________________________________________
Susanne
Obudziłam się dość wcześnie rano, a dokładnie o 6:52. W całym apartamencie hotelowym było cicho. Widać tylko ja nie mogę już spać. Wczorajsze wydarzenia dały mi dużo do myślenia w nocy, więc praktycznie nie zmrużyłam oka. No, ale cóż mówi się trudno.
Jeszcze dzisiaj jedziemy wszyscy razem odwiedzić moich rodziców. Tak bardzo się za nimi stęskniłam. Już nie mogę się doczekać, aż ich w końcu zobaczę. Ostatnio widzieliśmy się jakiś rok temu, bo wtedy wyjechałyśmy z Veronicą do Londynu. Powodów wyjazdu było kilka. Pierwszym było to, że chciałyśmy coś osiągnąć w życiu, być kimś ważnym. To nam się udało. Przy najmniej tak mi się wydaje. Drugim powodem było to, żeby Veru oderwała się od prawdziwej rzeczywistości i zapomniała o wydarzeniach z przeszłości.
Postanowiłam wstać z łóżka i uszykować się na to spotkanie. Otworzyłam swoją walizkę i zaczęłam poszukiwać odpowiedniego stroju. Jak to w Polsce w październiku jest w miarę ciepło, ale nie aż tak, żeby chodzić w krótkim rękawku i sandałach. Po dłuższym poszukiwaniu zdecydowałam się na sukienkę. Dobrałam do tego kilka dodatków. Myślę, że będę wyglądać w tym przyzwoicie. Przyszykowane ubrania ułożyłam na jednym z foteli, znajdujących się w moim pokoju. Spojrzałam na zegarek była już 7:49. Udałam się więc do kuchni. Miałam wielką nadzieję, żeby go tam nie spotkać. Całe szczęście nikogo tam nie było. Otworzyłam lodówkę, napiłam się soku pomarańczowego i zrobiłam sobie tosty. Kiedy skończyłam jeść wszyscy jeszcze spali. Widać musieli pójść wczoraj późno spać. Tym lepiej dla mnie. Poszłam do swojego pokoju, wzięłam rzeczy z fotela i weszłam do łazienki. Tam wzięłam relaksującą kąpiel, po czym ubrałam się, uczesałam i zrobiłam lekki make up.
Było słychać już głosy chłopaków z salonu, co oznaczało, że już nie śpią. Mam tylko nadzieję, że nikt nie wie co wczoraj zaszło między mną a Harrym, ale znając życie ktoś nas pewnie podglądał. (Nie)stety takie uroki mieszkania z piątką chłopaków. Ale przecież nie mogę tutaj przesiedzieć całego dnia. Mam dwa wyjścia albo przemknę się jakoś do pokoju Veronicy albo będę udawać, że nic się nie stało. Dobra, wybieram tą pierwszą opcję. Napisałam jeszcze do niej sms z pytaniem, czy jest u siebie, po czym dyskretnie przemknęłam się przez korytarz i już sekundę później byłam w pokoju mojej przyjaciółki. Siedziała przy toaletce i malowała usta błyszczykiem. Kiedy mnie zobaczyła od razu oderwała się od ostatniej czynności. Przyznam, że wyglądała zjawiskowo w tej sukience.
- To mów, czemu wymknęłaś się ze swojego pokoju - zaśmiała się.- Serio chcesz wiedzieć ? - zapytałam z nutką nadziei.
- Nie, na niby. No jasne, że chcę. Gadaj.
- No ok. Więc tak... - zaczęłam opowiadać jej wczorajszą sytuację z Harrym. - ... i ja zwiałam stamtąd.
- Co dlaczego?!
- No bo....
- Przestań! Mogli byście być ładną parą, gdybyś mu się oddała!
- A może tego nie chcę!
- Chcesz, ja to widzę ! - powiedziała z tym swoim uśmieszkiem.
- NIE!
- TAK!
- NIE ! - krzyknęłam na cały głos i w tej właśnie chwili otworzyły się drzwi, a w nich stanął Louis.
- Co nie ? - zapytał się machając zabawnie brwiami.
- No... E... - zaczęłam się jąkać.
- Ona po prostu nie chce się przespać z Harrym - powiedziała prosto z mostu Veru, a ja skarciłam ją zabójczym wzrokiem. Szkoda, że nie można tak zabijać ludzi. Pewnie już dawno by nie żyła.
- Pomóc ?
Nie, proszę nie kiwaj głową. Nieeee... Kiwnęła. Teraz to ona na serio już nie żyje.
- Harry, Harry chodź na chwilę - krzyczał Lou. Nieee, nie przychodź tu.
- Już idę - usłyszałam JEGO głos.
- Ja spadam - rzuciłam szybko. Niestety Veru była szybsza i chwyciła mnie za nadgarstek.
- Nidzie nie idziesz - rozkazała, a ja tylko wywróciłam oczami i szybko zaczęłam się zastanawiać co zrobić. Wiem. Postanowiłam schować się pod łóżko. Wykorzystując chwilę nie uwagi mojej przyjaciółki, która podeszła właśnie do drzwi, rzuciłam się na podłogę i wturlałam pod łóżko.
- To, gdzie ona jest - usłyszałam głos Hazzy. Oby mnie nie znaleźli, oby mnie nie znaleźli. Ktoś coś szeptał. Niestety nie usłyszałam co mówił i kto. Chwilę potem poczułam JEGO perfumy gdzieś blisko. Spojrzałam w bok. Było widać czyjeś buty, chyba Lou. Postanowiłam po cichu przesunąć się trochę w przeciwną stronę. Nagle wpadłam na coś. Momentalnie obróciłam się w tą stronę. Nie wpadłam na coś, lecz na KOGOŚ.
- Tęskniłaś ? - zapytał Harry, a ja szybko wygramoliłam się spod łóżka. Pośpiesznie wstałam i już miałam wybiec z pokoju, ale (nie)stety złapał mnie z nadgarstek.
- Gdzie uciekasz ? - powiedział z tą swojąseksowną chrypką, przyciągając mnie do siebie. Teraz nasze twarze dzieliły dosłownie milimetry. Czułam jego oddech na moich wargach.
- E... Ja nie uciekam - odpowiedziałam.
- Skoro już nie uciekasz, to może dokończymy to z wczoraj ? - zapytał, a ja od razu zarumieniłam się.
- Mówiłem ci już, że pięknie się rumienisz ? - usłyszałam jego głos w okolicach mojego prawego ucha. Ja na to zrobiłam się bardziej czerwona i przygryzłam delikatnie dolną wargę. Dlaczego on tak na mnie działa?
- Yyy... Nie? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. - A teraz mógłbyś mnie puścić ?
Wspomniałam, że trzymał mnie w swoim żelaznym uścisku.Nie ? To teraz już wiecie.
- Niech pomyślę... Nie - odpowiedział stanowczo i przywarł mnie do ściany. - Co by tu z tobą teraz zrobić? Hmm...
- Może mnie puścić?
- Ta opcja odpada - odpowiedział z uśmieszkiem, po czym wpił się mocno w moje usta. Początkowo byłam bardzo zaskoczona, ale z każdą kolejną minutą było to bardziej przyjemne uczucie. Postanowiłam odwzajemnić pocałunek, który był za razem namiętny, ostry i delikatny. Nasze języki walczyły teraz o dominację. Poczułam też dużą, męską dłoń jeżdżącą po moim lewym udzie i pnącą się ku górze coraz wyżej. Odruchowo podniosłam lewą nogę, jednocześnie oplatając ją wokół jego biodra. Hazza bardziej przycisnął mnie do siebie, powodując to, że teraz obie moje nogi oplatały go. Pocałunki stawały się coraz to bardziej namiętne. Jeszcze nigdy nie całowałam się z nikim z taką zachłannością jak teraz. Kilka sekund później znaleźliśmy się na łóżku nie przerywając poprzedniej czynności. Po chwili ręce Hazzy zaczęły borykać się z zamkiem mojej sukienki. Kiedy w końcu mu się udało ją zemnie ściągnąć rzucił ją gdzieś w kąt i zaczął całować mój dekolt. Ja za to oplotłam go nogami i włożyłam ręce w jego bujne loki. W momencie kiedy wydobył się jęk z moich ust drzwi od pokoju otworzyły się i stanął w nich Niall z paczką żelek w ręce. Zupełnie się nie przejął, tylko zaczął mówić.
- Sorry, ze wam przerywam, ale Liam kazał wam powiedzieć, że za jakieś 5 minut pod hotel podjedzie nasz kierowca vanem, bo mamy jechać do rodziców Sus. To chyba tyle - oznajmił i wyszedł.
- Nie no w takim momencie. Serio ?
Czy ja to powiedziałam na głos? Upss...
- Aż tak ci się podobało ? - zaśmiał się Harry, ja nic nie odpowiedziałam, tylko się zaczerwieniłam.
- Nie martw się, dokończymy to później - dodał, po czym zszedł ze mnie i wyszedł. Kurwa, co to miało być ? Czy ja właśnie przed chwilą prawie się z nim przespałam? Tak I w dodatku to mi się bardzo podobała. Nie. Co ja gadam. Nie. To mi się nie może podobać. Nie może ! Kiedy w końcu ogarnęłam swoje myśli wstałam, znalazłam moją sukienkę i ubrałam ją z powrotem na siebie. Przejrzałam się w lustrze i trochę poprawiłam włosy. Po czym wyszłam z pokoju mojej przyjaciółki. Wszyscy stali już w salonie i czekali na mnie. Rzuciłam szybkie " Już idę, tylko wezmę jeszcze swoją torebkę" i weszłam do swojego pokoju, zabrałam swoje rzeczy i ponownie wróciłam do salonu.
- Wszyscy wszystko mają? - spytał się Daddy.
- Tak - odpowiedzieliśmy chórem, na co ten kiwnął głową na znak, ze mamy już wychodzić. Przed drzwiami od naszego apartamentu stało trzech ochroniarzy. No tak, przecież przed hotelem będzie pewnie masa fotoreporterów i fanek. Całą drogę na dół starałam się omijać kontakt wzrokowy ze Styles'em. Niestety na marne, gdyż ten cały czas się na mnie gapił. To się robi trochę wkurzające. Przed hotelem chłopacy oczywiście rozdali kilka autografów i zrobili sobie kilka zdjęć z fankami. Kilkanaście minut później znaleźliśmy się już w końcu w samochodzie. (Nie)stety musiałam usiąść obok Hazzy. W dodatku byliśmy bardzo ściśnięci. Coś czuję, że ta podróż będzie bardzo, bardzo, bardzo długa.
Kilkanaście godzin później
Podczas podróży Hazza cały czas pożerał mnie wzrokiem. Kilkakrotnie kładł też swoją dłoń na moje lewe udo. Ja oczywiście od razu je zwalałam. Nie miałam już siły na tą jego grę, a szczególnie teraz, kiedy jesteśmy już na miejscu. Teraz liczyli się tylko dla mnie moi rodzice i Veronica.
Veronica
Znowu tu jestem. Tyle wspomnień. I tych dobrych i tych złych. Chłopacy nic nie wiedzą. Ale pewnie będą chcieli wyjaśnień, a ja się tego boję. Nie chcę wracać do przeszłości.
Kiedy van zaparkował na parkingu restauracji, w której umówiliśmy się z rodzicami Sus wszyscy pośpiesznie z niego wysiedliśmy. Przyjaciółka od razu podeszła do mnie, przytuliła i tak ruszyłyśmy w stronę wejścia. Gestem ręki wskazaliśmy chłopakom, aby szli za nami. Gdy weszliśmy do środka oddaliśmy swoje kurtki i płaszcze do szatni, po czym udaliśmy się do stolika, przy którym już na nas czekała dwójka dorosłych. Kiedy nas zauważyli wstali i przytulili nas.
- Zuzia, jak ty urosłaś - mówiła jej mama.
- Chodź tu szkrabie - powiedział żartobliwie jej tata. Oczywiście chłopacy nic nie rozumieli, więc tłumaczyłam im wszystko. Potem przyszła kolej na wyściskanie mnie.
- To jest Harry, Louis, Liam, Zayn i Niall - przedstawiłam ich kolejno. Oni uśmiechnęli się szeroko.
- To jest Anna - moja mama, a to jest Julian - mój tata - powiedziała do nich Sus po angielsku.
- Good morning - powiedzieli jednocześnie. To tak słodko zabrzmiało w ich wykonaniu, w takiej sytuacji. Po przedstawieniu się usiedliśmy wszyscy razem do stolika. Rozmawialiśmy już całą kolację po angielsku, a przy najmniej rodzice mojej przyjaciółki się starali.
- Pomóc ?
Nie, proszę nie kiwaj głową. Nieeee... Kiwnęła. Teraz to ona na serio już nie żyje.
- Harry, Harry chodź na chwilę - krzyczał Lou. Nieee, nie przychodź tu.
- Już idę - usłyszałam JEGO głos.
- Ja spadam - rzuciłam szybko. Niestety Veru była szybsza i chwyciła mnie za nadgarstek.
- Nidzie nie idziesz - rozkazała, a ja tylko wywróciłam oczami i szybko zaczęłam się zastanawiać co zrobić. Wiem. Postanowiłam schować się pod łóżko. Wykorzystując chwilę nie uwagi mojej przyjaciółki, która podeszła właśnie do drzwi, rzuciłam się na podłogę i wturlałam pod łóżko.
- To, gdzie ona jest - usłyszałam głos Hazzy. Oby mnie nie znaleźli, oby mnie nie znaleźli. Ktoś coś szeptał. Niestety nie usłyszałam co mówił i kto. Chwilę potem poczułam JEGO perfumy gdzieś blisko. Spojrzałam w bok. Było widać czyjeś buty, chyba Lou. Postanowiłam po cichu przesunąć się trochę w przeciwną stronę. Nagle wpadłam na coś. Momentalnie obróciłam się w tą stronę. Nie wpadłam na coś, lecz na KOGOŚ.
- Tęskniłaś ? - zapytał Harry, a ja szybko wygramoliłam się spod łóżka. Pośpiesznie wstałam i już miałam wybiec z pokoju, ale (nie)stety złapał mnie z nadgarstek.
- Gdzie uciekasz ? - powiedział z tą swoją
- E... Ja nie uciekam - odpowiedziałam.
- Skoro już nie uciekasz, to może dokończymy to z wczoraj ? - zapytał, a ja od razu zarumieniłam się.
- Mówiłem ci już, że pięknie się rumienisz ? - usłyszałam jego głos w okolicach mojego prawego ucha. Ja na to zrobiłam się bardziej czerwona i przygryzłam delikatnie dolną wargę. Dlaczego on tak na mnie działa?
- Yyy... Nie? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. - A teraz mógłbyś mnie puścić ?
Wspomniałam, że trzymał mnie w swoim żelaznym uścisku.Nie ? To teraz już wiecie.
- Niech pomyślę... Nie - odpowiedział stanowczo i przywarł mnie do ściany. - Co by tu z tobą teraz zrobić? Hmm...
- Może mnie puścić?
- Ta opcja odpada - odpowiedział z uśmieszkiem, po czym wpił się mocno w moje usta. Początkowo byłam bardzo zaskoczona, ale z każdą kolejną minutą było to bardziej przyjemne uczucie. Postanowiłam odwzajemnić pocałunek, który był za razem namiętny, ostry i delikatny. Nasze języki walczyły teraz o dominację. Poczułam też dużą, męską dłoń jeżdżącą po moim lewym udzie i pnącą się ku górze coraz wyżej. Odruchowo podniosłam lewą nogę, jednocześnie oplatając ją wokół jego biodra. Hazza bardziej przycisnął mnie do siebie, powodując to, że teraz obie moje nogi oplatały go. Pocałunki stawały się coraz to bardziej namiętne. Jeszcze nigdy nie całowałam się z nikim z taką zachłannością jak teraz. Kilka sekund później znaleźliśmy się na łóżku nie przerywając poprzedniej czynności. Po chwili ręce Hazzy zaczęły borykać się z zamkiem mojej sukienki. Kiedy w końcu mu się udało ją zemnie ściągnąć rzucił ją gdzieś w kąt i zaczął całować mój dekolt. Ja za to oplotłam go nogami i włożyłam ręce w jego bujne loki. W momencie kiedy wydobył się jęk z moich ust drzwi od pokoju otworzyły się i stanął w nich Niall z paczką żelek w ręce. Zupełnie się nie przejął, tylko zaczął mówić.
- Sorry, ze wam przerywam, ale Liam kazał wam powiedzieć, że za jakieś 5 minut pod hotel podjedzie nasz kierowca vanem, bo mamy jechać do rodziców Sus. To chyba tyle - oznajmił i wyszedł.
- Nie no w takim momencie. Serio ?
Czy ja to powiedziałam na głos? Upss...
- Aż tak ci się podobało ? - zaśmiał się Harry, ja nic nie odpowiedziałam, tylko się zaczerwieniłam.
- Nie martw się, dokończymy to później - dodał, po czym zszedł ze mnie i wyszedł. Kurwa, co to miało być ? Czy ja właśnie przed chwilą prawie się z nim przespałam? Tak I w dodatku to mi się bardzo podobała. Nie. Co ja gadam. Nie. To mi się nie może podobać. Nie może ! Kiedy w końcu ogarnęłam swoje myśli wstałam, znalazłam moją sukienkę i ubrałam ją z powrotem na siebie. Przejrzałam się w lustrze i trochę poprawiłam włosy. Po czym wyszłam z pokoju mojej przyjaciółki. Wszyscy stali już w salonie i czekali na mnie. Rzuciłam szybkie " Już idę, tylko wezmę jeszcze swoją torebkę" i weszłam do swojego pokoju, zabrałam swoje rzeczy i ponownie wróciłam do salonu.
- Wszyscy wszystko mają? - spytał się Daddy.
- Tak - odpowiedzieliśmy chórem, na co ten kiwnął głową na znak, ze mamy już wychodzić. Przed drzwiami od naszego apartamentu stało trzech ochroniarzy. No tak, przecież przed hotelem będzie pewnie masa fotoreporterów i fanek. Całą drogę na dół starałam się omijać kontakt wzrokowy ze Styles'em. Niestety na marne, gdyż ten cały czas się na mnie gapił. To się robi trochę wkurzające. Przed hotelem chłopacy oczywiście rozdali kilka autografów i zrobili sobie kilka zdjęć z fankami. Kilkanaście minut później znaleźliśmy się już w końcu w samochodzie. (Nie)stety musiałam usiąść obok Hazzy. W dodatku byliśmy bardzo ściśnięci. Coś czuję, że ta podróż będzie bardzo, bardzo, bardzo długa.
Kilkanaście godzin później
Podczas podróży Hazza cały czas pożerał mnie wzrokiem. Kilkakrotnie kładł też swoją dłoń na moje lewe udo. Ja oczywiście od razu je zwalałam. Nie miałam już siły na tą jego grę, a szczególnie teraz, kiedy jesteśmy już na miejscu. Teraz liczyli się tylko dla mnie moi rodzice i Veronica.
Veronica
Znowu tu jestem. Tyle wspomnień. I tych dobrych i tych złych. Chłopacy nic nie wiedzą. Ale pewnie będą chcieli wyjaśnień, a ja się tego boję. Nie chcę wracać do przeszłości.
Kiedy van zaparkował na parkingu restauracji, w której umówiliśmy się z rodzicami Sus wszyscy pośpiesznie z niego wysiedliśmy. Przyjaciółka od razu podeszła do mnie, przytuliła i tak ruszyłyśmy w stronę wejścia. Gestem ręki wskazaliśmy chłopakom, aby szli za nami. Gdy weszliśmy do środka oddaliśmy swoje kurtki i płaszcze do szatni, po czym udaliśmy się do stolika, przy którym już na nas czekała dwójka dorosłych. Kiedy nas zauważyli wstali i przytulili nas.
- Zuzia, jak ty urosłaś - mówiła jej mama.
- Chodź tu szkrabie - powiedział żartobliwie jej tata. Oczywiście chłopacy nic nie rozumieli, więc tłumaczyłam im wszystko. Potem przyszła kolej na wyściskanie mnie.
- To jest Harry, Louis, Liam, Zayn i Niall - przedstawiłam ich kolejno. Oni uśmiechnęli się szeroko.
- To jest Anna - moja mama, a to jest Julian - mój tata - powiedziała do nich Sus po angielsku.
- Good morning - powiedzieli jednocześnie. To tak słodko zabrzmiało w ich wykonaniu, w takiej sytuacji. Po przedstawieniu się usiedliśmy wszyscy razem do stolika. Rozmawialiśmy już całą kolację po angielsku, a przy najmniej rodzice mojej przyjaciółki się starali.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz