godzinę.
- Nie krzycz na nią ! Co ci takiego do cholery zrobiła?! Nie musisz się na niej wyżywać, za to, że tobie życie się wali - krzyknął Louis. Rzuciliśmy się na siebie. W ostatniej chwili złapał mnie swoimi silnymi ramionami Liam. Próbowałem się wyrwać, ale to nic nie dało. Lou za to był trzymany przez blondyna. Patrzyliśmy na siebie złowieszczo. Zacisnąłem mocno szczękę i już miałem coś powiedzieć, gdy usłyszałem cichy i zapłakany głos.
- Harry...
Coś we mnie pękło. To była ONA. Spojrzałem na nią. Miała całe czerwone oczy od wylanych łez. Cały tusz rozmazał się na jej twarzy. Za dziewczyną stała Veru. Zerknąłem na nią w celu potwierdzenia naszych przypuszczeń, kiwnęła głową. Nie mogłem już dłużej wytrzymać tego wszystkiego, więc wyrwałem się Daddy'iemu i wybiegłem przed dom. Kucnąłem na chodniku i schowałem głowę między kolanami. Bujałem się w tej pozycji w przód i w tył, próbując opanować wszystkie swoje myśli. Nie zwracałem uwagi nawet na przechodniów. W końcu postanowiłem nie zachowywać się jak jakiś dupek i wrócić do niej. Wstałem i wszedłem z powrotem do domu. Zamknąłem drzwi i ruszyłem w stronę schodów. Nagle przede mną stanęła Veronica.- Har...
- Nie teraz. Gdzie ona jest?
- U siebie - odpowiedziała. Chciała coś dopowiedzieć, ale nie zdążyła, gdyż szybko wbiegłem na górę. Nie pukając wcześniej, od razu wkroczyłem do pokoju Sus. Leżała zwinięta w kulkę na łóżku, płakała. Nawet nie zauważyła, kiedy znalazłem się w tym pomieszczeniu. Nic nie mówiąc, położyłem się obok niej i przytuliłem ją. Wzdrygnęła się na ten ruch, ale nie odrzucała moich rąk. Wtuliła się we mnie jak małe dziecko w mamę. Trwaliśmy tak w długiej ciszy, przerywanej łkaniem dziewczyny. Nie mogłem dłużej pozwolić jej na płacz.
- Nie płacz, wszystko będzie dobrze - powiedziałem i pocałowałem ją w czoło.
- Nic nie będzie dobrze... Myśl, że TO COŚ jest we mnie, jest przerażająca...
- TO COŚ to owoc naszej miłości Sus. TO COŚ to nasze dziecko, które będziemy kochać całym sercem i wychowamy je na dobrego człowieka.
- Ale...
- Żadnego ale. Wszystko się jakoś ułoży.
- A jak nie damy rady...
- Damy. Razem możemy więcej - mówiąc to złączyłem nasze ręce, po czym pocałowałem ją.
- Kocham cię - powiedziała i uśmiechnęła się.
- I w końcu się uśmiechnęłaś - zaśmiałem się. - Ja ciebie też kocham.
Szczęśliwi zeszliśmy na dół. Nasz śmich rozchodził się po całym domu. Kiedy dotarliśmy do salonu, wszyscy siedzieli z grobowymi minami. Od razu uśmiechy zeszły nam z ust.
- Co się stało? - zapytała Susanne.
- Wyjeżdżam...
- Ale jak to wyjeżdżasz? - spytałem się Viky, nie rozumiejąc tego zbytnio.
- Właśnie dzwonili do mnie ze studiów i okazało się, że dostałam stypendium w USA. Pojutrze mam samolot do Nowego York'u - powiedziała, uroniwszy pojedynczą łzę. Wszyscy zrobiliśmy jednego, wielkiego misia. Czemu jak coś się naprawi, to znowu coś musi się spierdolić?
3 miesiące później
Veronica
Od wyjazdu kuzynki Irlandczyka minęło już kilkanaście tygodni. Prawie co dziennie rozmawiamy wszyscy razem na Skype. Viky opowiada nam jak to jest w Stanach i jak bardzo za nami tęskni. Z resztą my tak samo. Wszystko wtedy działo się tak szybko. Najgorsze było pożegnanie na lotnisku.
***
Jesteśmy już w drodze na lotnisko. Tak. Dzisiaj Viky wylatuje do Nowego York'u.
- A może jednak nie pojadę? - zawahała się, gdy przekroczyliśmy wejście budynku.
- Przestań tak mówić. No już. Idziemy - powiedział Liam, mimo tego, że tak jak my nie chciał, aby dziewczyna wyjeżdżała. Oczywiście wszędzie roiło się od fanek i paparazzich. Całe szczęście pomyśleliśmy o tym wcześniej i załatwiliśmy kilku ochroniarzy.
Kiedy bezpiecznie dotarliśmy do środka, stanęliśmy w jakimś odrębnym miejscu, aby zachować chwilę prywatności.
- To chyba czas się pożegnać... - powiedziała smutno niebieskooka.
- Będziemy tęsknić - powiedział Zayn, przytulając ją do siebie. Kolejno żegnali się Zayn, Liam, Harry, Susanne, Louis, ja i Niall.
- Tylko uważaj mi tam na tych wszystkich facetów - zaśmiał się Niallerek, machając ostrzegawczo palcem.
- Wiesz jest taki jeden, poznałam go w necie i będzie czekał na mnie na lotnisku. Wiesz później jedziemy razem na jakąś kolację może imprezkę, a potem do hotelu i... - tutaj się zatrzymała. Mina Irlandczyka była bezcenna. Ledwo powstrzymywałam już śmiech. - i to taki mały żarcik.
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Prawie wszyscy, bo blondyn nie ogarniał o co chodzi. W końcu i on dołączył do naszego śmiechu. Nagle usłyszeliśmy komunikat :
" Pasażerowie lotu nr 243 z Londynu do Nowego Yorku proszeni są do odprawy ".
- Już czas...
Kiedy uroniła łzę, podszedł do nie Lou i przytulił mocno.
- Nie wyjeżdżaj, proszę... - powiedział cicho.
- Muszę iść Lou...
- Proszę...
Nie odpowiedziała nic. Oderwała się od chłopaka, złapała za rączkę swojej walizki. Po czym ostatni raz spojrzała na nas i ruszyła w stronę odprawy. Kiedy była już za barierkami, odwróciła się do nas ostatni raz. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i zniknęła z naszego pola widzenia.
***
Z dziewczyną zobaczymy się dopiero za miesiąc. Musimy to jakoś wytrzymać. Osobiście nie mogę się już doczekać jej przyjazdu. Kiedy wyjechała zrobiło się tak jakoś dziwnie pusto.
Stoję teraz przed lustrem ubrana w czarną sukienkę mini i szpilki. Niall zaprosił mnie na kolację.
- Jak myślisz nie wyglądam zbyt wyzywająco ? - spytałam się Susanne. Nie usłyszałam odpowiedzi. Odwróciłam się w jej stronę.
- Sus ?
- A, tak. Coś mówiłaś? - powiedziała z pełną buzią. Ostatnio je za czterech. Nawet Niallerek tyle nie zjada. No, ale w końcu ciąża ma swoje wybryki. - Przepraszam, ale to jest takie pyszne...
Zaśmiałam się tylko i znów spojrzałam w swoje odbicie. Przejechałam tuszem ostatni raz rzęsy i stwierdziłam, że jestem już gotowa. Wzięłam do ręki torebkę i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Po czym razem z przyjaciółką zeszłyśmy na dół do salonu. Nagle pojawił się Harry.
- Co ja ci mówiłem skarbie? Miałaś sama nigdzie się nie ruszać, a tym bardziej schodzić ze schodów. Jeszcze coś by ci się stało i... - zaczął swoje wywody. Jednak dalej go już nie słuchałam. Pokręciłam głową, śmiejąc się. Odkąd okazało się, że dziewczyna jest w ciąży loczek wszędzie za nią chodzi i na nic jej nie pozwala. Czasami to wkurzające, ale widać, że się stara.
W przedpokoju czekał na mnie już Niall, ubrany w garnitur.
- Ślicznie wyglądasz - powiedział i czule mnie pocałował.
- Ty też niczego sobie - zaśmialiśmy się.
- To co idziemy? - zapytał.
- Jasne - odparłam. Blondyn pomógł mi założyć płaszcz. Po czym wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do czarnego Range Rovera należącego do chłopaka. Całe szczęście w centrum nie było korków, więc na miejsce dotarliśmy już po jakiś 15 minutach. W restauracji zostaliśmy przyprowadzeni przez właściciela do własnego stolika, który był pięknie przystrojony. Jak na dżentelmena przystało Niall odsunął mi krzesło, abym mogła usiąść. Po czym sam zajął swoje miejsce naprzeciwko. Najpierw kelner przyniósł nam przystawki, a potem danie główne. Całą kolację rozmawialiśmy i śmialiśmy się.
- A pamiętasz jak Louis zjadł żelki Viky i jak się potem ganiali po całym domu ? - zapytałam przez śmiech.
- Hahaha... I wtedy Lou krzyczał, żebym zabrał od niego tą dzikuskę - zaśmiał się chłopak.
- Hahaha... Już nie mogę się doczekać przyjazdu twojej kuzynki - odparłam.
- Ja też - powiedział i dodał. - Mam nadzieję, że ci smakuje.
- Tak, jest przepyszne - rzekłam i uśmiechnęłam się szeroko. Kiedy zabrali nam nasze talerze nastała cisza. Nagle Niall wstał i uklęknął przede mną. Byłam bardzo zaskoczona.
- Jesteś moim księżycem i słońcem na niebie. Najjaśniejszą gwiazdą, która błyszczy co noc. Jesteś moim tlenem, bez którego nie mogę żyć. Jesteś dla mnie wszystkim. Kochałem cię, kocham cię i kochać cię będę aż do końca moich dni. Veronico Johnson, czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie? - powiedział z błyskiem w oku. Nie mogłam w to uwierzyć. Czy to się dzieje na prawdę?
- Oczywiście, że tak - odpowiedziałam i rzuciłam się w jego ramiona. Pocałowaliśmy się czule. Gdy oderwaliśmy się od siebie, chłopak włożył mi na palec pierścionek. Po czym przytuliliśmy się i znów złączyliśmy wargi.
- Kocham cię - powiedziałam.
- Ja ciebie bardziej - odparł niebieskooki i ponownie wpił się w moje usta. Byłam teraz chyba najszczęśliwszą kobietą na świecie.
Godzinę później byliśmy już pod naszym domem. Trzymając się za ręce weszliśmy do środka. Wszyscy, no prawie wszyscy siedzieli w salonie i oglądali jakieś filmy. Postanowiliśmy im nie przeszkadzać. Weszliśmy schodami na górę. Nagle Niall zaczął składać mokre pocałunki na moim karku oraz szyi. Obróciłam się przodem do niego i złączyłam nasze wargi. Szliśmy tak korytarzem, nie odrywając się od siebie. W końcu doszliśmy do odpowiedniego pokoju. Przy najmniej tak mi się wydawało. Nacisnęłam klamkę. Po czym popchnęłam nogą drzwi. Usłyszałam dziwne odgłosy oraz trzeszczące łóżko, więc oderwałam się od chłopaka w celu sprawdzenia co się dzieje. Jak się okazało wtargnęliśmy nie dość, że nie do swojego pokoju, to jeszcze w nieodpowiedniej sytuacji.
- Yyy... Przepraszamy - powiedział speszony Nialler do Zayn'a i Diany, którzy najwyraźniej zorientowali się, że nie są sami. Dziewczyna zrobiła się cała czerwona i schowała się szczelnie pod kołdrą. Stałam tam zdezorientowana jak słup soli. Momentalnie poczułam czyjąś rękę na moim nadgarstku, a później pociągnięcie. Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się w sypialni chłopaka.
- Wszystko w porządku ? - zapytał z troskę w głosie.
- Tak - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko.
- Pójdę pod prysznic - odparłam po chwili. Pocałowałam blondyna i udałam się do łazienki.
Odświeżona wróciłam do pokoju. Mój narzeczony Dziwnie brzmi c'nie? leżał w samych bokserkach na łóżku. Położyłam się obok niego, naciągnęłam na siebie kołdrę i wtuliłam się w nagi tors Niall'a.
- O czym myślisz misiu ? - zapytał.
- O nas i o naszych przyszłych dzieciach, wnukach...
- Nie rozpędzaj się tak - zaśmiał się. - Żyjmy chwilą...
- Wiesz, że cię kocham ? - spytał, po krótkiej ciszy.
- Powtarzałeś już to wiele razy - uśmiechnęłam się szeroko i odparłam. - Ja ciebie także.
Po czym pocałowałam go, odwzajemnił pocałunek.
- Śpij dobrze - powiedział, całując mnie delikatnie w czoło. Lubiłam jak tak robił. Czułam się wtedy taka bezpieczna.
- Ty też - odpowiedziałam i już po chwili odpłynęłam do odległej krainy Morfeusza.

Super :33 Czekam na następne :33
OdpowiedzUsuńDziękuję ^^
Usuńnie czytam twojego opowiadania od początku bo dopiero teraz je znalazłam, ale bardzo mi się podoba i mam zamiar nadrobić rozdziały, weny życzę ♥♥♥
OdpowiedzUsuńZapraszam też do mnie, będzie mi miło jeśli ocenisz
http://love-stories-sucks.blogspot.com/
dziękuję i na pewno wpadnę :)
UsuńJejku nareszcie dodałaś :) Bardzo się ciesze bo mama codziennie pytała czy ju jest a jak wróciłam ze szkoły to ona już czytała :)
OdpowiedzUsuńhehe :D
Usuńnawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy :D
Genialny :-*
OdpowiedzUsuńDopiero dzisiaj zaczęłam czytać i odrazu przeczytałam wszystkie rozdziały.Są super ;-)
Dziękuję ;*
UsuńSuper blog zapraszam do mnie http://youmakemestrong11125669.blogspot.com/ :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :) Na pewno wpadnę :)
UsuńSuper rozdział i czekam na następny ♥♥♥
OdpowiedzUsuńDziękuję ;*
Usuń